Pacjentka, lat 50+, zgłosiła do mnie po ratunek. Wcześniej poszła do jakiegoś gabinetu medycyny estetycznej z problemem zmarszczek pod oczami. Ktoś podał jej w zmarszczki, gęsty kwas hialuronowy. W efekcie zamiast wyprostowanych zmarszczek, pani ma pod oczami wałeczki.

Wałeczek z kwasu hialuronowego pod  oczami po źle wykonanym zabiegu (fot. arch. własne)

Wałeczek z kwasu hialuronowego pod oczami po źle wykonanym zabiegu (fot. arch. własne)

Wypełnianie zmarszczek w okolicach oczu nie zawsze prosta sprawa, i nie zawsze daje dobry efekt. Skóra jest tam cienka. Jak ktoś jest w miarę młody to nie ma takiego problemu, ale u pacjentów w wieku 50+ skóra w tej okolicy jest wiotka, ścieńczała, zanikła tkanka podskórna i podawanie kwasu w zmarszczki mija się z celem (zarówno gęstego, jak i rzadkiego, bo przy rzadkim nie będzie widać efektu).

Tak więc w opisywanym przypadku mamy typowe dobranie nieodpowiedniej metody do problemu.
Dlaczego lekarz, do którego pacjentka poszła, nie zastosował przyjrzał się szerzej problemowi i nie zaproponował innej terapii? Może jej po prostu nie miał (są lekarze, którzy „odmładzanie” sprowadzają jedynie do dwóch preparatów: kwasu hialuronowego i botoksu), a może zabrakło wiedzy. Co ciekawe powiedział pacjentce, że wałki rozejdą się jej po 2-3 tygodniach. Ale niestety nie rozeszły się (co jest oczywiste). Można by bagatelizować, że niby problem nie jest ogromny (na zdjęciu trochę mniej widać niż w rzeczywistości), ale oglądając na żywo wyraźnie widać, że jest coś sztucznego (w końcu nikomu naturalnie nie robią się wałeczki, naturalne są zmarszczki lub ich brak), i nie o to chodziło pacjentce, żeby się na nią wszyscy dziwnie patrzyli.
A wydawało mi się, że już wszystko widziałem…

Share this article