Marek Wasiluk
 

Lwia zmarszczka – powikłanie po wypełnieniu kwasem hialuronowym (martwica)

Ostatnie tygodnie przyniosły kolejny wysyp powikłań po zabiegach w okolicach lwiej zmarszczki, stąd kolejny tekst na ten temat, z wyraźnym przesłaniem do pacjentów: jeśli macie problem lwiej zmarszczki to zanim podejmiecie jakiekolwiek działanie zastanówcie się, czy na pewno chcecie to zrobić, co to ma być za zabieg i w jakim gabinecie.

Martwica po kwasie hialuronowym

Pacjentka z niewielkiej miejscowości w środkowej Polsce, miała zapadnięcie między oczami, tzw. lwią zmarszczkę. Kosmetyczka wykonała jej zabieg wypełniania tej okolicy kwasem hialuronowym. Kobieta powiedziała, że czuła ból w czasie zabiegu, co mogło oznaczać, że kwas był źle podany, w tym sensie, że uciskał na naczynko albo je zatykał.
Do mnie pacjentka trafiła dopiero po tygodniu od zabiegu, prawie że zmuszona przez córkę, niestety już z dziurą w skórze. Dzień czy dwa po zabiegu niepokoiło ją zaczerwienienie i ból w tej okolicy, więc zadzwoniła do kosmetyczki, która wykonywała zabieg, ale to była kosmetyczka… mobilna, więc już jej nie było w miejscowości, w której pacjentka mieszkała. Kosmetyczka powiedziała pacjentce, żeby sama poszukała sobie lekarza. Naciskana jednak przez kobietę, żeby jednak doradziła jej co ma zrobić, kosmetyczka podała namiary na inną kosmetyczkę, działającą stacjonarnie, która wstrzyknęła kobiecie hialuronidazę. Jednak w okolicy zabiegu robiła się rana, więc kobieta pojechała na ostry dyżur do szpitala. W tym czasie jej córka zaczęła się interesować zagadnieniem powikłań po podaniu kwasu hialuronowego w lwią zmarszczkę i w Internecie trafiła na moje teksty o tym, że jest to okolica niebezpieczna i że po niewłaściwym podaniu kwasu hialuronowego może nastąpić martwica. W szpitalu pomimo widocznej już rany, lekarz powiedział, że jest co prawda radiologiem, ale według niego żadnej martwicy nie ma.

Jednak córka nie odpuszczała i widząc, że rana się poszerza, wyszukała kontakt do mnie i jej mama trafiła do mnie z raną wielkości paznokcia, czyli nie ogromną jeszcze, ale jednak istniejącą i powiększającą się.

Jesteś pacjentem? Zachowaj czujność

Przyjrzyjmy się tej sytuacji z punktu widzenia pacjenta.

1. Po pierwsze, pacjentka zdecydowała się na taki zabieg u kosmetyczki mobilnej. Gdybym kupował coś, co jest dla mnie ważne, np. samochód, i wiedziałbym, że serwis jest mobilny, i teraz mam go na miejscu, ale za chwilę będzie w Japonii i do Polski wróci za rok, to czy kupiłbym taki samochód? Albo załóżmy, że można skorzystać z zabiegu wszczepienia implantów, ale u chirurga mobilnego, który co tydzień pracuje w innym mieście, więc jak wynikną jakieś problemy to nie będzie do kogo się zwrócić na miejscu po pomoc. Czy ktokolwiek zdecydowałby się na taki zabieg?

2. Po drugie, pacjentka poszła rozpuścić kwas hialuronowy do innej kosmetyczki, która teoretycznie w ogóle nie powinna posługiwać się hialuronidazą. Czy dałbym się pokłuć świadomie osom, wiedząc, że ich jad może być potencjalnie dla mnie alergiczny i może mi się zdarzyć po nim niekontrolowana, groźna reakcja organizmu? Pacjentka nie sprawdziła, czy osoba, która podała jej hialuronidazę ma chociażby kurs z ratownictwa i będzie wiedziała, jak zareagować, gdyby zdarzył się wstrząs anafilaktyczny, co zawsze trzeba brać pod uwagę przy podaniu hialuronidazy. A co więcej, czy ma odpowiednie leki w swoim gabinecie, i na końcu czy wie, jak te leki zastosować. Obawiam, że na wszystkie pytania odpowiedź byłaby „NIE”.

3. Po trzecie, pacjentka pojechała na ostry dyżur. Można powiedzieć, że reakcja naturalna, gdy dzieje się coś ze zdrowiem, ale niestety tak naprawdę bezsensowna, gdyż lekarze nie zajmujący się medycyna estetyczną na co dzień nie mają pojęcia o zabiegach z tego obszaru, o preparatach stosowanych i możliwościach powikłań oraz jak te powikłania się rozwijają. Taki lekarz może nie wiedzieć nawet, co to jest kwas hialuronowy, bo edukacja medyczna nie jest tożsama z edukacją z zakresu medycyny estetycznej. Owszem, taki lekarz będzie wiedział, co to jest kwas hialuronowy w skórze, i że są preparaty z kwasem hialuronowym, ale już nie, co w takim preparacie naprawdę jest i jakiego rodzaju powikłania może wywołać albo że może zatkać żyłę przy podawaniu pod skórę i wywołać martwicę. A ranę na skórze może potraktować identyczne jak zdarcie skóry, a to niestety jest dużo poważniejsza rana i inaczej się z nią postępuje.

Zobacz też: Martwica czoła po  kwasie hialuronowym

Dlaczego kosmetyczki stosują kwas hialuronowy w lwią zmarszczkę

Niemal nie ma dnia, żebym nie dostał maila z informacją o powikłaniach i z prośbą o pomoc. Gdy się taki zdarza, jestem zdziwiony, że „jak to, nic dzisiaj nie przyszło?”.
Rozumiem, że pacjent nie jest profesjonalistą (i nie musi być), więc ufa specjaliście, do którego idzie np. z problemem lwiej zmarszczki. Jak ktoś kupuje samochód, wystarczy, że wie, jak się nim jeździ, jak go uruchomić i gdzie wlać benzynę, od reszty są profesjonaliści. Tyle, że w medycynie estetycznej najwyraźniej z tymi specjalistami jest problem. Mnie, z punktu widzenia lekarza który ma trochę wiedzy i pokory, szokuje powszechne wypełnianiem lwiej zmarszczki kwasem hialuronowym.

Długo się zastanawiałem z czego to może wynikać, taka beztroska, nagminne wypełnianie okolicy lwiej zmarszczki kwasem hialuronowym, zamiast stosowania botoksu, zwłaszcza w kontekście jednak rozpowszechnionej już wiedzy, że kwas hialuronowy w tej okolicy jest problematyczny, a na lwią zmarszczkę bezsprzecznie najsensowniejszym rozwiązaniem jest botoks. Ja pomimo swojego doświadczenia bardzo rzadko podaję kwas hialuronowy w lwią zmarszczkę, a jeśli już to i tak najczęściej w połączeniu z botoksem.

Przez jakiś czas myślałem naiwnie, że może kosmetyczki są uczone tego na kursach, dlatego robią to bez zastanawiania się głębiej nad sensownością tego zabiegu. Ale jednak odpowiedź jest chyba inna, bardziej brutalna. Preparaty z toksyną botulinową są lekiem, a w kwas hialuronowy lekiem nie jest. Owszem, są sposoby, aby kosmetyczka zdobyła botoks (chociaż już sam fakt dostępności go na receptę stanowi naturalne ograniczenie w stosowaniu), jednak, gdyby po podaniu botoksu coś poszło nie tak, na kosmetyczce spoczywa odpowiedzialność karna (łącznie z więzieniem), bo nie jest uprawniona do stosowania leków, a kwestii stosowania kwasu hialuronowego przez kosmetyczkę i powikłań po nim, prawo nie reguluje w ten sposób. Tak więc robione są mniej skuteczne i bardziej niebezpieczne zabiegi, co jest trochę przerażające.

Etyka w medycynie estetycznej

Zawsze w takiej sytuacji zadaję pytanie, a co z etyką? Wiadomo, że toksyna botulinowa jest lepsza na lwią zmarszczkę, czyli proponowanie w to miejsce kwasu hialuronowego ze względów pozamedycznych, zamiast zaproponowania tego, co dla pacjenta najlepsze, jest z mojego punktu widzenia nieetyczne. To tak jakby sprzedawca, który nie ma najnowszych smartfonów, tylko telefony w starej technologii, sprzedawał je mówiąc, że są najlepsze, nie wspominając klientowi o innych rozwiązaniach.
Wykorzystuje się niewiedzę pacjentów, którzy na ogół nie odróżniają kwasu hialuronowego od botoksu. Zaczynają się tym interesować dopiero wtedy, gdy coś pójdzie nie tak, czyli na ogół za późno.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.