Test na przeciwciała koronawirusa SARS-CoV-2

Mimo odmrażania gospodarki koronowirus SARS-CoV-2 nie zniknął. Cały czas słyszymy w mediach informacje o osobach, które zachorowały, chociaż już nie z taką intensywnością. Ale jest to cechą mediów, że nie da się w nieskończoność eksploatować jednego tematu. Ludzie również czują przesyt, szczególnie, że w najbliższym otoczeniu większości z nas nikt na koronowirusa nie umarł, a mało kto (albo wcale) poważnie zachorował. A może być też tak, że był zarażony, ale o tym nie wie.

80% bez objawów

Infekcja wywołana przez koronawirusa SARS-CoV-2 w ok. 80 procentach przypadków przebiega bezobjawowo lub daje nieznaczne objawy. Czy się chorowało, można sprawdzić za pomocą testów na przeciwciała. Test o którym dzisiaj napiszę przeznaczony jest dla osób zdrowych, które podejrzewają, że chorowały na COVID-19 (bezobjawowo lub z objawami grypopodobnymi). Test wykonuje się nie wcześniej niż po 2 tygodniach od ustąpienia objawów (jeśli ktoś na przykład miał objawy przeziębienia i chciałby sprawdzić czy to nie był wirus SARS-CoV-2), gdyż bada on przeciwciała IgG i IgA, a nie IgM (świeżej infekcji). Zanim jednak o teście, wcześniej jeszcze trochę informacji o charakterze ogólnym.

Choroba jest newsem, zdrowie nie

W społeczeństwie panuje ogromna konsternacja. Były ogromne restrykcje, ale mało kto odczuwał bezpośrednie zagrożenie wirusem. Część osób dopadał lęk, szczególnie gdy media donosiły, że zachorowała 7-latka czy umarła 32-latka. Tyle, że media prędzej napiszą o jednej zmarłej 32-latce niż o tysiącu pacjentów, którzy wyzdrowieli. Ta druga informacja nie jest żadnym rozpalającym wyobraźnię newsem.
Potwierdzają się moje domysły z pierwszego artykułu na ten temat „Koronawirus nie taki straszny”, że dla osób, które prowadziły zdrowy styl życia, wirus nie jest zagrożeniem. Coraz więcej pojawia się głosów, że restrykcje były przesadzone i nieadekwatne do zagrożenia. Oczywiście ciężko to oceniać. A jednak wiele osób ciągle odczuwa obawy. Na wszelki wypadek się izolują, nie wiedzą, czy gdy wyjdą do sklepu np. z ubraniami, to jest to bezpieczne, czy też może niepotrzebnie narażają siebie i rodzinę.

Fakty

Moim zdaniem można wracać do normalnego życia. Podam kilka różnych faktów, które pokażą, z jak zagmatwaną materią mamy do czynienia. Ktoś kto powinien teoretycznie zachorować, nie zachorował. Gdzieś, gdzie wydaje się, że była afera, wcale jej nie było. Nie do końca wiadomo, jak te fakty interpretować, widać natomiast, że część ludzi nadal się boi, a część już ignoruje zagrożenie.

1. Była jakiś czas temu gorąca atmosfera wokół szpitala w Radomiu związana z tym, że pojawiło się tam dużo zarażonych. Media mocno to nagłośniły, podsycając w ten sposób informacje o zagrożeniu koronawirusem. Rozmawiałem ostatnio z osobą pracującą w tamtym szpitalu, która powiedziała, że dyrekcja chyba popełniła błąd, bo gdy pojawiło się zagrożenie i pierwsze zakażenia, przebadano wszystkich pracowników i wyszło, że 200 osób jest zarażonych. W innych szpitalach tak intensywnie nie badano personelu, nie diagnozowano wszystkich pozostałych, więc statystyki wyglądały lepiej niż w radomskim szpitalu.
2. Mówi się o dość wysokiej śmiertelności w USA. Jestem w kontakcie z lekarzem, który pracuje w jednym z tamtejszych szpitali. Mówi mi, że umierają głównie osoby otyłe i Afroamerykanie. Ci pierwsi są w grupie ryzyka ze względu na wagę i choroby z nią związane, drudzy prawdopodobnie w związku z niższym na ogół statusem społeczno-ekonomicznym wpływającym na ich kondycję zdrowotną. Generalnie, potwierdza się, że umierają osoby, które mają dodatkowe obciążenia.
3. Rozmawiałem z klientką, aktorką, która właśnie wraca na plan filmowy. Zrobiono wszystkim testy na przeciwciała. Na ok. 200 przebadanych osób, u 30 wykryto przeciwciała, co oznacza, że przeszły one chorobę, ale żadna z nich nie zgłaszała związanych z tym dolegliwości.
4. Inna z moich klientek jest lekarką w szpitalu, w którym według doniesień medialnych było bardzo dużo osób zakażonych. Zrobiono jej badania, z których wynikało, że chorowała na COVID-19. Objawy jej choroby były takie, jak przy przeziębieniu, miała katar, trochę gorzej się czuła, chodziła normalnie do pracy do momentu wyników testu. Zrobiono badania także jej mężowi i nie odkryto u niego wirusa ani śladów infekcji (przeciwciał). Mieszkają w tym samym domu, śpią w tym samym łóżku. Czy to badania są niemiarodajne, czy wirus nie jest tak zaraźliwy?
5. Inna znajoma opowiadała, że była na początku marca na wyjazdowych warsztatach jogicznych z 50 innymi osobami. Ponieważ kilka osób miało potem objawy Covid-19 zrobiono im testy i u trzech najbardziej chorych wyszły one pozytywnie. Znajoma po jakimś czasie wykonała sobie test na przeciwciała i wynik wyszedł negatywny.
6. Zrobiłem sobie test na przeciwciała, gdyż byłem przekonany, że przeszedłem COVID-19 na początku marca (dziwna infekcja). Ale według testu nie mam przeciwciał, czyli tylko mi się wydawało, że byłem chory.

Po co się badać?

Najprostsza odpowiedź brzmi – dla świętego spokoju. Można nim zweryfikować, czy ktoś chorował, czy nie. Badania na przeciwciała mogą być dla wielu osób sposobem na uspokojenie. Bo skoro większość chorych przechodzi chorobę bezobjawowo, to być może nie mają się już co obawiać, że jak pójdą do sklepu to się zarażą albo że jak odwiedzą starszych rodziców to z kolei ich narażą na zarażenie. Jeśli komuś wyjdzie, że chorował, to spadnie mu poziom stresu i będzie mógł wrócić do normalnego życia. Nie będzie się też obawiał o swoich bliskich.
Takie badanie jest korzystne zarówno dla osób, które podejrzewają, że mogły przejść zakażenie bezobjawowo, jak i tych, które miały niedawno infekcję przeziębieniowa, grypopodobna, i chcę sprawdzić, czy była to choroba COVID-19.
Jeśli ktoś ma przeciwciała, szansa że znowu zachoruje jest bardzo mała. Nie istnieją na razie badania, na jak długo te przeciwciała po przechorowaniu COVID-19 wystarczą, ale na kilka przynajmniej na kilka miesięcy powinny wystarczyć.

Jaka metoda najlepsza?

Metod badań przeciwciał jest obecne na rynku kilka. Ja wybrałem do robienia w Triclinium test, który w teorii na dzień dzisiejszy jest najbardziej czuły i swoisty. Producent informuje, że czułość testu w jego wersji maksymalnej wynosi 100 procent (prawdę mówiąc trudno mi w to wierzyć do końca, ale z drugiej strony jest to uznany, europejski producent) „Czułość” testu oznacza, że jeśli ktoś ma przeciwciała to test na pewno je wykryje. „Swoistość” natomiast (w przypadku tych testów 90%, czyli też bardzo wysoka) informuje o poziomie występowania wyników fałszywie dodatnich. Chodzi o to, że w teście czasem wyjdzie wynik pozytywny osobie, która tak naprawdę nie ma przeciwciał, nie była zainfekowana – wynik fałszywie dodatni. Co ciekawe, w tym przypadku badane są przeciwciała w klasie IgG i IgA (nie IgM), co może się wydawać trochę zaskakujące, ale według producenta właśnie taka konfiguracja daje wysoką czułość i swoistość.

Podsumowując chciałbym jednoznacznie powiedzieć, że badanie przeciwciał nie ma tak naprawdę wpływu na to czy jesteśmy chorzy czy nie, mówi tylko czy mieliśmy kontakt z wirusem, i w zasadzie jego głównym celem jest właśnie zaspokojenie swojej ciekawości i uspokojenie.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.