Marek Wasiluk
 

Smart lifting, czyli moda na nici liftingujące

Dokładnie półtora roku temu napisałem na swoim blogu, że po tygodniowym szkoleniu w Hiszpanii zdecydowałem się na wprowadzenie do mojego gabinetu mikronici liftingujących. Zabieg, który nazwałem smart liftingiem jest jednym z ulubionych moich pacjentek, które mają już wyraźne oznaki starzejącej się twarzy (np. opadające policzki, wiotką skórę).

Byłem pierwszym lekarzem medycyny estetycznej w Polsce, który zaczął stosować mikronici. Do powszechnego obiegu weszły one do gabinetów dopiero pod koniec 2013 roku (pod nazwą nici PDO).

smart lifting

Rozpuszczalne mikronici stosuję w moim gabinecie od półtora roku pod nazwa smart lifting (fot. Pink Media)

Nie wszystko złoto…
Wcześniej funkcjonowały w gabinetach nici innego typu i nie zapisały się zbyt dobrze w pamięci. Były to złote nici (wprowadzane pod skórę na stałe) oraz nici syntetyczne (najpierw stałe, potem wchłanialne), grube i długie, z haczykami. Wprowadzało się tylko 2-3 nici na policzek i miały one za zadanie unieść tkankę. Po zabiegu pierwszy efekt był dobry. Problemy pojawiały się z upływem czasu. Kiedy wprowadza się nici na stałe, trzeba wziąć pod uwagę, że z wiekiem układ twarzy się zmienia (zmienia się układ skóry, kości, tkanki podskórnej) i nici raptem znajdują się w innym niż chcielibyśmy z estetycznego punktu widzenia miejscu. I w dodatku często „prześwitują przez skórę”. Wygląda to trochę tak jak szkielet od namiotu. Utrzymuje kształt namiotu i go naciąga, ale widać, że pod tkaniną coś jest sztywnego.
Podobny problem był niegdyś przy trwałych wypełniaczach, od których medycyna estetyczna już prawie całkowicie odeszła, ale z ich przykrymi rezultatami kobiety borykają się do dziś. Mam pacjentkę z wypełniaczem aqualixem, który znajduje się w innym miejscu niż został parę lat temu podany (nie z powodu złego podania, tylko zmiany kształtu twarzy na skutek starzenia), i jak łatwo się domyślić – nie wygląda to dobrze. Dlatego idealny wypełniacz to taki, który wchłonie się do dwóch-czterech lat.
Podsumowując można stwierdzić, że nici starej generacji głównie naciągały skórę, ale pod nią było… pusto.

Smart-filozofia
W przypadku mikronici stosowanych w smart liftingu filozofia zabiegu jest zupełnie inna – nie chodzi o zwykłe naciągnięcie skóry (chociaż czasami też), ale zastosowanie dużej ilości cieniutkich i krótkich nici (5-10 cm) w celu inteligentnego wykonanie rusztowania, po to, by skóra sama się zregenerowała i usztywniła w tych miejscach, w których chcemy.
Mikronici są bezpieczne (bo biozgodne), nie przesuwają się i są wchłanialne. To te same mikronici, które wykorzystuje się przy bardzo precyzyjnych operacjach, np. kardiochirurgicznych czy oczu. Nie polecam ich jedynie pacjentom z chorobami autoimmunologicznymi, gdyż gdyby się pojawiła „nadreakcja” organizmu na nici, to nie ma jak ich wyjąć, trzeba czekać aż się wchłoną i stosować metody zachowawcze.
W smart liftingu wykorzystuje się zarówno nici bez haczyków, jak i z haczykami (czyli mikrozaczepami). Te pierwsze służą do budowania rusztowania dla skóry, drugie do jej lekkiego podciągania (przy czym nie działają tak agresywnie jak nici starej generacji z haczykami). Przydaje się to szczególnie, gdy chcemy podciągnąć policzek, ale można też trochę podnieść biust, pośladek.

Regeneracja z wyobraźnią
Smart lifting poprawia kontur twarzy i świetnie wzmacnia tkankę. Wymusza regenerację skóry, przez co staje się ona grubsza, sztywniejsza. Jeśli ubytki w tkance podskórnej są na tyle duże, że sam smart lifting ich nie odbuduje, można dodatkowo uzupełnić zabieg kwasem l-polimlekowym czy innym wypełniaczem.
Nici są jednokierunkowe i dwukierunkowe. Podaje się je za pomocą igieł. W czasie zabiegu przebija się oczywiście skórę, ale się tego nie czuje – zabieg jest bezbolesny, bo wcześniej znieczula się obszar poddany działaniu nici. Na filmie i zdjęciach z zabiegu widać dużo igieł wystających z twarzy. To technika zabiegu, którą przywiozłem z Hiszpanii. Wbijam wszystkie igły, żeby dokładnie widzieć, gdzie zostały wprowadzone nici (i ile). W ten sposób cały czas mam przed sobą obraz rusztowania, które buduję. A potem po kolei wyciągam igły. Wykonywanie tego zabiegu wymaga wyobraźni, trzeba przewidzieć, jak się zmieni twarz po wprowadzeniu mikronici. Główne wskazania dla stosowania smart liftingu to wiotka skóra i tzw. chomiki (tutaj przydają się mikronici z mikrohaczykami). Najczęściej zabiegi wykonuje się na twarzy, ale można stosować smart lifting na dowolną część ciała, np. na opadający biust, pośladki, starzejące się ramiona. Mikronici mają też zastosowanie w ginekologii estetycznej.
Żeby zabieg miał sensowne działanie nie wystarczy kilka nitek. Z mojego półtorarocznego doświadczenia w wykonywaniu smart liftingu wynika, że najlepsze efekty liftingu twarzy można uzyskać przy zastosowaniu 30-40 nitek. Nici wchłaniają się całkowicie mniej więcej po roku, ale efekt zregenerowanej skóry może trwać nawet kilka lat.

ZOBACZ FILM:

Rozstępy nie dla nici
Czytelnicy bloga pytali mnie już kilka razy, czy nici są skuteczne na rozstępy, spotkali się bowiem z lekarzami promującymi takie zabiegi. W moim przekonaniu nie. Rozstępy to jest ubytek tkanki, mówić wprost – dziura w skórze. Żeby je zlikwidować konieczne jest silne podrażnienie tkanki, aby wymusić jej regenerację (co robię radiofrekwencją mikroigową). Nie wiem, jak ma to zrobić nitka wprowadzona w ubytek. Włożenie więc kilku nici nic nie da, bo są cieniutkie jak włoski, a włożenie większej liczby – na zasadzie zapełnienia objętości – nie opłaca się finansowo (pomijając brak skuteczności). Wystarczy policzyć: jeden tylko kilkucentymetrowy rozstęp szerokości małego palca, głębokości 1 mm to jakieś 20 nitek, czyli 2 tys. zł (przy założeniu, że jedna nitka kosztuje 100 zł), a przecież tych rozstępów na ciele jest na ogół bardzo dużo.

Stosujmy więc nici liftingujace tam, gdzie naprawdę mogą pomóc, nie wykorzystując mody na ten zabieg do tego, by pakować je wszędzie, co się niestety zaczyna dziać. Na rozstępy, póki co nie wymyślono do tej pory nic lepszego od rf mikroigłowej.

Ostatnie komentarze
  • Dzień dobry. Czy to prawda, że nici można wykonywać maksymalnie 3 razy w życiu na 1 okolicę? Słyszałam, że robią się zrosty, przez które później trudno już wprowadzić nowe nici

    • Zrosty mogą się robić, i faktycznie lepiej nie nadużywać nici.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.