Od kilku lat zajmuję się leczeniem powikłań po zabiegach medycyny estetycznej i mam w tym obszarze duże doświadczenie. Mimo to wciąż szukam nowych rozwiązań i zastanawiam się, jak jeszcze mogę pomóc pacjentom oraz zwiększyć swoją skuteczność działania. To właśnie zaprowadziło mnie do nauki diagnostyki USG.
Diagnostyka USG
We wszelkich działaniach, zarówno związanych z wykonywaniem zabiegów, jak i leczeniem powikłań, pierwszym krokiem jest prawidłowa diagnoza.
Diagnostyka skóry nie stanowi dla mnie problemu. Mam do tego odpowiednie doświadczenie, od wielu lat zajmuję się medycyną estetyczną, diagnozowaniem oraz korygowaniem powikłań, a w klinice dysponuję wieloma narzędziami diagnostycznymi.
Interesowała mnie jednak także głębsza diagnostyka, obejmująca tkankę podskórną, przede wszystkim w obrębie twarzy. Po podaniu preparatów, takich jak kwas hialuronowy, powikłania mogą bowiem powstawać nie tylko na poziomie skóry.
Wiadomo, że powszechną metodą diagnostyczną w medycynie jest USG. Pojawiało się jednak pytanie – jak korzystać z tej technologii, nie mając wcześniejszego doświadczenia?
Przez dwa lub trzy lata temat USG nie dawał mi spokoju. Wydawało mi się jednak, że jest to rozwiązanie praktycznie niedostępne.
W mojej ocenie miałem wtedy tylko trzy możliwości:
- ukończyć kompleksowe i długotrwałe szkolenie z diagnostyki USG,
- kupić sprzęt i zatrudnić specjalistę zajmującego się wyłącznie badaniami USG,
- mieć zaprzyjaźnionego diagnostę, do którego mógłbym kierować pacjentów w razie potrzeby.
Z jednej strony chciałem wzbogacić możliwości diagnostyczne mojej kliniki o badanie USG, z drugiej jednak próg wejścia w ten obszar wydawał mi się bardzo wysoki.
USG twarzy do zastosowań w medycynie estetycznej
Rozwiązanie przyszło do mnie stosunkowo niedawno.
Kilka miesięcy temu spotkałem znajomą lekarkę medycyny estetycznej, która opowiadała o swojej fascynacji wykorzystaniem USG właśnie w medycynie estetycznej. To ona namówiła mnie na specjalistyczny kurs prowadzony przez radiolożkę z Brazylii.
Ten kameralny kurs okazał się przełomem w moim myśleniu o diagnostyce ultrasonograficznej i całkowicie przełamał moje wcześniejsze obawy.
Przede wszystkim zrozumiałem, że nie muszę znać wszystkich zastosowań USG. Mogę skupić się wyłącznie na tym, czego naprawdę potrzebuję w swojej codziennej pracy, czyli na diagnostyce tkanek miękkich twarzy.
Nie zamierzam przecież wykonywać badań USG jamy brzusznej czy serca. Potrzebna jest mi diagnostyka USG przeznaczona do zastosowań w medycynie estetycznej – dokładnie taka, jakiej uczył kurs.
Co równie ważne, do zdobycia takich umiejętności nie jest konieczne przechodzenie wielomiesięcznego szkolenia z całej diagnostyki ultrasonograficznej.
Aparaty do USG i interpretacja wyników. Zaskoczenia na plus i na minus
Doświadczyłem kilku zaskoczeń w czasie i po kursie, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych.
1. Pierwsze dotyczy samych aparatów do USG
Negatywne:
Oglądałem już wcześniej różne modele, ale okazało się, że koszt aparatu USG odpowiedniego do zastosowań w medycynie estetycznej jest znacznie wyższy, niż wcześniej przypuszczałem. Wcześniej wydawało mi się, że wystarczy zwykłe przenośne USG w walizce.
Pozytywne:
Urządzenie odpowiednie do moich zastosowań jest niewielkie i przenośne. Sondy wykorzystywane w tego typu diagnostyce różnią się od standardowych – są bardziej precyzyjne. Mają ograniczenia dotyczące głębokości obrazowania, ale w mojej pracy nie potrzebuję penetracji do 5 cm.
Cały zestaw, który kupiłem, ma wielkość laptopa i składa się z sondy podłączanej do tabletu. Sama sonda kosztuje majątek, natomiast tablet kupuje się osobno.
2. Drugie zaskoczenie dotyczy samego obrazu USG
Negatywne:
Badanie USG daje obraz w odcieniach szarości, w dwóch wymiarach. Jego interpretacja na początku jest trudna i wymaga nauki.
Pozytywne:
Okazuje się jednak, że można się tego nauczyć. Jest to kwestia wprawy, logicznego myślenia, wyobraźni, a później systematycznego ćwiczenia i zdobywania doświadczenia.
Podstawą jest bardzo dobra znajomość anatomii – wiedza o tym, gdzie znajdują się poszczególne struktury, mięśnie czy naczynia krwionośne.
Na tę wiedzę trzeba nałożyć informacje uzyskane podczas wywiadu z pacjentem, a następnie umiejętność przewidywania, jak dany problem powinien wyglądać w obrazie USG.
Cała reszta jest kwestią logicznej interpretacji. Sama technika wykonywania badania jest prosta. Najtrudniejsza pozostaje interpretacja obrazu, ale kurs uświadomił mi, że nie muszę studiować diagnostyki USG przez trzy lata. Nie będę przecież wykonywał badań kobiet w ciąży, serca czy jamy brzusznej. Do zastosowań w medycynie estetycznej kilka miesięcy nauki powinno wystarczyć, a później pozostaje już tylko systematyczne rozwijanie swoich umiejętności.
USG w leczeniu powikłań
Od kilku miesięcy, praktycznie od razu po ukończeniu kursu i zakupie urządzenia, intensywnie ćwiczę diagnostykę USG. Oglądam specjalistyczne webinary oraz uczestniczę w kolejnych szkoleniach.
Nie tylko doposażyłem klinikę w bardzo ważne narzędzie diagnostyczne, ale jednocześnie znacząco poszerzam swoją wiedzę – czyli robię to, co w swojej pracy lubię najbardziej.
Z dzisiejszej perspektywy sam dziwię się, że tak długo zwlekałem z decyzją o rozpoczęciu nauki diagnostyki USG.
Z punktu widzenia leczenia powikłań było to rozwiązanie idealne.
Już teraz wykorzystuję USG u części pacjentów. Badanie bardzo ułatwia mi prowadzenie osób zgłaszających się z powikłaniami po zabiegach medycyny estetycznej.
Oczywiście nie jest to jedyne narzędzie diagnostyczne, z którego korzystam, i nadal zdobywam doświadczenie w jego wykorzystaniu. Już teraz jednak stanowi ono dla mnie bardzo istotne wsparcie diagnostyczne.
Pacjenci z powikłaniami z jeszcze lepszą diagnozą
Co wprowadzenie diagnostyki USG do mojej kliniki L’experta wnosi dobrego dla pacjentów?
Przede wszystkim staje się ona ważnym elementem diagnostyki u pacjentów z powikłaniami. Dzięki badaniu mogę zweryfikować to, co wynika z wywiadu przeprowadzonego z pacjentem.
Dla mnie osobiście jest to podniesienie jakości naszych usług na jeszcze wyższy poziom. Jest to rozwiązanie innowacyjne, które niewiele gabinetów może obecnie zaproponować.
Ktoś, kto wykonuje badania USG, z założenia nie zajmuje się medycyną estetyczną. Z kolei lekarz medycyny estetycznej zazwyczaj nie wykonuje diagnostyki ultrasonograficznej. Te dwie dziedziny najczęściej funkcjonują oddzielnie.
Okazuje się jednak, że istnieje rozwiązanie znajdujące się na styku obu tych obszarów – USG do zastosowań w medycynie estetycznej.
Bariera wejścia w ten obszar jest jednak wysoka. Po pierwsze – urządzenie jest kosztowne, a wykorzystywane w codziennej praktyce stosunkowo rzadko. Po drugie – jeszcze większą inwestycją jest czas potrzebny na zdobycie odpowiednich umiejętności.
USG twarzy – co można zobaczyć?
Głównym zastosowaniem diagnostyki USG są powikłania – zarówno ostre, takie jak zatkane naczynie, jak i mniej typowe problemy pojawiające się po zabiegach medycyny estetycznej.
USG można wykorzystać również podczas planowania niektórych zabiegów.
Badanie jest szczególnie pomocne wtedy, gdy pacjent chce wykonać kolejny zabieg, ale wcześniej korzystał z usług innego gabinetu i nie pamięta:
- jaki preparat został podany,
- w którym miejscu został podany,
- kiedy wykonano zabieg,
- czy preparat miał już szansę się wchłonąć.
Dzięki USG mogę to zobaczyć. Mogę zobaczyć w tkankach kwas hialuronowy, kwas L-polimlekowy, polikaprolakton, stały wypełniacz, torbiel, zwłóknienie, a nawet większe nici liftingujące. Mogę również dokładnie ocenić przebieg naczyń krwionośnych. Dzięki temu przed zabiegiem obarczonym większym ryzykiem, na przykład podaniem kwasu hialuronowego w okolicy lwiej zmarszczki, mogę sprawdzić, jak u konkretnego pacjenta przebiegają naczynia. Standardowo opieramy się na anatomii uśrednionej, ale każdy człowiek jest inny i właśnie dlatego na twarzy istnieją strefy podwyższonego ryzyka.
Czy diagnostykę można zlecić radiologowi?
Czy taki sam efekt można osiągnąć, kierując pacjenta do radiologa?
Niestety logistycznie jest to bardzo trudne. Musiałbym pojechać z pacjentem na badanie, aby następnie od razu wykonać zaplanowany zabieg. Alternatywnie radiolog wraz z urządzeniem musiałby przyjechać do mojej kliniki.
Radiolożka z Brazylii, u której uczestniczyłem w kursie, właśnie w ten sposób pracuje. Dojeżdża z przenośnym aparatem do klinik medycyny estetycznej, wykonuje diagnostykę USG, a na jej podstawie lekarze od razu planują i przeprowadzają zabiegi.
Nie sądzę jednak, aby takie rozwiązanie stało się powszechne w innych klinikach.
Diagnostyka USG w medycynie estetycznej jest inwestycją – zarówno finansową, jak i czasową – a jednocześnie ma stosunkowo niewiele zastosowań. W około 80% przypadków nie jest ani potrzebna, ani szczególnie przydatna.
Ja jednak od lat inwestuję również w urządzenia niszowe, które z ekonomicznego punktu widzenia często nie są opłacalne, ale znacząco zwiększają kompleksowość oraz skuteczność prowadzonych przeze mnie terapii.
Myślę, że właśnie na tym polega unikatowość – moja i kliniki L’experta.



