Medycyna estetyczna przynosi co roku wiele nowych rozwiązań. Zawdzięczamy je głównie postępowi technologicznemu, ale też… strategii marketingu – to co nowe, lepiej się sprzedaje. W innowacjach istnieją jednak pewne ograniczenia, które trudno przeskoczyć.

fot. Fotolia

Na ludzkiej twarzy istnieje konkretna liczna mięśni mimicznych i dokładnie wiadomo, ile wkłuć igły z botoksem potrzeba, aby je unieruchomić / fot. Fotolia

Dotyczy to szczególnie znanych od dawna preparatów. Trudno dla nich znaleźć nowe zastosowanie lub nową technikę podawania. Te najbardziej znane i stosowane najdłużej to toksyna botulinowa i kwas hialuronowy. O ile jednak w przypadku kwasu hialuronowego można próbować innowacji (ma on szerokie spektrum zastosowań – może być wykorzystywany zarówno do wypełnień i jak do wolumetrii, występuje w różnych gęstościach i ma różną głębokość podawania), to nie da się wymyślić nic nowego w przypadku toksyny botulinowej, której działanie jest proste i konkretne – sparaliżować mięśnie. Jeśli ktoś twierdzi, że jest inaczej, i że opracował własną technikę podawania botoksu, to jest to czysty marketing. Wszelkie połączenia botuliny z mezoterapią (mezobotoks, MezoBotoks, Mezo-Botoks, itp.), są próbami wyciśnięcia z botoksu czegoś, czego się nie da, a z pacjentów – pieniędzy, bo te nowe zabiegi są drogie.

Dlaczego nie da się wprowadzić innowacji do botoksu? Dlatego, że botoks ma blokować mięśnie, a o anatomii mięśni wiemy już wszystko. Ta wiedza jest ugruntowana do tego stopnia, że studenci medycyny do tej pory korzystają z podręczników anatomii, napisanych jeszcze przed II wojną światową. Na ludzkiej twarzy istnieje konkretna liczna mięśni mimicznych i dokładnie wiadomo, ile wkłuć igły z botoksem potrzeba, aby je unieruchomić. Wiadomo też, gdzie dokładnie trzeba się wkłuć, aby rozprostować konkretną zmarszczkę albo unieść powiekę. Jeśli wiadomo, że botoks rozchodzi się w promieniu 3 cm i na dany mięsień potrzebne są trzy wkłucia, to robienie większej ich liczby mija się z celem. Co więcej – dla pacjenta jest to niekorzystne, bo bardziej bolesne i mocniej drenuje jego kieszeń. O skuteczności zabiegów decyduje prawidłowe podanie preparatu, a nie liczba wkłuć i ilość podanego botoksu. Sukces gwarantuje doświadczenie lekarza, od jak dawna robi zabiegi oraz ocena danego pacjenta przed zabiegiem (jak silne ma mięśnie, jak nimi rusza, jaki efekt chce uzyskać).

Share this article