W ubiegłym miesiącu pisałem o pacjentce, która przyszła do mnie z ropniem, jaki się utworzył się w bruździe nosowo-wargowej po podaniu kwasu hialuronowego. [zobacz: Ropień po kwasie hialuronowym]

ropień

Pacjentka w okolicy bruzdy nosowo-wargowej miała ogromny ropień. Odessałem z niego ok. 0,2 ml ropy, i jeszcze 0,3 ml wycisnąłem. Miesiąc później przyszła z tym samym problemem po drugiej stronie twarzy. Na szczęście, zanim stan zapalny zmienił się w ropień. Fot. Triclinium

Wprawdzie po wyciśnięciu ropy i podaniu hialuronidazy (preparatu rozpuszczającego kwas hialuronowy) i antybiotyku, stan zapalny po tygodniu zszedł i ropa przestała się sączyć, ale… pozostało ciemnobrązowe przebarwienie, które zejdzie dopiero po kilku miesiącach. Pozostało też zwłóknienie – skóra w tym miejscu jest twarda, pozbawiona elastyczności i również nie wiadomo, czy tymczasowo, czy na stałe.
Po miesiącu od tamtej historii pacjentka pojawiała się u mnie ponownie, z takim samym problemem, tylko że w innym miejscu. Na szczęście, nauczona wcześniejszym doświadczeniem, zareagowała wcześniej i gdy tylko poczuła, że tworzy się stan zapalany, od razu przyszła. Na szczęście nie pojawiła się jeszcze ropa i wystarczyło, że rozpuściłem resztkę kwasu hialuronowego. Trzeba było też niestety kolejny raz podać antybiotyk.

Wnioski? Problemem nie był źle wykonany zabieg, tylko słabej jakości kwas hialuronowy. Pacjentka chciała zaoszczędzić na zabiegu. Rzeczywiście, zamiast 1000 zł zapłaciła 600 zł, ale w konsekwencji naraziła się na znacznie wyższe koszty, na które złożyły się:
– dodatkowe wizyty u mnie, by rozpuścić kwas i zniwelować powikłania
– usuwanie problemów estetycznych (koniec końców kwas został rozpuszczony, pacjentka wróciła do punktu wyjścia z problemem estetycznym)
– zakup antybiotyków (dwukrotnie w ciągu miesiąca)
Dodatkowo dochodzi stres i czas.

O tym, co to dokładnie znaczy słabej jakości kwas hialuronowy, i skąd się biorą takie konsekwencje jego użycia, napiszę w następnym artykule.

Share this article