Wędrująca klinika czyli czary mary w medycynie estetycznej

Wiele razy podkreślałem, że medycyna estetyczna to prężnie rozwijająca się gałąź medycyny – dziedziny, która wymaga wiedzy, jakby nie było, ścisłej. Jednak ostatnio ze zdziwieniem odnotowuję, że wkracza do niej magia. Pojawia się coraz więcej „magicznych” wynalazków, nawet niektórzy lekarze zaczynają się zajmować magią, próbując zaklinać rzeczywistość.

Ostatnio powstała klinika medycyny estetycznej, która sugeruje, że zajmuje się magią, a nie medycyną estetyczną. A im bardziej się wczytać w ich stronę, tym jest tych magicznych rzeczy więcej.
Po pierwsze, mają tam sto procent zadowolonych klientów, którzy wracają na kolejne zabiegi. To wynik, którego nie da się uzyskać bez pomocy czarów. Po drugie, klinika jest… wyjazdowa. Problem w tym, że klinika, aby w ogóle mogła używać tej nazwy, musi być związana z konkretnym miejscem, spełniającym określone wymagania. A tu – proszę, nic z tych rzeczy. Czary?
Kolejne czary mary to ich najlepszy sprzęt, którym się chwalą. Jaki? Nie wiadomo, nigdzie go nie widać, co więcej w ofercie nie ma zabiegów, które wymagałyby jakiegokolwiek sprzętu poza strzykawkami i preparatami typu botoks, kwas hialuronowy, kolagen i nici. Do wykonania zabiegów przy ich pomocy nie jest konieczne żadne „szerokie doświadczenie”, którym się szczycą. Przydałoby im się jednak odrobinę więcej wiedzy. Informują bowiem, że wstrzykują kolagen w celu zagęszczania skóry, choć, o ile wiem, kolagen wstrzykuje się raczej pod skórę, więc nie da się jej nim zagęścić. Z kolei na przykład usta powiększają czerwonym kwasem hialuronowym (taki HA nie istnieje). Jeszcze a propos sprzętu, którego nie widzę w ofercie, a o którym piszą, że jest nie tylko najlepszy, ale i bezawaryjny, zastanawiam się w jaki magiczny sposób znosi podróże, bo mi się zdarzyło, że przeniesienie lasera z jednego do drugiego gabinetu rozkalibrowało go.
Magią jest dla mnie, jak ta „klinika” radzi sobie z powikłaniami, skoro odwiedza te same miejsca (jest to kilka miast w Polsce) tylko raz na trzy tygodnie. Widzę dwie możliwości: albo żadne powikłania im się nie zdarzają, i to pomimo, że wstrzykują kolagen – jeden z bardziej niebezpiecznych preparatów, mogących wywoływać powikłania (magia w czystej postaci!), albo lekarze teleportują się w razie potrzeby tam, gdzie są potrzebni. A już informacja, że pracują na „renomowanych lekach i kosmetykach”, zakrawa na magię z pogranicza horroru i eksperymentów na własnym ciele. Dlaczego? Bo na przykład certyfikowane wypełniacze to ani kosmetyki ani leki, ale wyroby medyczne. Czyżby to więc znaczyło, że stosują inne preparaty niż wszyscy? W dodatku niecertyfkowane?
Magiczne są też ich ceny, zawarte – jak informują – w koszcie materiałów. Należy więc przyjąć, że wszyscy tam pracują charytatywnie, a nawet dokładają do interesu, bo muszą przecież ponosić koszty dojazdów, noclegów, telefonów czy obsługi administracyjnej. A przy tym pracują 7 dni w tygodniu, nie potrzebują więc czasu dla rodziny ani na odpoczynek.

Obawiam się jedynie, że ten magiczny eksperyment może narobić kłopotów i nagle zniknąć jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

A zupełnie poważnie – najwyraźniej na rodzimym rynku medycyny estetycznej dzieje się coraz gorzej, skoro każdy może bezkarnie wypisywać na swój temat podobne bzdury. To kompromituje całą branżę. Traci pacjent, który ma prawo czuć się zdezorientowany. Im więcej pojawia się takich „czarodziejskich” ofert, tym większe ryzyko, że źle trafi. I poniesie tego konsekwencje niestety.

Ostatnie komentarze
  • Panie Doktorze, pominął Pan jeszcze jedną istotną kwestię – zabiegi przeprowadzane są w salonach kosmetycznych, między frezowaniem pięt a depilacją bikini. Ciekawa sprawa. Przy okazji dziękuję za wpisy – zaglądam często. Pozdrawiam

    • Dr n. med. Agnieszka Ledniowska
      Do mnie trafiają osoby, które proszą o pomoc i korekcję po zabiegach w “MK”,
      ostatecznie udzielam im wsparcia i pomocy, argumentem jest fakt, że nie mogą się skontaktować z lekarzem wykonującym zabieg. Nie jest moją rolą oceniać jakość, organizację pracy “MK”, ale jako lekarz czuję się zobowiązana do pomocy osobom, które jej potrzebują. Myślę, że nie powinno tak być, że ktoś po zabiegu ma utrudniony kontakt z osoba wykonująca zabieg.

  • Cieszę się, że nie jestem odosobniona w swoim przerażeniu…
    Pozwoliłam sobie udostępnić artykuł Pana Doktora na facebooku:)
    Pozdrawiam
    Grażyna Walkowicz
    Med-beauty
    Katowice

    • Niestety tak to się dzieje

  • Byłam w Magicznej Klinice na zabiegu powiększania ust.Jestem bardzo zadowolona.

  • Tylko raz na trzy tygodnie? To byłoby wręcz pożądane, niestety ja musiałam czekać 1,5 miesiąca na ponowną wizytę i poprawę zabiegu.

  • Moja opinia o wizycie tam (na szczęście bez zabiegu, a raczej “zabiegu”): Pacjent ma prawo do roszczeń. Tego prawa może się zrzec. Od tego zaczęła się moja więcej niż bardzo nieprzyjemna wizyta w gabinecie kosmetycznym (w którym wykonuje się zabiegi medycyny estetycznej). Bo treść dokumentu zrzeczenia się prawa do roszczeń (bez podpisania którego nie ma nawet rozmowy!) skłoniła mnie do zadania pytania dotyczącego jego treści: “co to są typowe powikłania” (bo tak zapisano w dokumencie). Pani lekarz, Ukrainka, aż trzęsła się ze zdenerwowania i odmówiła udzielenia odpowiedzi. Odmówiła!!!. Powtarzała w kółko to samo, po kilka razy. Wręczyła lusterko i zakazała patrzeć w inne miejsce, mogłam patrzeć tylko w lusterko. Następnie miałam wskazać – palcem, co bym chciała poprawić. Jeszcze nie skończyłam mówić (choć miałam zamiar powiedzieć tylko jedno zdanie), a pani stwierdziła “zabieg się nie uda, no – może na jakieś 25 %”. Nigdy, podkreślam nigdy w żadnym gabinecie, w kontakcie z żadnym lekarzem nie było tak strasznie nieprzyjemnie, i nieprofesjonalnie. A tu jeszcze płacimy za wizytę. Pani praktycznie wypchnęła mnie za drzwi! Absurd? Jeszcze jaki! Przestrzegam więc wszystkich, i informuję: to lekarz powinien być ubezpieczony od błędu lekarskiego, a pacjenta nie można zmuszać do rezygnacji z prawa do roszczeń. Pytanie moje jednak brzmi: dlaczego tak bardzo ta pani się wystraszyła, mojego pytania…
    Wniosek: na zabiegi należy chodzić do lekarza, do gabinetów lekarskich, nie chowających się po gabinetach kosmetycznych, a więc odpowiednio wyposażonych, idealnie czystych i nie pozbawiających pacjenta prawa do roszczeń. Nie należy łaszczyć się na niewiarygodnie niską cenę, bo za niewiarygodnie niską ceną zawsze coś się kryje, zawsze jest jakieś drugie dno…
    No i dodam: brudny gabinet kosmetyczny (Kalisz, Polna 14), przed gabinetem panie pracownice palące papierosy; fotel przykryty brudnym prześcieradłem, na blacie strzykawki itd., itd. Słowem GROZA!

  • Powiem tyle – cena nie idzie w parze z jakOścią.
    Zasadniczo,, Z własnego dosWiadczenia, wiecej paskudnych prac jest po lekarzach niz kosmetologach.
    DEntyści, okuliści, ginekolodzy itP biorą się za upięksZanie, bo są chyba tak słabi medycznie, że nikt nie chce sie u Nich leczyc.
    A później doRabiają ideologiĘ o leczeniu zmarszczek i za małych ust, to wynika chyba z komplekSów względem prawdziwych lekarzy.

    OczyWiście poklask znajDują u innych, podobnych sobie „lekarzach od ust”.

    Towarzystwo wzajemnej adoracji.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.