W ostatnim czasie pisałem dużo o bliznach zanikowych, potrądzikowych i po ospie, bo są to przypadki, które występują najczęściej. I chociaż ich usuwanie wymaga czasu i dużej kompetencji lekarza, to w porównaniu z bliznami, o których dzisiaj będzie mowa, jest relatywnie proste. Stosuję na nie najczęściej rf mikroigłową i laser frakcyjny, czasem wzbogacone o osocze.

 

Zupełnie inaczej jest z bliznami przerostowymi i mieszanymi, np. pooparzeniowymi. Blizny pooprzeniowe są bliznami wypukłymi, najtrudniejszymi do leczenia. Są skutkiem urazów głębokich i na ogół rozległych, obejmujących dużą powierzchnię. Skóra takiej blizny ma niejednorodną strukturę i nieprawidłowe proporcje kolagenu. Występują na niej zwłóknienia, wystające fragmenty, zapadnięcia, fragmenty miękkie, twarde jak plastik, zróżnicowany kolor. Przebudowa tkanek w obrębie blizny trwa od półtora roku do dwóch lat od momentu oparzenia. Rokowania w leczeniu zależą w dużej mierze od szybkości reakcji. Im wcześniej tym lepiej, bo świeża tkanka łatwiej się przemodelowuje. Chociaż stare blizny też daje się ładnie poprawić, tylko to wymaga więcej czasu i zabiegów.

Najwięcej blizn pooparzeniowych tworzy się w dzieciństwie, np. jako skutek wylania na siebie wrzącej wody czy herbaty. Niezwykle istotna jest pierwsza pomoc. I nie jest nią załamywanie rąk, ani przyłożenie na oparzone miejsce zsiadłego mleka czy jajka, jak niektórzy robią. Nie jest nią nawet wyprawa na pogotowie. Pierwsze, co bezwzględnie należy zrobić, to wsadzić poparzoną osobę do zimnej wody, najlepiej od razu, w ubraniu (nie ma co wówczas myśleć o tym, że ktoś może się przeziębić). Chodzi o to, żeby schłodzić bliznę. Nie wystarczy tylko polać wodą, trzeba oparzone miejsce trzymać w zimnej wodzie minimum 15-20. Zimna woda działa też doskonale przeciwbólowo. Pamiętam, jak po pierwszym roku miałem praktyki na izbie przyjęć i nagle zobaczyłem pacjenta który przyszedł z wiadrem (takim gospodarczym, do sprzątania) pełnym wody, w którym trzymał dłoń. Okazało się, że podczas kładzenia papy wylała się mu na rękę gorąca smoła i doszło do poparzenia. Wiadro z wodą wziął do samochodu i jadąc na izbę przyjęć trzymał w nim rękę, jak tylko stał na światłach, bo inaczej ból był nie do wytrzymania. Wracając do schładzania wodą – w tym czasie warto zdjąć ubranie, żeby później nie zrobić tego ze skórą. Takie postępowanie chłodzenia wodą, zmniejsza zasięg termicznego zniszczenia skóry. Dopiero potem jedziemy na pogotowie, można z wiaderkiem.

Kolejny etap to dbałość o świeżą bliznę, o jej higienę, właściwe odkażanie w czasie gojenia. Im blizna krócej się goi, tym będzie ładniejsza. Gdy zaczyna się goić i nie jest już otwartą raną, należy ją energicznie masować i stosować plastry silikonowe oraz maści. Natomiast gdy tylko się zagoi, warto jak najszybciej wdrożyć zabiegi u doświadczonego lekarza zajmującego się laseroterapią. Poniżej dwa przykłady z mojej praktyki

 

Przypadek 1.

W zabiegach u dzieci najtrudniejsza jest współpraca z małymi pacjentami. Zabiegi są nieprzyjemne, dzieci się przed nimi bronią, trzeba je wykonywać siłą. To 2-letnie dziecko z bardzo rozległą blizną trafiło do mnie późno, bo mniej więcej po ośmiu miesiącach od powstania urazu. Teraz blizna jest w trakcie leczenia, na zdjęciu – po ośmiu zabiegach. Zastosowałem tu autorską terapię, której głównym elementem jest laser frakcyjny. Istotne jest stałe dopasowywanie i kontrolowanie parametrów, by działać raz mocniej, raz słabiej, raz głębiej, raz płycej. Jak widać, poprawa jest ogromna. Blizna jest już wygładzona, kolor stracił na intensywności, jednak to dopiero połowa drogi.

 

blizna pooparzeniowa

Blizna pooparzeniowa u dziecka, w trakcie leczenia (fot. arch. własne Triclinium)

Przypadek 2.

Ta blizna przerostowa powstała po chirurgicznym usunięciu znamienia. Miała 3 cm długości – więcej, niż wycięte znamię. Takie przypadki są częstą konsekwencją chirurgicznego usuwania znamion. Dlatego, jeśli tylko jest możliwość, warto je usuwać laserowo.

O bliznach przerostowych mówimy wówczas, gdy występuje w nich nadmiar tkanki. Co gorsza, często są one większe, tak jak w tym przypadku, niż zasięg urazu (są to keloidy). Dodatkowa trudność w usuwaniu blizn przerostowych polega na tym, że mają tendencję do odrastania. W odniesieniu do nich większość metod nie sprawdza się.

Sam stosuję autorskie metody, łączące laser frakcyjny z preparatami rozmiękczającymi bliznę i z rf mikroigłową. Nie korzystam z żadnego schematu – każdy kolejny zabieg to efekt wnikliwej obserwacji. Tego typu blizny często ostrzykuje się sterydami, które jednak zawsze dają efekty uboczne. Nie robię tego za często – metody które stosuję, nie wymagają sterydów. Nie stosuję też wymrażania, bo moje doświadczenia pokazują, że nie jest ono tak skuteczne jakby się wydawało. Zdarza się natomiast, że używam lasera bromkowo-miedziowego. Stosuję wówczas bardzo mocne parametry, które powodują znaczne zniszczenie skóry. Po takim zabiegu przez miesiąc jest w skórze… dziura, trzeba się więc tym laserem posługiwać niezwykle umiejętnie.

Zdjęcie przedstawia stan po ośmiu zabiegach. Potrzeba jeszcze około pięciu, żeby osiągnąć lepszy efekt, ale już teraz można mówić o sukcesie, bo blizna znacznie się zmniejszyła.

Jest jeszcze czerwona, ale to nie problem, bo w leczeniu blizn jest zasada, że najpierw działamy na strukturę, a dopiero potem na kolor.

Blizna przerostowa, po chirurgicznym wycięciu znamienia, w trakcie leczenia (fot. arch. własne Triclinium)

Blizna przerostowa, po chirurgicznym wycięciu znamienia, w trakcie leczenia (fot. arch. własne Triclinium)

 

 

Share this article