Koronawirus – badania kliniczne

Oprócz działalności związanej z medycyną estetyczną prowadzę firmę zajmującą się badaniami klinicznymi i konsultacjami z zakresu wprowadzania leków i biotechnologii. W związku z tym jestem w tej chwili mocno zaangażowany w projekty związane z wirusem Sars-Cov-2 i chorobą Covid-19. Wiedza, którą się więc dzielę na blogu i w social mediach, pochodzi nie z fake newsów, marketingu politycznego czy rozpowszechnionego storytellingu, który jednostkowe sytuacje generalizuje jakby były prawdą uniwersalną. Ja staram się dzielić faktami.

Praca naukowa i badania nad Sars-Cov-2 są wyzwaniem nie tylko moim. Ten konkretny koronawirus jest czymś nowym, nieznanym, dlatego powstaje w tej chwili bardzo dużo inicjatyw związanych z badaniami nad nim i poszukiwaniem remedium, czyli leków zapobiegających infekcjom lub zmniejszających skutki rozwijającej się już choroby. Te inicjatywy podejmowane są najczęściej przez uniwersytety medyczne, jednostki badawcze i w mniejszej części – firmy farmaceutyczne.

Jak prowadzi się badania nad nowymi lekami

Aktualnie prowadzimy równolegle kilka projektów badawczych związanych z Sars-Cov-2, spróbuję więc wyjaśnić dzisiaj, jakie są na świecie kierunki badań na tym wirusem.
Cel badań jest jasny – jak najszybciej znaleźć najbardziej skuteczne metody, gdyż na razie leczenie odbywa się metodą prób i błędów. Nie istnieją protokoły lecznicze, które opierałyby się o EBM (evidence-based medicine, czyli medycyna oparta na dowodach), gdyż takie badania jeszcze nie powstały, jest to raczej empiryczne próbowanie różnych metod. Celem jest więc znalezienie najbardziej skutecznej metody. Wśród pojawiających się badań najwięcej inicjatyw jest po stronie uniwersytetów i jednostek badawczych naukowych. Badania komercyjne (firmy farmaceutyczne) to ok. 20%. Dużo takich badań prowadzi się we Włoszech, Holandii, Francji. Zaczyna się też przyrost takich inicjatyw w Hiszpanii.
Jak szuka się sposobu leczenia? Standardowo, gdy występuje jakiś problem, np. nowa jednostka chorobowa, najpierw ustala się w jaki sposób rozwija się choroba, później w jaki sposób kandydat na przyszły lek (czyli związek chemiczny) ma działać, a na końcu metodologię badań. Potem, gdy wykona się mnóstwo papierkowej pracy i zdobędzie się aprobatę m.in. komisji bioetycznej, zaczyna się badania i testowanie rozwiązań – najpierw na małej populacji, potem na dużej. Proces ten trwa na ogół kilka lat i zazwyczaj składa się na niego seria badań.
Teraz jednak nie ma czasu na tak długie badania i procedury. Jesteśmy trochę w takiej sytuacji jakby nas zaatakowali kosmici. Wiemy, że atakują, ale nie wiemy dokładnie w jakim mechanizmie, w związku z czym nie wiemy jak się bronić. Wiemy jedynie, że trzeba szybko przetestować potencjalne metody obrony. Liczne badania wykonuje się więc po to, by sprawdzić różne pomysły. Przy czym nie chodzi tylko o to, aby znaleźć lek na Covid-19, ale aby ten lek nie miał gorszych od samej choroby skutków ubocznych, bo jak wyleczymy Covid-19 nawet u 100% chorych, ale jednocześnie doprowadzimy do zawału, to trudno uznać takie leczenie za skuteczne.
Aktualnie leczenie polega głównie na podawaniu tlenu i leczeniu objawowym. Odsyłam do tekstu: „Nie takie koronawirus straszny”, gdzie jest to wyjaśnione.
Uspokajam przy okazji, że przyspieszenie badań nie oznacza, że są one wykonywane mniej starannie, ale że uelastycznione są pewne regulacje i skrócone administracyjne ścieżki, np. na różne zgody czeka się tydzień, dwa zamiast wcześniejszych 3 miesięcy.

Kierunki badań nad SARS-CoV-2

Czego szukamy? Trudno jest znaleźć sposób, żeby wirus się nie rozprzestrzeniał (pkt. 1 niżej), jak i lek, który zablokowałby wnikanie wirusa do komórek (pkt. 2). Prędzej znajdzie się lek, który sprawi, że wywołana choroba będzie wolniej się rozprzestrzeniała (pkt. 3) i nie będzie miała ostrego przebiegu (pkt. 4). I w takim kierunku toczy się większość badań. Oddzielną kwestią, która omówię na końcu, są szczepionki (pkt. 5). Przyjrzyjmy się więc dokładniej, jak się chronić przed SARS-CoV-2 i Covid-19.

1. Pierwsza droga to ochrona mechaniczna, czyli nie dopuszczenie, by wirus wnikał do organizmu. Stąd izolacja czy maseczki. Ale na dłuższą metę utrzymanie tego jest nierealne. Musielibyśmy na zawsze zamknąć się w domach
2. Zablokowanie receptorów. Wirus dostaje się do komórek przez receptory. Gdy dostanie się nawet do gardła czy nosa, to jeśli receptory są zablokowane, nie wniknie do komórek. W teorii można to stosować, czyli opracować lek, który te receptory blokuje, ale niestety trzeba byłoby taki lek brać non-stop. To trochę jak z botoksem w medycynie estetycznej, czyli toksyną blokującą receptory w mięśniach, dzięki czemu rozprostowuje zmarszczki mimiczne – jest skuteczny, ale w ograniczonym czasie, wystarcza na kilka miesięcy. W przypadku koronawirusa trzeba byłoby brać leki regularnie, aby organizm był nimi cały czas nasycony. Ale nie wiadomo w tej chwili, co ile dni, bo uprzedzam, że takich leków i tak nie ma. Opisuję w tej chwili potencjalnie możliwy kierunek badań. Ten kierunek leczenia byłby bardzo kosztowny, więc nie do stałego zastosowania, ale wyobrażam sobie, że mogłaby to być dobra terapia w momencie wybuchu epidemii. Wtedy np. przez 3-4 miesiące wszystkim by podawano ten lek obowiązkowo. Zapobiegałoby to rozprzestrzenianiu się wirusa, a to doprowadziłoby do jego eliminacji, bo wirus znika, gdy nie ma nosicieli.
3. Kolejny kierunek badań to znalezienie sposobu na zablokowanie wirusa w komórkach. Tak jak pisałem w przywołanym wcześniejszym artykule, gdy wirus wnika do komórek, zaczyna się w nich replikować, w tym czasie nasz układ immunologiczny go nie widzi i nie może z nim walczyć, zaczyna go widzieć dopiero wtedy, gdy jest go już tak dużo, że masowo opuszcza komórkę. Bardzo realny wydaje się kierunek poszukiwania sposobu, by zablokować wirusa na tym etapie, czyli nie dopuścić do jego wydostania się z komórki. Ewentualnie znaleźć lek, który uszkadzałby wirusy po opuszczeniu komórki. Tego typu terapia zapobiegałaby rozprzestrzenianiu się wirusa w organizmie.
4. Jeszcze jeden kierunek poszukiwań to modelowanie nadreaktywności organizmu. Często poważne powikłania wskutek zarażenia SARS-CoV-2 wynikają z tego, że reakcja organizmu na niego jest zbyt gwałtowna. A gdy tak się dzieje, organizm zbyt dużo sił skierowuje na walkę i niszczy przy okazji siebie. Wyobraźmy sobie, że przez nasze granice przekroczyły obce wojska, np. Rosjanie. Normalną reakcją jest, że skierowujemy na nie wszystkie siły, że się bronić, ale… może się okazać, że lepszym rozwiązaniem jest bierność, bo to nie my jesteśmy celem wroga, on tylko przechodzi przez nasz kraj, żeby zniszczyć innego naszego sąsiada, np. Niemcy. Jeśli przyjąć tego typu założenie, to lepiej jest się za bardzo nie bronić przed wirusem, bo może to wyrządzić więcej szkody niż pomocy.
5. Zupełnie oddzielną kwestią są prace nad szczepionką. W mediach panuje hurraoptymizm i rozprzestrzenianie informacji, że pojawi się ona za rok-półtora, część osób też wierzy, że szczepionka rozwiąże problem wirusa, a tak nie jest, chyba że będziemy mieć jako ludzkość dużo szczęścia

Szczepionka na koronawirusa

Cykle badań nad szczepionkami są rzeczywiście relatywnie krótkie. Istnieją szczepionkowe półfabrykaty, czyli pewne stałe podłoże, do którego wkłada się zmienny składnik. Trochę jak z pizzą – na to samo ciasto można nałożyć inne składniki. Problem jest gdzie indziej. Żeby szczepionka była skuteczna trzeba zidentyfikować uniwersalną cechę wirusa, trzeba wyizolować z niego ten czuły punkt, na który będzie się działało. No i kolejna rzecz, trzeba nadążyć za mutacjami.
Badania nad szczepionką prowadzone są m.in. w Chinach, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Niemczech. Najciekawsze dzieje się jednak w tej chwili w Izraelu. Jedna z tamtejszych firm twierdzi, że będą mieć szczepionkę już za 2-3 miesiące. To brzmi nierealnie, a jednak okazuje się, że ta firma przez 4 lata badała szczepionkę na inną chorobę. Używała w badaniach innego szczepu koronwawirusa, ale twierdzi, że na bazie tamtych badań opracowała szczepionkę na koronawirusa SARS-CoV-2, i że będzie ona miała formę doustną.
Przyjrzyjmy się teraz samemu mechanizmowi szczepionki. Ona ma działać tak, że gdy do organizmu wniknie wirus, to zanim dotrze do komórki, która stanie się jego żywicielem, ma być rozpoznany i zniszczony. To bardzo dobry kierunek walki z chorobą, chociaż mniej skuteczny od blokowania receptorów, gdyż ochronna szczepienna działa z opóźnieniem i gdy wniknie dużo cząsteczek wirusa (np. tysiąc a nie dziesięć) to może nie nadążyć z ich eliminacją. Na pewno szczepionka jest tańsza i raczej bezpieczniejsza (nie mamy ani jednego ani drugiego, więc nie mamy jak porównywać) niż potencjalny lek blokujący receptory, tyle tylko, że SARS-CoV-2 jest wirusem RNA, a te wirusy lubią mutować. Trzeba byłoby szczepić się więc pewnie co roku nową szczepionką i niestety bez gwarancji, że będzie ona działać, bo nie ma pewności, że trafi się z przewidywaniami w mutację.
Opowiem jak to wygląda na przykładzie szczepionek na grypę. Wirus grypy bardzo szybko mutuje i szczepionka nie uczy organizmu „rozpoznawać” nowych mutacji. Jeśli nauczy się profilera rozpoznawania konkretnej twarzy, to jak ktoś twarz zmieni, on już jej nie rozpozna. Tak samo, gdy wirus się zmieni, nie ma rozpoznania, a rozpoznanie jest jak klucz do zamka. Czasem może się zdarzyć nawet tak, że przez niewłaściwe rozpoznanie układ immunologiczny zaatakuje własne komórki, typowy przykład np. bakterie wywołujące anginę ropną są podobne do receptorów naszych komórek, i nieleczona angina może doprowadzić np. do uszkodzenia serca – ale nie przez bakterię, lecz nasz układ immunologiczny, który niszcząc bakterie przy okazji, przez przypadek zaatakował mięsień sercowy.
Sezon grypowy trwa na ogół od listopada do marca, dlatego szczepimy się latem, wczesną jesienią. I co roku przygotowuje się nowe szczepionki. Jak się to robi? Grypa rozprzestrzenia się z Azji, głównie z Chin, więc gdy trwa końcówka „starej” grypy, w marcu, na końcu epidemii analizuje się wirusa, nowe mutacje do jakich doszło w danym sezonie i typuje metodami statystycznymi i epidemiologiczny, które z nich rozprzestrzenią się i zaatakują w kolejnym sezonie. Od wiosny do lata trwa typowanie, a następnie kilka wytypowanych szczepów dodaje się do gotowej już, stałej, bazy szczepionki. We wrześniu zaczyna się szczepić ludzi licząc na to, że się trafiło z przewidywaniami, co nie zawsze się zdarza. Jak się nie trafiło, to szczepienie nie działa.
W przypadku koronawirusa SARS-CoV-2 nawet jak powstanie szczepionka to schemat pewnie będzie podobny, bo ten wirus będzie mutował i co roku będzie inny.

Na koniec dobra wiadomość. Może się zdarzyć też tak, że wirus nagle zniknie. Bo mutacja jest zjawiskiem losowym, nie wiadomo, w którym kierunku się rozwinie. Może się zdarzyć, że spowoduje, że wirus przestanie pasować do receptorów czyli zamka komórek ludzkich. I przestanie się rozprzestrzeniać. Taki był los wirusa SARS sprzed paru lat. On zniknął i nie wiadomo czemu.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.