Popularność kwasu hialuronowego wynika miedzy innymi z bezpieczeństwa jego stosowania. Preparat nie alergizuje i jest biozgodny, czyli ma taką samą budowę jak kwas hialuronowy człowieka.

ropień

Pacjentka w okolicy bruzdy nosowo-wargowej miała ogromny ropień. Odessałem z niego ok. 0,2 ml ropy, i jeszcze 0,3 ml wycisnąłem.

Ale uwaga – fakt, że nie jest alergizujący oznacza, że nie alergizuje sam kwas hialuronowy, ale mogą alergizować ścianki komórkowe bakterii, które ten kwas produkują albo środki chemiczne pozostałe po procesie technologicznym produkcji kwasu w fabryce. HA używany w medycynie estetycznej jest bowiem wytwarzany przez zmodyfikowane genetycznie bakterie z rodzaju Streptococcus equi, w procesie technologicznym wykorzystującym zjawisko fermentacji mikrobiologicznej. Tak otrzymany kwas jest następnie oczyszczany z bakterii i resztek ich ścian komórkowych, które są silnymi alergenami. Jakość HA zależy od stopnia oczyszczenia. Jeśli preparat jest słabo oczyszczony (i zazwyczaj w efekcie tańszy), mogą się zdarzyć reakcje uczuleniowe i stany zapalne. Jedną z rzadszych reakcji jest powstanie po kilku (2-3) miesiącach późnych infekcji. I to się właśnie przydarzyło pacjentce, o której chcę teraz napisać. Gdy weszła, od razu było widać, że z jej twarzą jest coś nie w porządku. W okolicy bruzdy nosowo-wargowej miała ogromny ropień (ok. 3 x 1,5 cm). Powiedziała mi, że miała podany kwas hialuronowy w czerwcu. Po paru miesiącach od zabiegu, w miejscach podania kwasu, czyli w lwiej zmarszczce i bruzdach nosowo-wargowych, zrobiły się jej wybrzuszenia. Tydzień przed wizytą u mnie była z tym problemem u kosmetyczki, która wykonywała jej zabieg (tak, kosmetyczki!, nie lekarza!). Ta nie bardzo wiedziała, co zrobić, więc kazała pacjentce masować newralgiczne miejsca i powiedziała, że to normalne. Więc masowała. Wypukłości z lwiej zmarszczki przemieściły się najpierw na górną powiekę, potem pod oko. Natomiast w bruździe nosowo-wargowej masowanie nie pomogło, wybrzuszenie się powiększało. Mimo to kosmetyczna twierdziła, że wszystko jest ok i kazała dalej masować. Pomimo, że to zrobił się ropień, co było ewidentne już od pierwszego spojrzenia na pacjentkę.
Próba rozwiązania problemu masażem świadczyła o braku podstawowej wiedzy. Zamiast tego natychmiast po pojawieniu się wybrzuszenia należało rozpuścić kwas i obserwować, co się dalej dzieje. Jednak, aby podjąć taką decyzję, trzeba mieć świadomość, że po kwasie mogą powstać powikłania, oraz wiedzieć, jakie są ich rodzaje i co można z nimi zrobić. I jak rozwija się stan zapalny. Ropień u tej pacjentki to typowy przykład biofilmu. Jej przyczyną są bakterie, które niejako chowają się w kwasie. Wystarczy, że w preparacie znalazło się kilka bakterii, a przez kolejne miesiące rozmnożą się one do tego stopnia, że doprowadzają do infekcji.
Za swój zabieg pacjentka zapłaciła kosmetyczce 550 zł. To mało, bo zwykle ceny za podobny zabieg zaczynają się od 800-900 zł. Nie ulega więc wątpliwości, że otrzymała HA gorszej jakości, czyli mniej oczyszczony, i stąd to powikłanie. Z ropnia odessałem ok. 0,2 ml ropy, i jeszcze 0,3 ml wycisnąłem. Teraz pacjentka – nie dość, że zmarnowała pieniądze wydane na zabieg – musi wydać kolejną sumę na korektę feralnego zabiegu, a jednym zabiegiem nie da się tego załatwić. Na razie czekamy, aby się przekonać, czy ropa nadal będzie się sączyć. Jeśli tak, to trzeba będzie naciąć ropień, a po takim nacięciu zostanie blizna. Ale nawet jeśli nacięcie nie będzie niezbędne, to i tak pacjentce pozostanie ślad w postaci zwłóknienia i przerostowej, zbitej blizny i przebarwienia. Będzie ona tym bardziej nieestetyczna, że znajdzie się w miejscu narażonym na zgniatanie. A można było tego wszystkiego uniknąć, gdyby odpowiednio wcześnie była wdrożona reakcja medyczna. No i ostatnia konsekwencja – pacjentka musi teraz brać antybiotyki.
Takie powikłania się zdarzają, nawet lekarzom. Jednak obowiązkiem wykonującego zabieg jest umiejętne ich rozpoznanie i podjęcie działania tak wcześnie jak się da – w tym przypadku rozpuszczenie kwasu, zanim powstanie ropień. A gdy już powstanie ropień? Czy jakakolwiek kosmetyczka kiedykolwiek drenowała ropień? Nie zapominajmy, że zabiegi, które polegają na podaniu pod skórę czegokolwiek, co się będzie utrzymywało dłużej niż kilka sekund, to nie zabawa. Zabieg kwasem hialuronowym, choć nie służy leczeniu, jest w pewnym sensie inwazyjny, bo podajemy pod skórę nawet znaczną objętość preparatu. Bardzo duże znaczenie ma jakość preparatu, a ta, jak wspomniałem, wpływa na cenę zabiegu. Jeśli więc jakiś gabinet kusi niską ceną zabiegu, należy zachować czujność, bo prawdopodobnie stosuje preparat niższej jakości.
Przy okazji dygresja – nawet lekarze nie rozpoznają rzeczy, wydawałoby się, banalnych. Zadzwoniła do mnie pacjentka, której robiłem zabieg laserem frakcyjnym ablacyjnym na twarz. Otóż 10 dni po zabiegu poszła do swojego lekarza pierwszego kontaktu, a ten jej powiedział, że ma straszne oparzenia z pękającymi pęcherzami. Wiedziałem, że to nieprawdopodobne – po laserze frakcyjnym nie ma tego typu oparzeń. Gdy zgłosiłem jej swoje zastrzeżenia, pacjentka przysłała mi zdjęcie. Przedstawiało… opryszczkę. Lekarz pierwszego kontaktu nie dość, że nie odróżnił opryszczki od oparzenia, to w dodatku tak źle nastawił pacjentkę, że ledwo ją przekonałem, że powinna po prostu pójść do apteki i kupić sobie lek na tę dolegliwość.

Share this article