Raz po raz miewam pacjentki, które ratuję po nieudanych zabiegach w innych gabinetach.

Ostatnio przydarzyło się to mojej stałej pacjentce, która mniej więcej raz na pół roku przychodzi do mnie na minimalne korekty twarzy. Ostatnio była we wrześniu, a niedawno wpisała się ponownie, ale tym razem nie na zabieg, tylko na konsultację.

Gdy weszła, nie potrafiłem skojarzyć jej z nikim, kogo bym znał. Wyglądała jak po pobiciu –twarz miała zapuchniętą, z nierównymi obrzękami. Ponieważ od słowa do słowa okazało się, że to jest jednak moja stała pacjentka, wyjąłem jej zdjęcia sprzed pół roku i przeżyłem szok. Nie miałem prawa jej poznać! Pacjentka opowiedziała, że ma dentystkę, do której ona i cała jej rodzina chodzi od dwudziestu lat, i do której ma zaufanie. Przy ostatniej wizycie dentystka powiedziała jej, że teraz zajmuje się także medycyną estetyczną, i zapytała, czy nie zechciałaby sobie czegoś wstrzyknąć. Pacjentka się zgodziła, a efekt mogłem zobaczyć, gdy zjawiła się w moim gabinecie. Wyglądała naprawdę źle. Nie była niestety w stanie powiedzieć, jaki kwas jej podano. Wiedziała tylko tyle, że pochodził z butelki. To dziwne, bo standardowo kwas hialuronowy jest sprzedawany w strzykawkach, na które tylko nakłada się igłę i można przystąpić do zabiegu. W butelkach sprzedaje się raczej kwasy do mezoterapii (ale taki wchłonął by się w przeciągu maksymalnie kilku dni), albo też preparaty z niepewnego źródła. Pacjentka nie miała natomiast wątpliwości, ile kwasu jej podano, 5 ml.
Największym problemem było jednak to, w jaki sposób go podano, a zrobiono to źle, nie w tych miejscach, gdzie należało, i na niewłaściwej głębokości. Zapytałem, ile zapłaciła. Zabieg przy użyciu 5 ml kwasu kosztował ją nieznacznie mniej, niż u mnie za 1 ml. Taka cena oznacza jedno – preparat nie pochodzi z wiarygodnego źródła.
Na razie wstrzyknąłem pacjentce preparat rozpuszczający, a ponieważ nie można rozpuścić takiej ilości kwasu hialuronowego na jeden raz, umówiłem się z nią na wizytę za kolejne dwa tygodnie.
Co wynika z tej historii?
Fakt, że ktoś jest dobry w jednym obszarze, nie oznacza, że będzie dobry w innym. Modelowanie twarzy jest sztuką, za którą powinni się brać tylko ci, którzy znają wszystkie aspekty starzenia się twarzy, mają wyobraźnie przestrzenną i doświadczenie. Przestrzegam przed oddawaniem się w ręce osób, które, ledwie zaczęły, a już rozpowiadają, jakie są świetne. I przestrzegam przed różnego rodzaju okazjami. Bo coś za nimi się kryje, czy to słabej jakości preparat/sprzęt, czy też słabe kompetencje osoby wykonującej zabieg. Okazje często sumarycznie wychodzą drożej, płaci się okazyjnie, potem za pozbycie się efektów „okazji” i w końcu ponownie za doprowadzenie twarzy/ciała do normalności. W sumie 2-3 razy drożej plus stres gratis. Już nieraz zdarzyły się sytuacje, że niska cena za powiększenie ust wynikała z zastosowania żelu do USG (w końcu żel to żel, a butelka tego do USG kosztuje kilkanaście razy mniej niż mililitr kwasu hialuronowego w żelu).

Po lewej stronie: pacjentka na co dizeń. Po prawej stronie, pacjentka, która oszpecono kwasem hialuronowym (fot. arch własne)

Po lewej stronie: pacjentka na co dzień. Po prawej stronie: pacjentka po oszpeceniu źle podanym kwasem hialuronowym (fot. arch. własne)

Share this article