Na rynku związanym z usuwaniem tatuaży obserwuję trzy tendencje. Po pierwsze coraz więcej osób chce go usunąć. Po drugie, promowany jest bardzo mocno laser pikosekundowy w sposób rozmijający się z jego rzeczywistymi możliwościami. Po trzecie, panuje kompletna nieświadomość co do bezpieczeństwa wykonywania tatuaży

usuwanie tatuażu

A co, jeśli Ci się znudzi ten kwiatek? (fot. Fotolia)

TATUAŻ – CIAŁO OBCE I… TOKSYCZNE

Zacznijmy od przypomnienia podstawowych informacji. Tatuaż powstaje wtedy, gdy wprowadzony do skóry barwnik, utrzymuje się w niej. O tym jednak, że barwnik jest ciałem obcym, mającym styczność z wnętrzem naszego ciała, mało kto pamięta. A tym samym mało kto jest świadomy wynikających z tego faktu konsekwencji. Ciałem obcym jest też np. stosowany w medycynie estetycznej kwas hialuronowy, w stomatologii – implant zębowy, w ortopedii – proteza biodrowa, w chirurgii plastycznej – implant w biuście.
Jednocześnie, jeśli spojrzymy na klasyfikację tego, czym jest barwnik do tatuażu, to widać, że ten rynek jest kompletnie nieuregulowany. Produkty do tatuaży nie podlegają regulacjom, ograniczeniom, kontroli czy klasyfikacji takiej jak np. wyroby medyczne, które muszą być chociaż trochę przebadane. Nie podlegają pod ustawę o lekach, bo niczego nie leczą. Nie podlegają pod ustawę o kosmetykach, bo nie służą pielęgnacji. Nie podlegają pod żadne regulacje. Jednym słowem nie ma żadnej kontroli nad składnikami. A warto wiedzieć, co w tych składnikach się znajduje. Szokujące jest to, że przepisy związane z barwnikami do tatuażu są mniej rygorystyczne nawet niż dotyczące kosmetyków, chociaż kosmetyk nakłada się na skórę, a barwnik wprowadza do niej.
Co zatem mamy w barwnikach? Mamy np. metale ciężkie: ołów, rtęć (termometry z rtęcią są wycofane, ale dopuszcza się możliwość wprowadzania rtęci w skórę!), kadm. Mamy też węgiel w czarnych tatuażach (on akurat jest chyba najbezpieczniejszym składnikiem) i tlenki żelaza (rdzę), które dodaje się, by uzyskać odcień ceglasty. Mamy mnóstwo innych składników, wśród nich nawet plastik ABS, z którego robi się walizki, dodawany do kolorowych tatuaży, żeby uzyskać żywszą barwę. Najgorsze składniki są w barwnikach zielonych i czerwonych. Mnóstwo jeśli nie większość ze składników barwników to związki potencjalnie toksyczne. Mogą być też rakotwórcze. A w tatuażach wprowadzamy je sobie dobrowolnie.
W Danii kilka lat temu zrobiono badania kilkudziesięciu próbek barwników dostępnych na rynku. W 20% były związki rakotwórcze, 10% była skażona biologicznie (czyli brakowało sterylności już w samej butelce, zawierały na przykład bakterie).
Składniki barwników mogą też działać silnie alergizująco i wywoływać stany zapalne, które niekoniecznie pojawiają się od razu. Czasami ujawniają się po latach, a czasami przy zrobieniu kolejnego tatuażu.
Miałem pacjentkę, która zrobiła sobie pierwszy tatuaż czarny i nic się nie działo. Potem zrobiła drugi, kolorowy, i też nie było problemów. Dopiero przy trzecim (dużym,czerwonym) pojawiły się ogromne powikłania w obrębie wszystkich trzech tatuaży, tak jakby wtedy została przekroczona masa krytyczna i organizm zareagował obroną na wszystkie tatuaże.
U osób z tatuażami mogą częściej pojawiać się ogólnoustrojowe objawy i choroby. Jedna z pacjentek mimo obciążeń cukrzycą i Hashimoto wykonywała różne zabiegi medycyny estetycznej, np. kwas hialuronowy i nie miała żadnych problemów. Natomiast, gdy zrobiła makijaż permanentny brwi, stany zapalne pojawiły jej się nagle wszędzie.
Na tym tatuażowym, nieuregulowanym rynku, występuje zasada, że co nie jest zabronione, jest dozwolone. Owszem, możliwe, że po zrobieniu tatuażu nie wydarzy się nic złego, ale potencjalne ryzyko jest spore. Dlatego każdy indywidualnie musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy warto. I w tym momencie nie mówię w ogóle o estetyce czy modzie, tylko o bezpieczeństwie, czyli o czymś, o czym niestety niemal nikt, kto jest napalony na tatuaż nie myśli.

jak usunąć tatuaż

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, co się kryje w barwnikach do tatuażu? (fot. Fotolia)

USUWANIE TATUAŻU – SZYBKO CZY ŁADNIE?

Z jednej strony cały czas panuje moda na tatuaże, szczególnie wśród młodych osób, a z drugiej coraz więcej z nich orientuje się, że już ich nie chce. Warto pamiętać, że usunięcie tatuażu jest zawsze trudniejsze i boleśniejsze niż jego wykonanie.
Złotym standardem usuwania tatuaży jest laser Q-switch. Najbardziej promowany z kolei jest, jako nowość, laser pikosekundowy. Zanim o nich napiszę wspomnę, że istnieją jeszcze metody chemiczne, czyli usuwanie tatuaży preparatami na bazie np. kwasu mlekowego. Są one czasochłonne, bolesne, kłopotliwe, ryzykowne. Polegają na wstrzykiwaniu związków chemicznych w tatuaż. Tatuaż to duża ilość barwnika, który w skórze otorbia się, aby nie ulec wchłonięciu. Aby go zlikwidować trzeba zadziałać bardzo agresywnie, czyli albo zedrzeć skórę z barwnikiem (co niesie ryzyko powstania blizn) albo chemicznie rozpuścić ten barwnik, niestety też razem ze skórą, co też grozi powstaniem blizn.
Metody chemiczne i laser pikosekundowy reklamowane są jako szybkie rozwiązanie (2-4 zabiegi dla uzyskania efektu), w opozycji do lasera Q-switch, który wymaga 5-10 zabiegów. Ale to są mity, z którymi chciałbym się rozprawić.
Bez problemu mogę 3-4 zabiegami laserem Q-switch usunąć przeciętny tatuaż (ciemny, czarny, grafitowy), ale to nie znaczy, że tak robię, czy uważam, żeby to było właściwe. Zawsze pytam pacjenta, czy chce usunąć tatuaż ładnie czy szybko. Szybko oznacza, że może pozostać rozjaśniona skóra w miejscu tatuażu lub blizna. Są to bowiem agresywne metody. W mojej filozofii działania najważniejszy jest efekt końcowy, a nie to, czy dojście do niego zajmie 2 miesiące czy 7.
Większość pacjentów usuwających tatuaże jest młoda (20-30 lat), więc kilka miesięcy poświęcone na idealne usunięcie tatuażu, to naprawdę niewiele w perspektywie całego życia. Szybie metody to częste powikłania w postaci blizn i odbarwień, o czym mało kto mówi otwarcie. No chyba, że decydujemy się na świadomie, z założeniem, że przez kolejny rok będziemy usuwać bliznę.

LASER PIKOSEKUNDOWY VS. Q-SWITCH

W reklamach laserów pikosekundowych przekazuje się informację, że wymagają mniejszej liczby zabiegów niż np. lasery Q-switch, gdyż są mocniejsze. Tylko, że to nie jest prawda. Jest wręcz odwrotnie.
Owszem, laser pikosekudowy ma 10 razy krótszy impuls niż Q-switch, który jest laserem nanosekundowym. O ile dobry Q-switch ma 5 nanosekund, to pikosekundowy ma 500 pikosekund.
Tyle tylko, że (i tej informacji się już nie podaje) to nie impuls usuwa barwnik, ale energia, a fachowo mówiąc – gęstość energii, czyli ile tej energii dostarczymy na dany obszar skóry w pojedynczym impulsie
Póki co, przy tak krótkim impulsie nie da się zbudować lasera pikosekundowego, który dostarczałby wystarczającą gęstość energii. Na ostatnich targach w Korei przyglądałem się ponownie (po 2 latach) dobrze tym laserom, co się zmieniło w międzyczasie, i one cały czas są ewidentnie słabsze od laserów Q-switch jeśli chodzi o gęstość energii. Oba lasery działają podobnie, mają robić barwnik, więc mówienie, że laser pikosekundowy wymaga mniej zabiegów niż Q-switch (chociaż dostarcza mniej energii), to tak jakbyśmy mówili, że słabszym samochodem pojedziemy szybciej niż lepszym, tylko dlatego, że jest nowy.
Nie bez znaczenia dla skuteczności zabiegów jest też, że większość laserów Q-switch to lasery neodymowo-yagowe, którymi możemy usunąć większość barwników. Tymczasem lasery pikosekundowe są zazwyczaj laserami aleksandrytowymi i tak naprawdę nadają się one głównie do czerwonego barwnika.
Ważne jest dodanie, że to co napisałem ma zastosowanie w odniesieniu do bardzo dobrych laserów Q-switch, w których możemy stosować „mocne” parametry (ja używam max 2/3 możliwości energii mojego lasera), nie tracąc nic z zasad bezpieczeństwa czy nie wydłużając impulsu. A ponieważ lasery Q-switch są naprawdę bardzo różnej jakości, trzeba uważać, dokąd się idzie usuwać tatuaż. Dość powiedzieć, że kiepskie lasery kosztują na ogół 20-25 tys. zł, czyli 15% wartości lasera dobrej jakości. Da się nimi teoretycznie usuwać głównie ciemne tatuaże, ale istnieje spore jest ryzyko powikłań – głównie odbarwień skóry i blizny są prawie pewne. Nie sądzę, aby typowy mały gabinet czy studio tatuażu miało nowoczesny laser Q-switch, bo to się po prostu nie opłaca. W gabinetach są to najczęściej przystawki do IPL, czy innego „kombajnu”.

Na koniec podkreślę, że to nie laser robi zabieg, dlatego skuteczność usuwania tatuaży zależy od umiejętności ustawienia jego parametrów w zależności od tatuażu, od tego z jakiego jest barwnika i jak dużo tego barwnika jest. W mojej praktyce skuteczność usuwania tatuaży jest bardzo wysoka, a z powikłań pojawiają się przejściowo przebarwienia, które prawie zawsze schodzą, a inne (odbarwienia czy blizny) – bardzo rzadko.
Zdarzyło się, że pacjenci, którzy zaczęli robić u mnie zabiegi laserem Q-switch, przyciągnięci reklamą poszli w inne miejsce, na przykład na laser picosekundowy, i potem do mnie wrócili, bo w tych innych miejscach albo nie było efektu, albo efekt był taki sam, a cena dużo wyższa.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.