Marek Wasiluk
 

Czy kosmetyki z filtrami chronią przed przebarwieniami

W czasie ostatniego webinaru o tym „Jak uniknąć przebarwień” mówiłem m.in. o preparatach z filtrami przeciwsłonecznymi. Bardzo dużo pacjentek pyta mnie o nie. Nie tylko w kontekście, czy i jakich używać, ale też – jak to możliwe, że mimo iż stosują preparaty z najwyższym stopniem protekcji i tak powstają na ich skórze przebarwienia.

Zacznę więc ten tekst od tego, co jest jego najważniejszą konkluzją, a co dla wielu osób może być szokujące. Otóż preparaty chroniące przez promieniowaniem UV, wcale nie chronią przed przebarwieniami. One chronią przed poparzeniami słonecznymi, które są groźne dla zdrowia.

A więc ochrona przed promieniowaniem UV i poparzeniami nie jest jednoznaczna z ochroną przed przebarwieniami, jak zwykło się myśleć. Dlaczego tak się dzieje, wyjaśniam w tym tekście.

Co to jest promieniowanie UV i jak działa

Promieniowanie UV, o którym zawsze mowa, gdy mówimy o szkodliwości słońca i potrzebie chronienia się przed nim, to inaczej promieniowanie ultrafioletowe, czyli fale krótkie o długości od 100 do 400 nm., których człowiek nie widzi (w odróżnieniu od światła widzialnego). Promieniowanie to dociera na ziemię ze słońca i składa się z różnych zakresów fal: UVA, UVB i UVC. To ostatnie niemal nie dociera do ziemi, jest wychwytywane przez warstwę atmosfery, dlatego skupię się na UVA i UVB. Każde z nich inaczej oddziałuje na skórę.
Promieniowanie UVA penetruje najgłębiej, aż do skóry właściwej, jest odpowiedzialne za tworzenie się wolnych rodników i jest jednym z głównych czynników starzenia skóry. To ono ma wpływ na utratę jakości skóry – na jej wiotkość i powstawanie zmarszczek. Również ono jest odpowiedzialne za tzw. szybkie opalanie, czyli efekt opalenizny po wystawieniu się na słońce, który wynika z tego, że mamy w skórze pewną ilość prekursora barwnika niejako w gotowości, by się uzewnętrznić od razu, gdy tylko pojawi się wystarczająca do tego dawka słońca.
Większość docierającego do ziemi promieniowania ultrafioletowego to UVA (95% ), podczas gdy UVB stanowi tylko 5%, ale to przed UVB potrzebna jest największa ochrona.
Promieniowanie UVB działa głównie na naskórek i to ono jest odpowiedzialne za oparzenia słoneczne. Działa bardzo mocno na melanocyty, czyli komórki tworzące barwnik, i bardzo je pobudza do tworzenia nowych ilości melaniny (barwnika).

To UVB jest głównym czynnikiem (ale nie jedynym) stymulującym powstawanie przebarwień. Długotrwałe poddawanie się promieniowaniu typu B, może powodować powstawanie nowotworów skóry, szczególnie raka kolczystokomórkowego.

Dlaczego kremy z filtrami nie chronią przed przebarwieniami

Ze względu na związek poparzeń słonecznych (pod wpływem UVB) z nowotworami skóry, stosuje się preparaty z filtrami. Czasem to działanie prozdrowotne miesza się w głowach z działaniem związanym z przebarwieniami. Ja się skupiam na przebarwieniach, i w tym aspekcie warto wiedzieć o jednej rzeczy, o której niemal się nie mówi. Wydawałoby się, że skoro słyszymy i mówimy o słońcu i ochronie przed UV, oznacza to, że promieniowanie ultrafioletowe jest głównym promieniowaniem emitowanym przez słońce. Tymczasem promieniowanie UV, przed którym się chronimy, stanowi zaledwie około 3% promieniowania emitowanego przez słońce. Reszta to światło widzialne (42% ) i fale podczerwone (55%). Światło widzialne sprawia, że widzimy kolory, a podczerwień jest emitowanym przez słońcem ciepłem. W kontekście powstawania przebarwień panuje duża nieznajomość faktu, że cale promieniowanie słoneczne (a więc także światło widzialne i podczerwone) jest czynnikiem, który predestynuje do powstawiania przebarwień, a nie tylko promieniowanie UV. Wszystkie te fale pobudzają komórki, chociaż w odmiennych mechanizmach.

To dlatego przychodzą do mnie pacjentki i mówią, że mają problem z przewlekłymi przebarwieniami, mimo iż stosują kremy z filtrem SPF 50. Te preparaty nie pomagają, bo filtry w nich zawarte chronią przed poparzeniem skóry, ale nie chronią przed tym, by nie powstało przebarwienie. I to się dzieje nie dlatego, że niedokładnie się smarujemy kremem, choć taki czynnik też często ma znaczenie, ale dlatego – powtórzę to raz jeszcze – że nie tylko UV, ale także światło widzialne i podczerwień są tymi długościami fal, które stymulują komórki barwnikowe.

Dlaczego wiedza o tym jest mało rozpowszechniona? Słyszy się tylko o profilaktyce UV. Powód jest prosty: bo mamy filtry tylko na promieniowanie UV. Nie ma filtrów na światło widzialne i podczerwień. Nie da się ich zrobić. Teoretycznie można się chronić – nakładając jakieś warstwy izolacyjne, odgradzające (i np. chłodzące) przed ciepłem (czyli przed promieniowaniem podczerwonym) lub malując twarz całkiem na biało, aby odbijała światło widzialne w całości. W praktyce widać od razu, że takie rozwiązania uniemożliwiałyby normalne życie. Skoro więc nic się nie da wymyślić, to nie można zrobić na tym biznesu. Nie ma więc czego reklamować i wokół czego robić szumu.
Co to oznacza w praktyce? Jeśli skóra jest uwrażliwiona na przebarwienia (co ją uwrażliwia, to jest oddzielny temat) to filtr niestety nas przed nimi nie uchroni.

Co oznacza SPF?

Skoro już wiemy, że preparaty z filtrami nie chronią przed przebarwieniami, to zobaczmy, w jaki sposób chronią przed oparzeniami i jak jest stosować. A przede wszystkim, jaki faktor wybierać i o czym informują oznaczenia na nich.
Na preparatach znajduje się skrót SPF (Sun Protection Factor) a po nim cyfra, która mówi o stopniu ochrony, a dokładnie o tym, ile razy dłużej dana osoba może przebywać na słońcu, żeby nie ulec poparzeniu w stosunku do punktu wyjściowego, czyli sytuacji, gdyby nie zastosowała filtra. Ale, przypominam, oznaczenie to nie mówi, czy ulegniemy przebarwieniu. SPF dotyczy promieniowania UVB.

Czyli np. z filtrem SPF 15 możemy 15 razy dłużej przebywać na słońcu, aby przyjąć taką samą dawkę promieniowania, jak w czasie bez filtra. Jeszcze inaczej to opisując: jeśli normalnie doznalibyśmy poparzenia słonecznego po 20 minutach ekspozycji na mocne słońce bez filtra, to z filtrem tego poparzenia doznamy teoretycznie po 15 razy dłuższym czasie, czyli po 15 x 20 minut, czyli po 300 minutach, czyli 5 godzinach.

Zakładając oczywiście idealne warunki, czyli że będziemy dokładnie preparatem posmarowani i że się nie zmyje w tym czasie. Trzeba pamiętać też, że ta wartość wyjściowa jest trudna dokładnie do określenia i dla każdego inna. Ktoś z jasną wrażliwą skórę (fototyp 1) może ulec poparzeniu już po 15 minutach ostrego słońca, a osoba z fototypem 4 może bez problemu wystawiać się na słońce pół godziny lub dłużej. SPF 30 oznacza, że 30 razy dłużej możesz przebywać bezpiecznie na słońcu niż bez filtra, SPF 50, że 50 razy dłużej.
SPF, jak wspomniałem, dotyczy promieniowania UVB. To na nie jest położony nacisk w przekazach reklamowych. Ale warto, aby na preparacie, który kupujemy, było też oznaczenie PA, które mówi o tym, że krem chroni także przed promieniowaniem UVA. Promieniowanie UVA nie powoduje oparzeń, więc skuteczność preparatu jest trudno weryfikowalna, stąd producentów interesuje głównie przekaz anty-oparzeniowy ich produktów, jednak z punktu fizjologii skóry warto mieć ochronę zarówno przed UVB, jak i UVA.

Filtry przeciwsłoneczne – fizyczne czy chemiczne?

Występują dwa rodzaje filtrów: fizyczne (mineralne, mechaniczne) i chemiczne.
Idea działania kosmetyków z filtrami fizycznymi jest taka, że następuje blokada fizyczna przed promieniowaniem. W preparacie zawarty jest składnik, który ma relatywnie duże cząsteczki, zdolne do odbijania promieniowanie. Można to sobie wyobrazić, jakbyśmy mieli okno pomalowane farbą albo zasłonięte żaluzją. Słońce wtedy nie wnika do środka tylko jest odbijane (chociaż nigdy w stu procentach). Plusem filtrów mechanicznych jest bardzo duża skuteczność. Jest też minus – tego typu filtry widać na twarzy, są nieładne, czyli nadają się bardziej na spacer z psem, niż do pracy, gdyż zostawiają na skórze widoczną warstwę (najczęściej białą). W praktyce więc nie robi się stuprocentowych filtrów mineralnych, tylko mieszanki z filtrami chemicznymi.
Ideą filtrów chemicznych jest zmiana promieniowania UVB w podczerwień (czyli ciepło). Zostaje więc wyeliminowany czynnik UVB, który powoduje poparzenia, ale – jeśli połączymy to z tym, co napisałem wcześniej, że na przebarwienia wpływa promieniowanie podczerwone, to ono nie tylko nie zostaje wyeliminowane, ale wręcz wzmocnione.

Jeszcze jedna ważna rzecz. Są osoby, które stosują tylko kosmetyki z filtrem SPF 50 – na zasadzie, że im wyższy faktor, tym lepszy. Czy naprawdę to jest aż tak istotne?
Filtr SPF 50 zatrzymuje ok. 98% promieniowania UVB, czyli bardzo dużo. A filtr SPF 30? Kiedy o to pytam, większość strzela, że między 60-70%. Tymczasem odpowiedź brzmi: 97%. Czyli niemal tyle samo.

Jeśli więc ktoś nie wyjeżdża na wakacje na równik, to krem z filtrem SPF 30 z punktu widzenia zdrowotnego w zupełności wystarczy. Co więcej, tak naprawdę jest lepszy, gdyż aby uzyskać SPF 50 konieczne jest dodanie większej ilości środków chemicznych, a one podrażniają skórę, czyli są bardzo niekorzystne z punktu widzenia powstawania przebarwień.
Filtry chemiczne często zawierają jeden ze związków: PABA (czyli kwas paraaminobenzoesowy) lub benzofenon. Te składniki uwrażliwiają skórę na promieniowanie słoneczne, czyli sprawiają, że będzie łatwiej reagowała na tworzenie się przebarwień.

Co z ta wiedzą zrobić w praktyce?

Po pierwsze, uważam, że w kontekście słońca i używania filtrów najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Najlepiej jest stosować niski filtr (typu SPF 30 wiosną i latem, SPF 15 jesienią i zimą) oraz ograniczoną ekspozycję na słońce.

Po drugie – kluczowe jest uświadomienie sobie, że filtry nie chronią przed przebarwieniami. Są zaledwie jednym (bo jednak chronią przed UVB) i to wcale nie najważniejszym elementem profilaktyki. Filtry w kosmetykach chronią przed oparzeniami słonecznymi po to, by w ich konsekwencji nie dochodziło do zmian nowotworowych w skórze i przedwczesnego starzenia.

Po trzecie – nie demonizujmy słońca. Jeśli urodziliśmy się w takiej szerokości geograficznej, to oznacza, że nasz organizm przystosował się ewolucyjnie do promieniowania słonecznego, jakie tutaj mamy. Gdy pojedziemy w okolice równika i podrównikowe, to tam lepiej się zabezpieczyć najmocniejszymi filtrami, bo nie dysponujemy tym, co mają tamtejsi mieszkańcy, czyli naturalną ochroną przed słońcem w postaci ciemnej skóry. Ale jednocześnie pamiętajmy, że ten mocny filtr zabezpieczy nas przed poparzeniami słonecznymi, czyli jest profilaktyką nowotworową i starzeniową (choć przed tym drugim tak naprawdę nie całkiem, o tym napiszę kiedyś w innym artykule). Ale nie zabezpieczy nas przed przebarwieniami. Przed nimi, jeśli jesteśmy w grupie ryzyka, w takim kraju się nie uchronimy. I tego się nie przeskoczy.

Tagi
Marek Wasiluk
AUTOR
Bez komentarza

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.