Na rynku mamy bardzo wiele preparatów z kwasem hialuronowym, czasem opatrzonych bardzo precyzyjnym opisem, do jakiego rodzaju zabiegów są polecane (do mezoterapii, do wypełniania ust, do płytkiego lub głębokiego podawania, itp.). Sam stosuję dwa podstawowe kryteria podziału: pierwszy – na kwasy dobre i złe, oraz drugi – na kwasy rzadkie i gęste (a dokładniej na rzadkie, średnio gęste i gęste).

kwas hialuronowy - wpełniacz

Preparaty z kwase hialuronowym dzielę na dobre i złe (fot. Triclinium)

Dobry i zły kwas hialuronowy
Kwas hialuronowy (HA) to od strony prawnej tzw. wyrób medyczny, czyli coś, co ma bezpośredni kontakt z organizmem, może być wprowadzane do ciała, ale nie jest lekiem. Wyrobami medycznymi są np. implanty, protezy, itp. Podstawowym wymogiem, stawianym wyrobom medycznym, jest bezpieczeństwo pacjenta. Natomiast nie wymaga się od nich, aby działały tak, jak leki. Zgodnie z prawnymi wymogami HA musi więc mieć certyfikat wyrobu medycznego, a co za tym idzie firma, która go produkuje, musi spełniać standardy dotyczące warunków produkcji oraz powtarzalności produktu, a także dysponować wynikami badań, z których wynika, że ich produkt nie szkodzi.
Co więc świadczy o tym, że mamy do czynienia z dobrym kwasem hialuronowym? Przede wszystkim taki preparat ma certyfikat, że jest wyrobem medycznym. Jest otrzymywany w dobrym jakościowo procesie technologicznym, który zapewnia właściwe oczyszczenie z pozostałości ścian komórkowych bakterii, wykorzystywanych w jego produkcji (są one silnymi alergenami). W krajach UE obowiązują minimalne wskaźniki oczyszczenia, i trzeba przyznać, że większość szanujących się firm przestrzega ich, a nawet utrzymuje je na poziomie znacznie wyższym niż dopuszczalne. Nie wiemy natomiast, jakie są wskaźniki oczyszczenia w słabszych kwasach. Wiadomo natomiast, że jest na rynku sporo podróbek oraz preparatów chińskich, którym trudno zaufać, bo nigdy do końca nie wiadomo, co się w nich kryje. Nie dałbym sobie wstrzyknąć takiego preparatu nawet, gdyby mi dopłacali. W tej kwestii zaufanie i wiarygodność marki są naprawdę ważne. Tani kwas, który gwarantuje pacjentowi niski koszt zabiegu, to zawsze słaby kwas, który krócej się utrzymuje i częściej może wywoływać powikłania. A różnica w cenie takiego samego zabiegu, wykonanego dobrym i słabym kwasem, może być nawet trzykrotna. To nie znaczy, że trzeba koniecznie wybierać najdroższe preparaty, ale nie sięgajmy po najtańsze.

Gęsty i rzadki HA
Z zasady im gęstszy kwas, tym dłużej się utrzymuje i lepiej trzyma kształt. Gęsty kwas jest twardy, nie przemieszcza się i dłużej utrzymuje. Wydawałoby się więc, że jest idealny do wypełnień, bo trzyma się w dolinie łez lub ładnie kształtuje kości policzkowe. Jednak nie do wszystkiego się nadaje. Nie nadaje się np. do wypełnienia ust, bo jest za twardy. Przy ustach musi być idealna powierzchnia, przesunięcie nawet o milimetr psuje efekt. Potrzebna jest też możliwość delikatnego rozmasowania po zabiegu, żeby kwas się ładnie rozłożył. Poza tym usta się cały czas poruszają. Nie da się więc zastosować do ust kwasu gęstego jak plastelina i otrzymać dobry efekt. Tam potrzebne są rzadkie kwasy, które można podać cieniutką igłą. Wadą rzadkiego kwasu hialuronowego jest natomiast to, że krócej się trzyma (6 miesięcy lub krócej, podczas gdy gęsty 12 miesięcy) i może się sam w niepożądany sposób przesunąć.
Rzadkiego kwasu nie podaje się z kolei, gdy chcemy np. wymodelować twarz. Taki preparat mógłby się przesunąć i nie będzie dobrze trzymał kształtu. Do modelowania najlepszy jest gęsty kwas hialuronowy.
Z gęstością kwasu wiąże się inne ważne pojęcie – usieciowania kwasu. Usieciowanie to dodanie do kwasu preparatu, który łączy cząsteczki w większe konglomeraty, czyli zagęszcza go. Im bardziej usieciowany kwas, tym dłużej się utrzymuje i tym jest gęstszy.
Oczywiście, podział na kwas rzadki, średniogęsty i gęsty w zupełności by wystarczył. Jednak producenci stosują wiele różnych kombinacji o wyłącznie marketingowym znaczeniu. Są np. na rynku kwasy dedykowane do ust. Są one w zasadzie nieznacznie inne od „zwykłego” rzadkiego kwasu, a zasadnicza różnica polega na tym, że są sprzedawane w strzykawkach 0,5 ml, czyli w objętości najczęściej stosowanej do tego zabiegu, a nie 1 ml. Tyle tylko, że taka mniejsza objętość kosztuje niemal tyle samo co 1 ml, więc jest to tylko chwyt marketingowy.
To naturalne, że każda firma wychwala własne produkty jako najlepsze, lecz w obrębie określonych klas wyroby różnych firm prawie się między sobą nie różnią. Co nie zmienia faktu, że każdy lekarz medycyny estetycznej ma własne preferencje. Moim zdaniem jest obecnie na rynku około dziesięciu firm, które maja produkty na porównywalnym poziomie.

Mit nawilżania
Dotąd pisałem o kwasach hialuronowych przeznaczonych do wypełniana, czyli pełniących funkcję implantów. Ale oprócz nich są kwasy hialuronowe do nawilżania. Te pierwsze są usieciowane, te drugie nie. Taki nieusieciowany kwas hialuronowy stosuje się w mezoterapii. To bardzo popularny zabieg, tyle tylko że o krótkotrwałym efekcie. Jak to możliwe, skoro tyle się mówi o nawilżającej roli kwasu hialuronowego? To prawda, jest on jest odpowiedzialny za nawilżenie skóry – jedna cząsteczka kwasu przyciąga tysiąc cząsteczek wody. Tyle tylko, że w skórze procesy rozpadu i produkcji nowego HA zachodzą non stop. Ciągle pojawiają się nowe cząsteczki kwasu, które wiążą cząsteczki wody. A podczas mezoterapii podaje się kwas jednorazowo. Potem ulega on rozpadowi, a nowy samoczynnie się nie pojawia. Okres połowicznego rozpadu kwasu w skórze jest krótki – to mniej więcej jeden dzień. Czyli na drugi dzień po zabiegu mamy tego kwasu już tylko połowę, na kolejny dzień połowę z połowy, itd., i w efekcie po paru dniach nie ma po nim śladu.
Można by się więc zastanowić, czy nie warto go zastąpić kwasem usieciowanym, który się utrzymuje dłużej. Otóż nie, bo taki kwas nie ma zdolności nawilżających. Usieciowanie chroni kwas przed szybkim rozpadem, ale cząsteczki kwasu usieciowanego nie są dostępne dla wody tak, jak cząsteczki kwasu nieusieciowanego. A więc im bardziej usieciowany jest kwas, tym mniej wody wiąże. Ale wyobraźmy sobie, że jest inaczej – że taki usieciowany kwas przyciąga wodę. W 1 ml żelu HA jest ok. 20 mg czystego kwasu (reszta to substancje pomocnicze). Gdybyśmy wszczepili tę ilość do ust, i każda z tych cząsteczek związałaby tysiąc cząsteczek wody, to na drugi dzień po zabiegu pacjent miałby w ustach 10 ml związanej wody!
To dobry moment, aby wprowadzić jeszcze dwa pojęcia związane z kwasem hialuronowym. Otóż kwasy mogą być monofazowe lub dwufazowe. Te pierwsze składają się tylko z kwasu usieciowanego, podczas gdy te drugie (popularniejsze), oprócz kwasu usieciowanego zawierają domieszkę (np. 20 proc.) kwasu nieusieciowanego, który ma pełnić funkcję nawilżającą. Zastanawiam się jednak, po co w ten sposób marnować kwas? Przecież ten niewielki efekt nawilżenia i tak po trzech dniach zniknie, a do wypełnienia pozostanie nam o 20 proc. kwasu mniej.

W teorii kwas hialuronowy można podawać w każdą część ciała. W praktyce stosuje się go głównie do twarzy, a ostatnio także w miejsca intymne. Był czas, gdy stosowano go do powiększania biustu, ale to już przeszłość. Zdarzają się bezsensowne próby używania HA do wypełniania blizn zanikowych (o czym pisałem w poprzednich artykułach) oraz do rozstępów. Jeśli chodzi o rozstępy, to poza tym, że zastosowanie kwasu jest nieekonomiczne (trzeba go wstrzyknąć bardzo dużo, a i tak po roku nie będzie po nim śladu), to jest jeszcze kwestia estetyki. W rozstępach skóra jest przezierna, a kwas przezroczysty – ta mieszanka daje bardzo nieestetyczny wygląd.

Share this article