Potocznie mówi się o zabiegu powiększania ust. Ja jednak wolę mówić o modelowaniu, czyli korekcie ich kształtu, wyrównaniu asymetrii, dopasowaniu do twarzy. Bo w tym zabiegu najbardziej chodzi właśnie o dopasowanie ust do twarzy, a nie o to, żeby były duże.

Before and after lip filler injections. Lips closeup over white

Powiększanie czy modelowanie? Wazne by zachować umiar. Fot. Fotolia

Tymczasem pacjentki często mówią po prostu: „Chcę powiększyć usta”. Zauważyłem też, że pierwszy zabieg wykonują nieśmiało, bo jeszcze nie wiedzą, z czym się on wiąże, ale z każdym kolejnym chcą mieć usta coraz większe i większe. Jest oczywiście grupa pacjentek, które z założenia chcą mieć bardzo duże usta, żeby przyciągać nimi uwagę. Jednak na ogół pacjentki po prostu oswajają się ze swym nowym wyglądem i wydaje im się, że aby mogły osiągnąć pożądany efekt, usta powinny mieć jeszcze większe. Tymczasem moim zdaniem, kiedy osiąga się wielkość optymalną, warto na tym poprzestać i tylko ten stan utrzymywać. Do tej pory, gdy próbowałem powstrzymywać pacjentki od dalszych eksperymentów z powiększaniem ust, miałem wyłącznie argument natury estetycznej, ten mianowicie, że większe usta byłyby przerysowane, lub przestałyby pasować do drobnej twarzy.

Niedawno dostałem do ręki nowy argument! Kilka tygodni przyszła pacjentka na zmniejszanie ust. Byłem więc przekonany, że ktoś wstrzyknął za dużo kwasu hialuronowego i trzeba go rozpuścić hialuronidazą. Ale okazało się, że to zupełnie inna historia… Pacjentka była w wieku 60+. Usta miała nie tylko duże, ale i dziwnie wiotkie. Czerwień wargowa była wydatna i wywinięta, z wyraźnym nadmiarem tkanki, ale w środku jakby pusta, a wewnątrz jamy ustnej był też widoczny nadmiar śluzówki, z którą pacjentka ma problem w postaci przygryzanie podczas jedzenia.. Nie wyglądało to ładnie. Pacjentka powiedziała, że osiem lat temu miała zabieg powiększania ust, którego efekt utrzymywał się przez prawie trzy lata, a potem usta zaczęły wyglądać gorzej i gorzej. Trudno mi było uwierzyć, że był to tylko jeden zabieg, a poza tym kwas w ustach nie utrzymuje się przez tak długi czas. Podejrzewam więc, że tych zabiegów było kilka. Co jednak się stało, że jej usta zaczęły tak wyglądać? Moim zdaniem musiały zostać bardzo mocno powiększone przez dłuższy czas, co spowodowało rozciągnięcie się czerwieni wargowej..

Przy powiększaniu ust wstrzykujemy do nich kwas hialuronowy. Nie jest on trwały i z czasem się rozpuszcza. Jednak zanim to nastąpi, utrzymuje się w nich jak implant i rozciąga je, podobnie jak pokarm w piersiach kobiet, które karmią. Te, które nie karmią, nie mają pokarmu, i ich biust po ciąży wraca szybko do pierwotnego kształtu. Natomiast piersi kobiet karmiących są przez wiele miesięcy obciążane pokarmem, produkowanym dobowo w ilości od jednego do półtora litra. Skóra piersi bardzo się rozciąga, przez co stają się one bardziej obwisłe. Tak samo kwas hialuronowy rozpycha usta. Dostrzeżono to już dawno, ale odnotowywano głównie pozytywy tego stanu, nie zastanawiano się nad konsekwencjami faktu, że po każdym kolejnym wstrzyknięciu efekt utrzymuje się dłużej. Po pierwszym jest to tylko 3 miesiące, ale już po czwartym i piątym 6-8 miesięcy, a nawet dłużej. Z jednej strony to dobrze, bo rzadziej się wykonuje zabiegi. Ale z drugiej oznacza to, że kwas hialuronowy nie jest dla tkanki całkowicie obojętny – powoduje powstanie nadmiaru błony śluzowej i zwłóknień. Dopóki korzysta się z zabiegów z umiarem, nie ma problemu. Jeśli jednak robi się usta jak balony… Dodatkowym niekorzystnym czynnikiem jest upływ czasu i wiotkość tkanek, która się pojawia także w obrębie ust. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w usta wstrzykuje się stosunkowo dużo kwasu. Przy drobnych zabiegach jest to 0,3-0,5 ml, przy mocniejszych 1-1,5, a czasem nawet 2-3 ml. To objętość podobna do tej, którą podaje się przy wypełnianiu bruzd czy policzków, które mają przecież dużo większą powierzchnię. W dodatku na policzki podaje się kwas głęboko a w usta płycej.

Zatem modelowanie ust – TAK, powiększanie – NIE.

Share this article