Ostatnio za sprawą mojej klientki spotkałem się z przykładem genialnej manipulacji. W jednej z gazet pojawiła się reklama specjalnych testów genetycznych, polecanych do wykonania przed zabiegami medycyny estetycznej

wróżenie z krwi

Testy genetyczne predyspozycji do zabiegów medycyny estetycznej maja wartość mniej więcej taką jak wizyta u wróżki (fot. Fotolia)

Testy mają określić genetyczne predyspozycje skóry na podstawie krwi, której próbka wysyłana jest, uwaga, aż do Australii. Tam badane jest DNA i na podstawie wyników dobierany jest precyzyjnie sposób pielęgnacji skóry i rodzaj zabiegów medycyny estetycznej (a przynajmniej kierunki, w jakim iść, które metody będą dla danej osoby lepsze lub gorsze).
Test określa stan skóry w 5 kategoriach: 1) starzenie, 2) jędrność, 3) skłonności do zmarszczek, przebarwień i glikacji białek, 4) wrażliwość skóry i 5) skłonność do stanów zapalnych.
Test robi się teoretycznie jeden raz w życiu i jak reklama głosi ma on pomóc klientom uniknąć zbędnych zabiegów. Z informacji wynika, że jak wyjdzie nam predyspozycja do stanów zapalnych to nie ma sensu stosować laserów czy pilingów. Czy jak mamy genetycznie upośledzony kolagen, to wtedy nie ma sensu stosować zabiegów typu rf czy laser frakcyjny, bo efekt może być odwrotny. Test teoretycznie pomaga dobrać technologię do naszej skóry.

Dla mnie robienie takiego testu można porównać do wróżenia z fusów albo krwi. Oddaj mi swoją krew, a ja powiem ci, czy będziesz brzydki czy ładny. A w sumie to jeszcze gorsze od wizyty u wróżki, bo podane w otoczce naukowej.
W tym artykule reklamowym jest kilka poziomów manipulacji. Test ma charakter niby poważnej procedury, zaawansowanej technologii, bo mowa jest o pobieraniu krwi, z której jak wiadomo diagnozuje się choroby, więc brzmi to bardzo poważnie. W dodatku będzie badane DNA, a jak wiadomo w nauce panuje kult DNA. I do tego jeszcze wysyłanie krwi do Australii, a więc na koniec świata, co stwarza wrażenie jakiejś niedostępności i wyjątkowości tej metody.
A w efekcie wykupienia usługi otrzymujemy informacje o predyspozycjach skóry, czyli nic. Na pewno nie otrzymamy informacji o tym, jak zareagujemy na zabieg i jakie parametry zabiegów dobrać. Zabawna jest też interpretacja wyników. Inna niż moje doświadczenie pokazuje. Jeśli komuś wychodzi tendencja do przedłużających się stanów zapalnych to odradza się zabiegi np. laserowe. A tymczasem ja mówię, że jest odwrotnie, na tym polegają bardzo często zabiegi medycyny estetycznej, że chcemy ten zapalny wywołać i utrzymać, więc jak ktoś ma skłonność, to trzeba to umiejętnie wykorzystać.

Są pewnie osoby, które dadzą się złapać na ten pseudonaukowy test i zapłacą 1500 zł za to, że ktoś im „wywróży”, że będą ładni i szczęśliwi, i poda listę wątpliwych zabiegów na podstawie źle zinterpretowanych wyników. A ja się pytam, gdzie jest uwzględniony tryb życia, odżywiania, wiek pacjenta, poziom stresu, leki? I co z parametrami zabiegów, które mogłyby zadziałać lub nie?
Cóż klientowi z takiego testu predyspozycji? Nic, kompletnie nic. Ktoś bierze 1500 zł za obietnicę i nie daje nic w zamian.
Naprawdę to jedna z lepszych manipulacji jakie ostatnio widziałem, bo w zasadzie nic nie gwarantuje, a kosztuje całkiem sporo.

Share this article