Lipotransfer jest obecnie bardzo medialnym zabiegiem. Reklamuje się go, jako najlepszą metodę wypełniania ze względu na materiał wypełniający – własny tłuszcz. Jak zwykle trochę odmitologizuję ten temat.

Lipotransfer to zabeieg coraza bardziej popularny, ale czy na pewno dobrze stosowany? (Obraz  Marta Cuesta z  Pixabay)

Lipotransfer to zabieeg coraz bardziej popularny, ale czy na pewno dobrze stosowany? (Obraz Marta Cuesta z Pixabay)

Zabieg inwazyjny, a bywa, że niebezpieczny

Lipotransfer to fachowo rzecz biorąc autologiczny przeszczep tłuszczu. Zabieg polega na tym, że pobieramy tłuszcz z jednej okolicy, a podajemy w innej. Reklamy i materiały promocyjne zachwalają, że możemy pobrać tłuszcz skądkolwiek na ciele chcemy i podać, gdziekolwiek chcemy, np. na twarzy. Niby prawda, ale diabeł tkwi w szczegółach, a tych jest mnóstwo.
Zacznijmy od tego, że lipotransfer jest procedurą inwazyjną i trudną, a w przypadku niektórych obszarów podawania tłuszczu (np. pośladki) – bardzo niebezpieczną.
W samym zabiegu mamy do czynienia z dwiema procedurami, bardziej inwazyjną (pobranie tłuszczu) i mniej inwazyjną (podanie tłuszczu, którzy wcześniej trzeba odpowiednio spreparować).

Pobieranie tłuszczu

Pobieranie tłuszczu odbywa się w zabiegu liposukcji, więc przy okazji mamy efekt odchudzenia. Co jest plusem dla osób, które mają dużo tkanki tłuszczowej i minusem, dla osób szczupłych, które chciałyby ten zabieg wykonać, ale nie ma skąd u nich pobrać tkanki tłuszczowej.
Pobranie tłuszczu jest procedurą inwazyjną, wymaga wcześniejszych badań, wiąże się z ryzykiem infekcji, a po zabiegu potrzebna jest rekonwalescencja.
Przypomnę na czym polega liposukcja. Pobieranie tkanki można porównać do wyskrobywania jej, tak jakbyśmy tarli marchewkę na tarce. Tłuszcz nie jest luźna, półpłynną tkanką, jak np. smalec, przypomina bardziej słoninę. Nasza tkanka podskórna to zraziki połączone tkanką łączną, czyli kolagenem, co tworzy razem zwartą strukturę anatomiczną. Aby ten tłuszcz zebrać musimy go mechanicznie oderwać.
Liposukcję wykonuje się w miejscowym znieczuleniu. Chociaż z zewnątrz otwór przez który dostajemy się do środka jest niewielki, to jednak zabieg jest przeprowadzony na sporej powierzchni, minimum ok. 20×20 cm, zazwyczaj kilkukrotnie większej, w dodatku tkanka tłuszczowa jest dosyć mocno unaczyniona, więc uraz jest spory.
Tłuszcz pobieramy do strzykawek lub sterylnych pojemniczków.

Ocalić żywe komórki

Istnieje kilka rodzajów liposukcji: ręczna, mechaniczna, laserowa, ultradźwiękowa, rf, ale do lipotransferu najbardziej nadaje się ręczna. Chodzi o to, żeby wydobyć jak najbardziej żywą tkankę tłuszczową, czyli żeby w trakcie procedury liposukcji przeżyło jak najwięcej komórek tłuszczowych. W innych metodach stopień uszkodzenia jest większy niż w ręcznej liposukcji.
W czasie pobiera tłuszczu zeskrobuje się wszystko: „tłuszcz” żywy, „tłuszcz” uszkodzony, płyn znieczulający, krew, zwłóknienia. Kolejnym etapem jest więc proces czyszczenia, płukania, żeby przygotować preparat. Trwa on kilkanaście do kilkudziesięciu minut. Czas zależy od tego, co chcemy uzyskać (możemy dodatkowo uzyskać komórki macierzyste, wtedy potrzebny jest dłuższy czas). Efektem oczyszczania jest preparat tłuszczu, który możemy podać jako wypełniacz.

Wypełnianie i związane z nim problemy

Najpopularniejsze obszary do wypełniania tłuszczem to: twarz, miejsca intymne (zarówno u kobiet i mężczyzn), blizny – pourazowe, powypadkowe (różne dziury, doły, ubytki).
Problemem przy podawaniu preparatu tłuszczu jest to, że przez ok. pół godziny, wtedy gdy trwa jego oczyszczanie, znajduje się on poza organizmem, plus proces płukania nie gwarantuje idealnej separacji. Nie ma szansy, aby wszystkie wstrzyknięte w nowe miejsce komórki tłuszczowe przeżyły.
Co to oznacza w praktyce? Inne metody wypełniania są przewidywalne. Jak podamy 1ml kwasu hialuronowego, to mamy efekt 1 ml w tkance. Jak podamy 1 ml biostymulatora Ellanse, to mamy 1 ml, potem 0,5 ml po miesiącu i 3-4 ml objętości po 3 miesiącach (to wypełnienie jest efektem wytworzenia własnych włókien kolagenowych). A w przypadku tłuszczu, jak podajemy 1 ml, to nie wiemy, czy po 4 tygodniach będziemy mieć 0,8 ml, czy 0,4 ml.
Podajemy jakąś ilość tłuszczu, ale jego część, minimum 20%, się wchłania. Gdyby było wiadomo, że jest to zawsze 20%, podawałoby się w trakcie zabiegu po prostu 20 procent więcej preparatu. Przez 3-4 tygodnie po zabiegu pacjent byłby bardziej „napompowany”, ale potem efekt byłby właściwy. Niestety, nie wiemy, ile komórek przeżyje i ile tłuszczu się wchłonie.
Zależy to od wielu czynników:
– techniki opracowania tłuszczu, jego pobrania, oczyszczenia, od tego, jaki sprzęt mamy do płukania.
– techniki podania, a podaje się go inaczej niż kwas hialuronowy czy biostymulator, więc tutaj kluczowa jest umiejętność lekarza, ale też cierpliwość pacjenta, bo cały zabieg od pobrania do wstrzyknięcia trwa długo, 2-3 godziny.
– predyspozycji pacjenta w danym momencie, a ona może być w dniu zabiegu zupełnie inna niż np. 3 miesiące wcześniej lub później. Mogą być też różnice we wchłanianiu nawet między lewym i prawym policzkiem i z lewej strony wchłonie się 20% tłuszczu, a z prawej 50%.

Wypełnianie tłuszczem daje mało precyzyjny efekt nie tylko dlatego, że nie da się przewidzieć stopnia wchłanialności tłuszczu. Dodatkowo jest on niejednorodny. Kwas hialuronowy czy biostymulator jest jednolitym żelem. Tłuszczu nie da się opracować aż tak bardzo, aby pozbyć się wszystkich włókien czy innych niejednorodnych elementów. Dodatkowo tłuszcz podaje się przez kaniulę, a ona nie jest tak precyzyjna jak igła.

Zalety

Skoro tyle problemów już wymieniłem, czy są jakieś zalety tej metody?
Oczywiście. Przed wszystkim taki, że tłuszcze nie będzie odrzucony.
Zaletą jest też „płaski” koszt zabiegu. To oznacza, że owszem koszt podania 1 ml jest duży, ale już każdy kolejny ml jest bardzo opłacalny. Zupełnie jest przy kwasie hialuronowym, gdzie każdy kolejny ml kwasu kosztuje tyle samo.

Najlepsze wskazanie dla lipotransferu

Mając na uwadze dwa fakty: że lipotransfer nie jest precyzyjną metodą i że finansowo nie opłaca się go robić na małych powierzchniach, tylko dużych, to sensowne wskazania do zabiegu jest jedno.
U osób starszych, 50 +, jest to idealna metoda na zrobienie tzw. rusztowania, czyli odtworzenie objętości tkanek, przy założeniu, że nie będzie to precyzyjne (bo nie wiemy, ile się tłuszczu wchłonie), ale do precyzyjnego wykończenia można wykorzystać inne metody (kwas hialuronowy, biostymulator typu Ellanse). Nie jest to więc zabieg do wypełniania zmarszczek czy bruzd, ale do nadania kształtu. U starszych osób, u których są już spore ubytki, efekty zabiegu są naturalne. Poprawia się nie tylko kształt twarzy, ale też jakość skóry, co może być związane z obecnością w tłuszczu komórek macierzystych, chociaż nie ma na ten temat wiarygodnych badań, bo przyczyną może być też po prostu to, że preparat podaje się na dużych powierzchniach, więc spory uraz może uruchomić mocne procesy naprawcze.
W tym kontekście naciągactwem jest namawianie 30-letnich osób na wypełnianie policzków tłuszczem. To jest wręcz karygodne, bo u tych osób nie ma wskazań do takiego zabiegu, a jest on nieprecyzyjny i drogi. W dodatku jest jeszcze jedna wada lipotransferu. wiąże się on z dużym stanem zapalanym, dlatego utrzymuje się po nim dość długo obrzęk, 4, czasem nawet 8 tygodni. Jaki jest więc sens narażać na uraz brzucha, opaski uciskowe, itp. osobę młodą, u której drobnych korekt można dokonać nieinwazyjnym biostymulatorem.
Do kategorii naciągactwa zaliczam też mówienie o komórkach macierzystych, bo nie ma na ten temat do końca wiarygodnych i jednoznacznych badań.

Powiększanie biustu

Wspominałem o głównych wskazaniach, czyli twarz, narządy intymne, blizny, ale teoretycznie można podawać tłuszcz w różne miejsca. Mówi się, że liposukcja jest alternatywą dla implantów. To nie jest takie oczywiste, bo aby spełniła taką funkcję przy biuście czy pośladkach, trzeba byłoby podać bardzo dużo tłuszczu, aby uzyskać wizualny efekt powiększenia. Jeśli mamy do czynienia z dziewczyną po ciąży, która ma mały biust, a w brzuchu dużo tkanki tłuszczowej, to owszem, ma to sens. Ale aby zrobić spory biust, taki porównywalny z założeniem implantu, trzeba byłoby wyskrobać z tkanki podskórnej brzucha ok. 1-1,5 l tłuszczu na zabieg, co jest zazwyczaj nie do zrobienia. W praktyce dawanie poniżej 80-100 ml w pierś nie ma większego sensu, bo nie będzie prawie zauważalne.
Łatwo to przeliczyć. Aby uzyskać efekt powiększenia 50 ml, trzeba podać około 80 ml tłuszczu, a pobrać ok. 160 ml na jedną pierś, czyli 320 na obie. Jeśli utrzyma się 50 ml, będzie efekt widoczny. Wszystko co mniej nie ma sensu. Ale to i tak sporo mniej, niż najpopularniejsze implanty, mające 250-300 ml. Czyli żeby uzyskać efekt jak po implantach, trzeba pobrać 5x320ml. To naprawdę sporo, szczególnie i szczupłych osób.
Przeciwnicy lipotransferu na biust podają też argument związany z utrudnieniem diagnostyki przeciwnowotworowej. Tłuszcz podany w tę okolicę może objawy torbieli tłuszczowych widocznych na USG . Aby sprawdzić czy to rzeczywiście torbiel czy przeszczepiony w zabiegu lipotransferu tłuszcz, trzeba robić biopsję.

Powiększanie pośladków

Z powiększaniem pośladków jest jeszcze większy problem. Tłuszcz podajemy w mięsień, okolica jest mocno unaczyniona, a zabieg bolesny. Ale to i tak najmniejszy kłopot, bo największym jest to, że zabieg jest niebezpieczny. Zdarzają się po nim zatory. Ostatnio usłyszałem od jednego z zagranicznych chirurgów plastyków, że przy podanie tłuszczu w pośladki 1 na 1000 zabiegów kończy się śmiercią. To bardzo dużo wskaźnik jeśli chodzi o zabiegi estetyczne.

Podsumowanie

– Nie jest to zabieg dla młodych osób.
– Warto ten zabieg zastosować u osób 50+ z dużym ubytkiem tkanek, jako pierwszy etap zabiegu odmładzającego.
– Lipotransfer nigdy nie daje precyzyjnych efektów.
– Nie da się określić, jaka ilość tłuszczu się wchłonie. I nikt nie da na to gwarancji. Wg badań wchłania się między 20 a 50%.

Share this article