Marek Wasiluk
 

Stymulatory tkankowe – dlaczego nie działają?

Stymulatory tkankowe od kilku lat przewijają się z dużą częstotliwością przez mój blog. Od początku piszę o tym, że nie działają tak, jak się to przedstawia, a także że to tylko kwestia czasu, gdy inni również zaczną to dostrzegać i głośno o tym mówić.

Obserwuję, że już nawet na TikToku zaczął się trend opowiadania, że stymulatory tkankowe nie działają i snucia różnych teorii na temat tego, dlaczego tak się dzieje. Filmy nagrywane są najczęściej przez niezbyt profesjonalne gabinety i osoby niebędące lekarzami, a te teorie są powierzchowne.

Dlaczego stymulatory tkankowe nie działają?

Właściwie najlepszym dowodem na to, że stymulatory tkankowe nie działają tak, jak są reklamowane, są pojawiające się już od dawna komentarze i posty użytkowniczek, które stosowały te preparaty z zerowym efektem.

Ja jednak podejmę się wyjaśnienia, dlaczego stymulatory tkankowe nie działają, ale w innym, szerszym kontekście niż mówienie, że powodem był „źle dobrany stymulator” albo że „pacjent nie stosuje się do wskazań”.

Moje dotychczasowe wnioski z obserwacji rynku stymulatorów tkankowych są takie, że stymulatory tkankowe nie działają, bo… nie mają prawa działać.

Dotyczy to większości preparatów wrzuconych do worka z tą nazwą. Od razu zaznaczę, że inaczej jest w przypadku stymulatorów objętościowych, takich jak kwas polimlekowy czy polikaprolakton, które działają w innym mechanizmie niż stymulatory tkankowe.

Stymuluje i pobudza, czyli marketing „na wiarę”

Grzechem pierworodnym rynku stymulatorów tkankowych jest terminologia, czyli sam fakt nazwania tych preparatów „stymulatorami”. Daje to duże pole do nadinterpretacji i nadużyć.

Zgodnie z nazwą preparaty mają stymulować, czyli pobudzać komórki skóry i poprawiać ich pracę. Nie oznacza to jednak automatycznie, że mają dawać realne efekty, które pacjent będzie mógł zobaczyć.

Jest to genialny pomysł marketingowy – obiecywanie czegoś, czego nie można zobaczyć, więc trzeba to przyjąć na wiarę.

Komórki po zabiegu będą pobudzone – takim hasłem sprzedaje się stymulatory. Ale pobudzenie nie oznacza, że dla pacjenta zadzieje się coś widocznego. Mówi się, że dzięki tej stymulacji zostanie wytworzony nowy kolagen, ale nie określa się, ile. Mówi się, że skóra będzie wyglądała młodziej, ale co to właściwie znaczy? Według jakiego kryterium młodziej?

Dla porównania inaczej jest ze stymulatorami objętościowymi, takimi jak polikaprolakton czy kwas polimlekowy. W ich przypadku działanie jest oczywiste i proste do sprawdzenia.

Przykładowo, gdy mamy zapadnięcie skóry, na przykład pod oczami albo w okolicy skroni, oczekujemy, że kwas polimlekowy to zapadnięcie wypełni. Można więc zweryfikować, czy tak rzeczywiście się stało.

Tymczasem przy większości stymulatorów tkankowych słowami kluczami są „pobudzanie” i „stymulacja”, bez określenia, jaki będzie realny wynik tych działań. A od pobudzenia do odmłodzenia droga jest daleka. Jak damy drewno do kominka, to nie oznacza jeszcze, że w domu będzie ciepło, bo jeszcze trzeba je podpalić.

Zobacz też: Stymulatory tkankowe – co to jest

Obietnice zamiast efektów – pole do nadużyć

Praprzyczyną tego, że stymulatory tkankowe nie działają, jest sprzedawanie obietnic zamiast wymiernych efektów. Niesie to ze sobą poważne konsekwencje, ponieważ daje producentom i gabinetom pole do manipulacji.

Skoro efekty są niemierzalne gołym okiem i skoro osoby poddające się zabiegom wiedzą, że tego efektu mogą nie zobaczyć, tylko mają mieć w głowie przekonanie, że ich komórki będą pobudzone, czyli młodsze i wolniej się starzejące, to można im sprzedać niemal wszystko.

To sprawiło, że rynek tych preparatów popsuł się, zanim jeszcze na dobre się rozkręcił. Preparaty gorszej jakości, bez certyfikatu, zawierające nie wiadomo co. Do tego pokusa rozcieńczania preparatów, czy wręcz podawania zamiast nich soli fizjologicznej. Wiem, że ten ostatni przykład brzmi nieprawdopodobnie, ale słyszałem już o dwóch takich gabinetach, co oznacza, że nie jest to odosobnione zjawisko.

W dodatku często wmawia się pacjentowi, że po zabiegach jest różnica, aż on sam zaczyna w to wierzyć.

Rozmawiałem niedawno z pacjentką, która trafiła do mnie po wcześniejszych doświadczeniach z zabiegami ze stymulatorami tkankowymi. Miała 3 zabiegi i powiedziała mi, że nie widziała po nich różnicy. Lekarka, która wykonywała zabiegi, powtarzała jednak, że to nieprawda i że różnica jest.

Powiedziałem, że można było zrobić zdjęcia i je porównać. Kobieta odpowiedziała, że zdjęcia też były i że na tych zdjęciach według niej również nie było widać różnicy. Lekarka twierdziła jednak przeciwnie – że widać było poprawę.

Polecam też: Stymulatory tkankowe czy mezoterapia – co lepsze?

Pstryk i pobudzone

Do tego dochodzi kwestia, że często stymulacja jest tak mała, że rodzi kolejne półprawdy.

Pacjenci, którzy korzystali ze stymulatorów tkankowych, mówią coraz głośniej i częściej: „to nie działa”. Mają na myśli to, że nie widzą efektów, choć pod mikroskopem być może coś by się znalazło.

Tymczasem producenci i dystrybutorzy preparatów, a także osoby wykonujące te zabiegi, będą się bronić, że to nieprawda, bo preparaty działają, ponieważ są dowody na to, że stymulują, czyli pobudzają.

Ale zatrzymajmy się teraz na kwestii samego „pobudzenia”. Co to w ogóle znaczy? Jak pstryknę palcami w policzek, to też pobudzę tkankę, ale czy skóra mi się przez to odmłodzi? Wiadomo, że nie. Gdybyśmy chcieli takie pstryknięcie umieścić na skali pobudzania od 1 do 1000, to miałoby ono wartość 1.

Do tysiąca jest więc bardzo daleko, ale jakieś pobudzenie jest. Temu, kto mówi, że pstryknięcie stymuluje, nie można zarzucić kłamstwa. Pobudza więc także dotykanie skóry, masowanie czy golenie.

W podobny sposób pobudzają też stymulatory tkankowe, tyle że na skali od 1 do 1000 są bardzo, bardzo nisko. Dotyczy to większości z nich, choć nie wszystkich.

Nie można więc powiedzieć, że producent zawsze mówi nieprawdę albo że wprost oszukuje, bo jakieś pobudzenie jest. Tyle że jest ono w skali mikro. Chociaż nie jest to więc kłamstwo, widać, że jest to duża manipulacja.

Dlaczego stymulatory nie działają u wszystkich? Jedni za młodzi, inni za starzy

Stymulatory tkankowe są bardzo słabymi preparatami. Ale załóżmy, że nawet coś słabego mogłoby nieco zadziałać, o ile zostałyby spełnione inne warunki.

Pierwszym warunkiem jest wiek pacjenta.

Przyjmijmy, że mamy preparat o wartości 50 na naszej skali od 1 do 1000. Czy istnieje jakiekolwiek wskazanie, by robić zabieg stymulatorem u młodej osoby, powiedzmy 25-letniej? Nie.

U młodej osoby komórki są na tyle aktywne, że nie ma czego stymulować. Podanie preparatu niczego u nich nie zmieni.

Robienie zabiegu u osób 60+ także mija się z celem, ale z innego powodu. Skóra w tym wieku ma tyle potrzeb, że lekka stymulacja przejdzie niezauważona. W tym przypadku potrzebna jest zupełnie inna gama zabiegów.

Jedynym wiekiem, w którym można byłoby się zastanowić nad stymulatorami, jest 30–40 lat. O ile udałoby się spełnić wymagania opisane w kolejnym akapicie. Dochodzimy bowiem do najważniejszego elementu odpowiedzi na pytanie, dlaczego stymulatory nie działają.

Od czego zależy efekt stymulatorów tkankowych?

Przyjmijmy założenie, że mamy dobry stymulator, który teoretycznie ma prawo działać, chociaż cały czas lekko. Aby teoria przełożyła się na praktykę, czyli aby preparat zadziałał, musi nastąpić perfekcyjna odpowiedź komórek.

Warunki wyjściowe są takie, że człowiek jest żywym organizmem, a pobudzenie jest bardzo lekkie. Aby zaobserwować jakikolwiek efekt, komórki muszą idealnie odpowiedzieć na to pobudzenie.

Dlatego niezwykle istotne znaczenie ma to, w jakiej kondycji w czasie zabiegu jest pacjent. Chodzi nie tylko o zdrowie ogólne, ale również o bieżący stan organizmu i poziom stresu.

Jeśli ktoś ma na przykład problemy w pracy, duży projekt i bliski deadline, rozwodzi się albo ktoś w rodzinie choruje, to wszystko wywołuje przewlekły stres.

Niezdrowy tryb życia, mało snu, kiepskie odżywianie – to także czynniki stresogenne dla organizmu. Mają one kluczowe znaczenie przy stymulatorach. Są hamulcem dla ich potencjalnego działania.

Dla porównania, kiedy wykonujemy zabieg laserem ablacyjnym CO2, czyli wypalamy skórę, uraz jest tak mocny, że organizm nie ma wyjścia – musi się zająć regeneracją.

Przy stresie efekt lasera będzie słabszy, ale odpowiedź organizmu i tak jest intensywna. Organizm musi pobudzić komórki, żeby zajęły się wygojeniem rany. Rezultat regeneracyjny i odmładzający będzie więc widoczny.

Natomiast w przypadku stymulatorów tkankowych stresowe bodźce hamujące będą mocniejsze niż jakikolwiek potencjał pobudzania.

Zobacz koniecznie: Laser frakcyjny ablacyjny do odmładzania twarzy

Realne życie to nie laboratorium

Paradoksalnie, skoro stymulator, żeby zadziałał, musi mieć idealne warunki, to kwalifikacja medyczna do jego podania pod kątem skuteczności preparatu, a nie tylko bezpieczeństwa, powinna być ważniejsza niż w przypadku tak agresywnego zabiegu jak laser frakcyjny CO2.

A wiadomo, że tak nie jest.

Skoro preparat jest „lekki”, pojawia się tendencja do podawania go każdemu, bez znaczenia, czy jest to zasadne.

Czy da się stworzyć idealne warunki dla stymulatorów tkankowych? Najpierw trzeba byłoby wyeliminować z rynku wszystkie preparaty kiepskiej jakości. Potem dla garstki tych stymulatorów, które w teorii są dobre, należałoby stworzyć idealne warunki i znaleźć idealnego pacjenta do ich podania.

Rynek medycyny estetycznej to jednak nie warunki laboratoryjne, ale realne życie.

I to jest chyba najlepsza odpowiedź na pytanie, dlaczego stymulatory tkankowe nie działają. To także odpowiedź na pytanie, dlaczego nie wykonuję zabiegów ze stymulatorami tkankowymi i od lat piszę o tym, jak naprawdę wyglądają realia stosowania tych preparatów.

Linki polecane

Powyższy materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej rekomendacji terapeutycznej. Każdy przypadek wymaga indywidualnej konsultacji z lekarzem oraz odpowiedniej diagnostyki.

Ostatnie komentarze
  • dwa razy miałam robione stymulatory pod oczy na dolinę łez. pierwszy raz juvelook – w sumie dwa zabiegi – efekt super przez tydzień – po tym czasie preparat całkowicie się wchłonął i moja dolina Wyglądała tak samo. drugi raz- ateokolagen collapleo – jeden zabieg ale większą ilością preparatu. efekt – opuchnięcia takie że musiałam stosować encorton. po tygodniu opuchnięcia zeszły a z nimi cały preparat….i dolina jest jaka była…wreszcie ktoś mnie oświecił że moja dolna powieka i dolina to efekt przepukliny tłuszczowej i na to może pomóc tylko blefsroplastyka. zabieg kosztuje około 10k więc trochę minie trochę czasu zanim uzbieram na to środki ale na miałabym już połowę kwoty gdyby nie stymulatory które się błyskawicznie wchłonęły. mam 35 l

  • dwa razy miałam robione stymulatory pod oczy na dolinę łez. pierwszy raz juvelook – w sumie dwa zabiegi – efekt super przez tydzień – po tym czasie preparat całkowicie się wchłonął i moja dolina Wyglądała tak samo. drugi raz- ateokolagen collapleo – jeden zabieg ale większą ilością preparatu. efekt – opuchnięcia takie że musiałam stosować encorton. po tygodniu opuchnięcia zeszły a z nimi cały preparat….i dolina jest jaka była…wreszcie ktoś mnie oświecił że moja dolna powieka i dolina to efekt przepukliny tłuszczowej i na to może pomóc tylko blefsroplastyka. zabieg kosztuje około 10k więc trochę minie czasu zanim uzbieram na to środki ale miałabym już połowę kwoty gdyby nie stymulatory które się błyskawicznie wchłonęły. mam 35 l

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

sassadsadasdsad