Przez długi czas nie pisałem nic na temat kwasu l-polimlekowego. Dzisiaj jest ku temu okazja, gdyż po niemal dwuletniej przerwie, w marcu następuje reaktywacja tego preparatu.
Kwas l-polimlekowy: różnica między biostymulatorem a wypełniaczem
Kwas l-polimlekowy jest biostymulatorem stosowanym przeze mnie w zabiegach wolumetrycznych od 10 lat.
Od początku prowadzenia bloga wskazywałem na dużą różnicę pomiędzy wypełnianiem kwasem hialuronowym, czyli HA, a zabiegami biostymulującymi z wykorzystaniem kwasu l-polimlekowego. Różnica ta wypada na korzyść tego drugiego.
W przypadku kwasu hialuronowego wypełnienie następuje przez podanie do tkanek ciała obcego, które po kilku miesiącach ulega rozpadowi. Efekt wraca więc do punktu wyjścia.
Biostymulator działa inaczej. Stymuluje własne komórki organizmu do produkcji kolagenu, co oznacza wypełnienie własnym, naturalnym kolagenem.
Kiedyś kwas l-polimlekowy był moim ulubionym biostymulatorem, ale pojawiła się konkurencja – Ellanse.
Stosowałem te preparaty równolegle, z różnych powodów.
Ellanse jest droższy i nie każda pacjentka mogła sobie na niego pozwolić. Poza tym w trochę innych miejscach i u różnych osób lepiej sprawdza się Ellanse, a u innych kwas polimlekowy.
W pewnym momencie trochę przymusowo pozostałem tylko przy Ellanse, ponieważ kwas l-polimlekowy zniknął z polskiego rynku.
Od AIDS do medycyny estetycznej
Kwas l-polimlekowy stał się w Polsce chwilowo niedostępny, choć w innych krajach pozostawał cały czas w dystrybucji. Wynikało to z zawiłej i trochę pechowej historii dystrybucji oraz komercjalizacji tego preparatu.
Preparat istnieje na rynku od mniej więcej dwóch dekad.
Stosowany był początkowo m.in. u ludzi z rozwiniętym AIDS. W zaawansowanym stadium choroby mieli oni bardzo wychudzone twarze. Z powodu zaniku tkanki tłuszczowej twarze 40-latków wyglądały na lat 60, co często powodowało stygmatyzację takich osób. Stąd powstał pomysł, aby przez podawanie kwasu l-polimlekowego przywrócić objętość ich twarzom.
Później producent wycofał się z tamtego pomysłu i kwas polimlekowy trafił do zastosowania we wskazaniach estetycznych.
Miał jednak pecha i złą prasę. Z powodu niskiej wiedzy merytorycznej stosowany był w przybliżony sposób do kwasu hialuronowego, podczas gdy te preparaty fundamentalnie różnią się mechanizmem działania i sposobem podawania.
Niewłaściwe, zbyt agresywne stosowanie kwasu polimlekowego powodowało niekorzystny efekt estetyczny, trudny do skorygowania. Dlatego zła passa tego preparatu trwała.
Dopiero po kilku latach od wprowadzenia kwasu l-polimlekowego do medycyny estetycznej wykonano więcej badań i analiz oraz opracowano dobrą metodę podawania go w tkankę.
Na tym etapie zacząłem go stosować i byłem bardzo zadowolony z efektów. Kilka lat temu dołączyłem do swojej praktyki Ellanse i stosowałem te dwa preparaty równolegle.
Pechowa dystrybucja i relaunch produktu
Pech kwasu l-polimlekowego się jednak nie skończył.
Jego producentem jest duża firma farmaceutyczna Sanofi, która od zawsze sprzedawała licencję do komercjalizacji tego kwasu innym firmom.
W Polsce przez pewien czas licencję miała firma Valeant, niewielka firma kanadyjska, która gwałtownie, w ciągu kilku lat, rozrosła się do ogromnej korporacji farmaceutycznej. Okazała się jednak kolosem na glinianych nogach. Gdy rynek powiedział „sprawdzam” i zapytał, jakie leki ma oraz co robi, okazało się, że Valeant żyła kredytami i obietnicami.
Wtedy dystrybucję przejęła Galderma, a to oznaczało rozpoczęcie niemal wszystkiego od nowa.
Galderma nie bardzo wiedziała, co z tym kwasem polimlekowym zrobić. Poza tym ta korporacja jest potentatem w komercjalizacji kwasu hialuronowego, a kwas l-polimlekowy jest w pewnym sensie jego konkurencją. W rezultacie kwas polimlekowy przestał być w Polsce dostępny.
Kiedy bardzo potrzebowałem go dla klientek, musiałem ściągać preparat z zagranicy. Trwało to dłużej, było niewygodne i droższe.
Tak było przez około 2 lata.
Teraz następuje duży restart. Galderma w marcu robi wielki relaunch produktu. To oznacza nie tylko, że kwas l-polimlekowy będzie dostępny, ale też że pojawi się w artykułach, ofertach i reklamach.
Trzymam kciuki, żeby nowy start się udał, bo to dobry produkt i w pewnych wskazaniach wręcz niezastąpiony.
Jednocześnie chcę w tym tekście podać kilka istotnych faktów. Gdy ruszą kampanie marketingowe, dystrybutor preparatu na pewno będzie zapewniał, że jest on najlepszy i przedstawiał go w samych superlatywach.
Kwas hialuronowy, kwas l-polimlekowy i Ellanse – porównanie
Kwas l-polimlekowy jest produktem do stosowania tylko w precyzyjnych rękach.
Jest najsilniejszym biostymulatorem, jaki mamy. Bardzo mocno stymuluje tworzenie kolagenu. To dobra wiadomość, ale z zastrzeżeniem, że wymaga to precyzji i doświadczenia lekarza przy podawaniu.
Gdybyśmy mieli porównać jego zdolność stymulacji do innych preparatów, można to przedstawić w uproszczeniu tak:
- Kwas hialuronowy w 85% jest wypełniaczem, a w 10–15% biostymulatorem, bo nawet on pobudza tkanki, tyle że niewiele w porównaniu z typowymi biostymulatorami.
- Kwas l-polimlekowy jest biostymulatorem w 99%, a tylko w 1% jest wypełniaczem.
- Ellanse pobudza w 60–70%, a w 30% wypełnia.
Jak wygląda i jak działa kwas l-polimlekowy?
Preparat kwasu l-polimlekowego to kłaczki rozpuszczone w wodzie.
W czystej postaci jest to proszek, który uwadniamy i podajemy pod skórę. Woda się wchłania, a kłaczki, które pozostają w tkance, wywołują stymulację kolagenu.
Informacja, że kwas l-polimlekowy jest mocnym biostymulatorem, brzmi świetnie. Chcę jednak podać trochę obiektywnych informacji, żeby nie popaść w hiperoptymizm.
Z punktu widzenia efektów zabiegów niewątpliwie kwas polimlekowy jest najlepszym pobudzaczem i ma wyższą skuteczność od jakiegokolwiek innego preparatu, czy to biostymulatora, czy wypełniacza. Ale ilość wytworzonego po zabiegu kolagenu to nie wszystko. Równie istotna jest jego jakość oraz bezpieczeństwo zabiegu. Dopiero wyważenie tych elementów powoduje, że preparat możemy uznać za satysfakcjonujący.
Silne pobudzanie wiąże się jednocześnie z większym ryzykiem nieprawidłowych reakcji.
Podobnie jest z nożem. Ostrym nożem łatwiej przeciąć coś twardego, ale jednocześnie istnieje większe ryzyko mocnego zranienia, gdy trafimy nim w rękę.
Dlatego tak ważna jest dobra kwalifikacja pacjentów do zabiegów.
Gwałtowny efekt nie zawsze jest wskazany
W przypadku kwasu l-polimlekowego efekt pobudzenia jest tak duży, że wytwarza się głównie kolagen typu 3. Nie jest to ten naturalny kolagen, który mamy normalnie w skórze, tylko ten, który tworzy się po urazach.
Z punktu widzenia trwałości nie ma to znaczenia, ale z punktu widzenia dynamicznej estetyki twarzy już niekoniecznie.
Jeśli przesadzimy, możemy uzyskać sztuczność.
O ile przy Ellanse o sztuczność trzeba byłoby się bardzo postarać, to przy kwasie l-polimlekowym jest to łatwiejsze. Pamiętajmy jednak, że najprościej o sztuczność przy kwasie hialuronowym.
Kwas l-polimlekowy tylko w rękach lekarza
Preparat musi podawać lekarz i musi zrobić to precyzyjnie.
Kwasu l-polimlekowego nie da się rozpuścić tak jak kwasu hialuronowego w przypadku nieudanego zabiegu. Kłaczki są niemal jak ziarenka mąki. Nie da się ich wyciągnąć. Zostaną w tkance, dopóki same się nie zmetabolizują.
Z punktu widzenia profesjonalizmu jest to najtrudniejszy zabieg ze wszystkich związanych z podawaniem wypełniaczy i biostymulatorów, bo nie wybacza błędów.
Poza tym wymaga wyobraźni przestrzennej.
Nie widzimy efektów od razu, dlatego musimy przewidywać, co chcemy osiągnąć i co wydarzy się po powstaniu nowego kolagenu.
Dla kogo kwas l-polimlekowy?
Kwas l-polimlekowy stosowany jest głównie do zabiegów wolumetrycznych, czyli do korygowania kształtów twarzy.
Jest doskonałym preparatem dla osób 50+ i 60+, ponieważ w tym wieku dużo kolagenu już zanika. Najlepiej jego efekty widać przy szczupłych, zasuszonych twarzach.
Ellanse polecam z kolei osobom młodszym, od 20+ do 50–55 lat. Jest delikatniejszy, a przy mocnych ubytkach trzeba byłoby podać go znacznie więcej, co generuje większe koszty, nawet podwójne.
Jeśli dla kogoś cena nie gra roli, polecam zawsze Ellanse, z wyjątkiem wspomnianych wcześniej szczupłych, zasuszonych twarzy.
Konsystencja uwodnionych kłaczków ma pewne zalety. Dzięki niej możemy podać preparat w wiotką skórę na ciele, na przykład wiotki brzuch, pergaminową skórę na ramionach czy tzw. pelikany, aby poprawić jej jakość. Ma też jednak wady – nie zrobimy kwasem l-polimlekowym precyzyjnie zabiegu na szyi czy pod oczami.
Zabiegi kwasem polimlekowym na ciało są off label, czyli wykonywane w innych wskazaniach niż sugeruje producent, który promuje przede wszystkim działanie preparatu na twarz.
Kwas l-polimlekowy już wrócił do mojej praktyki, chociaż w nieco mniejszym zakresie niż 4–5 lat temu, ponieważ ma konkurencję w postaci Ellanse.
Dla wielu moich pacjentów to jednak bardzo dobra wiadomość, szczególnie tych starszych. Ampułka kwasu l-polimlekowego jest tańsza od Ellanse, daje też trochę lepszy efekt wypełnienia niż ampułka Ellanse i znacznie lepszy niż 1 ml kwasu hialuronowego.
Kwas polimlekowy jest też sensowną alternatywą dla wypełnień z tłuszczu – daje porównywalny efekt przy dużo mniejszej inwazyjności procedury.
Pewne jest również, że na moim blogu wrócę jeszcze niejeden raz do tego preparatu.
Linki polecane
- Kwas l-polimlekowy – najmocniejszy biostymulator
- Kwas l-polimlekowy – naturalny wypełniacz
- Sculptra – kwas l-polimlekowy
- Ellanse czy Sculptra – czym się różnią?
- Kwas polimlekowy – prawdy i mity
- Kwas polimlekowy – 4 przyczyny błędów w stosowaniu
Powyższy materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej rekomendacji terapeutycznej. Każdy przypadek wymaga indywidualnej konsultacji z lekarzem oraz odpowiedniej diagnostyki.



