Na samo hasło „kolagen”, czy to do picia, połykania czy w preparatach do wstrzyknięcia, natychmiast rośnie zainteresowanie odbiorców. To bardzo nośne marketingowo słowo. Dlatego odczaruję dziś trochę ten temat, rozkładając na czynniki pierwsze, o co chodzi z kolagenem do iniekcji. Jak to naprawdę jest z zastrzykami z kolagenu na twarz? Czy warto je stosować, czy przeciwnie?
Do zajęcia się tym tematem zmobilizowała mnie wiadomość od jednej z obserwatorek moich kanałów społecznościowych. Przysłała mi treść informacji ze strony dystrybutora kolagenu, z której wynikało, że w ramach tego zabiegu wstrzykujemy w skórę kolagen, a on w cudowny sposób staje się własnym kolagenem osoby, która poddała się zabiegowi, czyli pani Ani, Basi, Krysi i tak dalej.
Nagrałem na ten temat także film, dostępny na YouTube:
Kolagen – co to takiego?
Kolagen jest białkiem wytwarzanym przez komórki naszego organizmu. To tzw. białko podporowe, które tworzy między innymi siatkę podtrzymującą nasze narządy wewnętrzne. Dzięki niemu nie przesuwają się one swobodnie po ciele, tylko pozostają na miejscu.
Najbardziej obrazowo można wyobrazić go sobie jako siateczkę, która owija baleron, żeby nadać mu kształt. Jego funkcję można też porównać do amortyzatorów w samochodzie. Dzięki nim, nawet kiedy jedziemy po nierównościach, drgania nie są tak mocno odczuwalne. W naszym organizmie dzięki kolagenowi na przykład serce nie przesuwa się pod wpływem swojej pracy i ruchów, które samo wytwarza.
Kolagen jest też głównym składnikiem skóry właściwej. Odpowiada za jej sztywność i wytrzymałość. Jest to więc niezwykle istotne białko.
Kolagen w organizmie wytwarzany jest przez nasze własne komórki. Pracują one cały czas, ponieważ wskutek różnych mikrourazów kolagenowa siateczka jest nieustannie delikatnie nadrywana. Organizm ma jednak zdolności regeneracyjne i stale te uszkodzenia „ceruje” w bardzo precyzyjny sposób. Z wiekiem zdolności naprawcze, ze względu na mniejszą aktywność starzejących się komórek, stopniowo spadają.
Przeczytaj koniecznie:
Kolagen – co to jest, jak powstaje, jakie są typy kolagenu w skórze
Kolagen w medycynie estetycznej
W medycynie kolagen używany jest od dawna, na przykład w chorobach zwyrodnieniowych stawów. Od dawna interesuje się nim również medycyna estetyczna, upatrując w nim remedium na procesy starzenia skóry, z różnym skutkiem.
Historycznie rzecz biorąc, wypełniacze na bazie kolagenu pojawiły się już około 2001 roku, wcześniej nawet niż wypełniacze oparte na kwasie hialuronowym. Gdyby kolagen był tak dobry, jak dziś głośno się mówi, powinien był do tej pory zrobić ogromną karierę w medycynie estetycznej. Tak się jednak nie stało. To kwas hialuronowy zyskał największą popularność.
Nie zadecydowały o tym kwestie technologiczne ani koszty produkcji, ale dwa inne, kluczowe czynniki: bezpieczeństwo i skuteczność.
Kolagen okazał się słabym wypełniaczem. Efekt po jego podaniu utrzymywał się dużo krócej niż po kwasie hialuronowym. Jednak czynnikiem, który praktycznie wyeliminował kolagen z rynku, było bezpieczeństwo. Preparat wywoływał alergie.
Jeśli w tamtym czasie ktoś decydował się na zabieg, to najpierw przychodził do gabinetu na próbę – wstrzykiwano mu kroplę kolagenu, żeby sprawdzić, czy nie pojawi się reakcja alergiczna. Dopiero po kilku dniach wykonywano właściwy zabieg.
Białka z założenia są silnie alergizujące. Organizm jest ewolucyjnie „nauczony”, by zwalczać nieswoje białko. A kolagen podawany z zewnątrz jest właśnie cudzym białkiem.
Druga fala, czyli stymulatory tkankowe z kolagenem
Pierwszy kolagen został więc szybko wyparty przez kwas hialuronowy. Pracowano jednak intensywnie nad jego powrotem na rynek. Aby było to możliwe, trzeba było wyeliminować problem alergizowania.
Technologia jest dziś na tyle zaawansowana, że opracowano metody produkcji i oczyszczania kolagenu tak skuteczne, że można powiedzieć, iż z tym problemem producenci w dużej mierze sobie poradzili. Pozostał jednak problem słabego i krótkotrwałego rezultatu.
Kiedy około 2015 roku pojawiła się nowa moda na stymulatory tkankowe, wrzucono preparaty z kolagenem do worka pod nazwą „stymulatory tkankowe”. Pojawiały się różne wariacje takich preparatów i ta druga fala kolagenowa trwała kilka lat.
Sprzyjała jej zarówno popularność stymulatorów tkankowych, jak i niesłabnąca moda na „kolagen” w ogóle. To słowo zna każdy i wszystkim kojarzy się dobrze. Każdy chciałby mieć w organizmie, szczególnie w skórze, więcej kolagenu.
Kolagen w zastrzykach – trzecia fala
Aktualnie można mówić o trzeciej fali popularności kolagenu w zastrzykach, głównie za sprawą firm, które mocno zainwestowały w marketing i przekaz, że „ich” kolagen jest jeszcze lepszy.
Problem polega na tym, że jedna z firm poszła w tym przekazie za daleko – w kierunku manipulacji i wytworzenia u odbiorców przekonania, że wstrzykuje się pacjentowi kolagen z zewnątrz, a on staje się jego własnym kolagenem. Firma nie powołuje się przy tym na żadne badania. I nie może się na nie powołać, bo gdyby takie wbudowywanie rzeczywiście zachodziło, byłby to cud albo co najmniej osiągnięcie na miarę Nagrody Nobla.
Do tej pory nauka nie znalazła sposobu, żeby na przykład przy uszkodzonej nerce wstrzyknąć do niej fragment nerki świni czy królika, który nagle stanie się nerką pacjenta. Takie rzeczy po prostu nie istnieją. Istnieją natomiast inne mechanizmy – takie, które zmuszają organizm do intensywniejszej pracy i samonaprawy.
Z naukowego punktu widzenia wiemy jedno – nasz organizm tworzą nasze komórki, więc cokolwiek z zewnątrz wstrzykniemy, będzie to implant. Taki implant może pobudzać pewne mechanizmy, stymulować, hamować albo zostać zmetabolizowany, ale na pewno nie zamieni się we fragment organizmu. Wstrzyknięty pod skórę kolagen także musi być traktowany jako implant. W dodatku nie pozostaje on w organizmie długo, tylko jest rozkładany, tak jak rozkładany jest kwas hialuronowy i każdy inny preparat.
Kolagen rozkładany jest do aminokwasów, czyli najmniejszych struktur. Może się zdarzyć, że nasze komórki wykorzystają te aminokwasy do wytworzenia własnego kolagenu, ale wcale nie muszą tego zrobić. Mogą korzystać z innych źródeł albo po prostu w danym momencie ich nie potrzebować.
Sugerowanie więc, że wstrzyknięty kolagen „wbudowuje się” w nasz własny, jest manipulacją. Tym bardziej, że u większości osób taki przekaz wywoła wyobrażenie, że wszystko, co zostało wstrzyknięte, stanie się ich własnym kolagenem 1:1.
Żeby było ciekawiej, sprawdziłem stronę producenta tego kolagenu. To włoska firma i w swoich materiałach nie używa aż tak sugestywnych opisów działania, jak robi to polski dystrybutor preparatu. Jak to wytłumaczyć? Można przyjąć, że producent odpowiada za to, co mówi, i stara się być rzetelny w komunikacji. Natomiast dystrybutor chce przede wszystkim jak najwięcej zarobić na sprzedaży produktu.
Ludzie niestety łykają wszystko jak pelikany – i dotyczy to nie tylko pacjentów. Produkt ten stał się popularny również w miejscach, które oceniałem wcześniej jako sensowne pod względem poziomu usług.
O różnych nieetycznych praktykach w medycynie estetycznej pisałem tutaj:
Oszustwa w medycynie estetycznej
Żeby była jasność – to nie jest tak, że ten kolagen w ogóle nie ma zastosowania albo nie ma certyfikatu, bo ma. Ale bardzo nie fair jest pokazywanie go w sposób, który robi ludziom wodę z mózgu.
Nie czułbym się dobrze, wykonując zabiegi tym preparatem, bo w ten sposób uwiarygodniałbym manipulacyjny przekaz. Mam wrażenie, że jeśli sensowne gabinety wykonują taki zabieg, to dystrybutor dostaje sygnał, że może mówić głupoty, bo to się po prostu opłaca.
O tym, skąd się bierze kolagen w preparatach i jakie są realne efekty jego stosowania, w kolejnym tekście:
Kolagen w medycynie estetycznej – realne możliwości i zagrożenia
Powiązane artykuły
- Preparaty z kolagenem do iniekcji – hit czy kit?
- Kolagen w medycynie estetycznej – realne możliwości i zagrożenia
- Kolagen – co to jest, jak powstaje, jakie są typy kolagenu w skórze
- Oszustwa w medycynie estetycznej
- Stymulatory tkankowe – co to jest
- Stymulatory tkankowe – efekty
Powyższy materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej rekomendacji terapeutycznej. Każdy przypadek wymaga indywidualnej konsultacji z lekarzem oraz odpowiedniej diagnostyki.




Agnieszka | 2025/05/05
|
A co Pan myśli o zabiegu needle shaping? czy ma sens, czy to kolejny według pana „cud”.