Zacznę od dwóch przykładów pokazujących, jak słońce działa na skórę, przyspieszając procesy starzenia. Przyszła do mnie jakiś czas temu dziewczyna. Patrząc na jej twarz czułem silny dysonans, ponieważ wyglądała jednocześnie staro i młodo. To znaczy, kształt twarzy był młody, ale skóra pięćdziesięciolatki. W czasie rozmowy okazało się, że od kilkunastu lat, po pięć razy w tygodniu, chodzi do solarium. 

Twarz 69-letniego mężczyzny, którego przypadek został opisany szczegółowo w prasie naukowej: http://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMicm1104059

Twarz 69-letniego mężczyzny, którego przypadek został opisany szczegółowo w prasie naukowej: http://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMicm1104059

 Przypadek mężczyzny, którego połowa twarzy była młoda, a druga połowa starsza o około 20 laty, opisywano w prasie naukowej. Otóż mężczyzna ten był kierowcą tira i codziennie jeździł tą samą trasą, wystawiając na działanie słońca tylko jedną połowę twarzy. Nie miało znaczenia, że słońce operowało przez szybę – nasłoneczniona strona twarzy bardzo szybko się zestarzała.

Jest jednak poważna zmiana w wynikach badań nad wpływem promieniowania słonecznego. Otóż do tej pory byliśmy przekonywani o niekorzystnym działaniu promieniowania UV (ultrafioletowego), a tymczasem…

Pisałem już na swoim blogu o tym, że są trzy zakresy promieniowania UV: UVA, UVB i UVC. Aż 90 proc. promieniowania ultrafioletowego to promieniowanie UVA. To ono powoduje degradację siatki kolagenu (a w konsekwencji wiotczenie skóry i zmarszczki) czy powstawanie wolnych rodników. Promieniowanie UVB też jest groźne, bo powoduje bezpośrednie uszkodzenie DNA komórek, ale na szczęście jest go niewiele. Promienie UVA i UVB nie wnikają głęboko, UVA wnika głębiej, przenika przez szyby samochodu (także domu) i przez ubrania. Trzeci rodzaj promieniowania UV to UVC – najbardziej niebezpieczne, na szczęście do ziemi nie dociera.

Wspomnianą nowością są badania pokazujące, że nie tylko promieniowanie UV jest odpowiedzialne za procesy starzenia się skóry. Okazuje się, że odpowiada za nie promieniowanie słoneczne całościowo, a więc zarówno promieniowanie ultrafioletowe, podczerwone, jak i światło widzialne. Są jednoznaczne dowody, że cała elektromagnetyczna energia słońca przyspiesza procesy starzenia się skóry. Jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że promieniowania widzialnego jest w nim ok. 40 proc., podczerwonego aż 50 proc., a UV – poniżej 10 proc., to widać gołym okiem, że wpływ promieniowania UV jako głównego czynnika był demonizowany, i że duże znaczenie mają czynniki, których do tej pory w ogóle nie brano pod uwagę. Czy to znaczy, że stosowanie kremów z filtrami mijało się z celem? I tak, i nie. Tak, bo dawały złudne wrażenie ochrony, gdy tymczasem blokowały zaledwie 10% procent szkodliwego promieniowania słonecznego. Nie, bo chronią przed poparzeniami słonecznymi (za to jest odpowiedzialne UV). Natomiast niewątpliwie jedynym sensownym sposobem ochrony skóry byłoby unikanie słońca, po prostu. Albo prawidłowiej mówiąc świadomego kontrolowania ekspozycji na słońce, bo nie traćmy z oczu, że ma ono również pozytywny wpływ na nasze życie.

Mechanizm wpływu na skórę promieniowania podczerwonego jest prawdopodobnie taki, że jest ono zamieniane na ciepło, które przyspiesza starzenie. Piszę prawdopodobnie, bo badań, chociaż wyniki do tej pory są jednoznaczne, nie ma jeszcze za wiele, i mała skala może jeszcze zaburzać pełny obraz. Oczywiście, zależy ono od dawek i powtarzalności. W tym kontekście przypomniałem sobie reklamę sprzed roku, w której producent pewnego kosmetyku chwalił się, że jego super krem zamienia energię słoneczną w podczerwień. Gdyby to była prawda i gdyby krem działał zgodnie z obietnicą, to byłby on kosmetykiem nie odmładzającym, ale przyspieszającym starzenie skóry. Co nie znaczy, że podczerwień nie jest przydatna. Wykorzystuje się ją na przykład w rehabilitacji, ale celem terapeutycznym są wtedy na mięśnie, a nie skóra.

Część dermatologów powie, żeby zdecydowanie unikać promieni słonecznych, strasząc nowotworami skóry. Ale z drugiej strony witamina D3 jest czynnikiem antynowotworowym, i jeśli nie ma jej w odpowiedniej ilości (co może się zdarzyć komuś, kto unika słońca), to nowotwory łatwiej się rozwijają. Pozostaje więc indywidualnie rozstrzygnąć, co jest dla nas lepsze. Nic nie jest czarne lub białe. Inna rzecz, że im więcej jest badań i informacji, tym trudniej je interpretować.

Podstawowy wniosek, jaki się nasuwa, jest taki, że promieniowanie słoneczne jest bardziej i w szerszym zakresie szkodliwe niż się nam to do tej pory wydawało. Słońce, choć niezbędne do życia na ziemi, bardzo przyśpiesza starzenie się naszej skóry. Oczywiście nie można całkowicie go unikać, bo to nie trucizna, i nie warto zamykać się w czterech ścianach, warto jednak wyważyć zyski i straty, i przyjmować je w rozsądnych dawkach (o słońcu i jego dobroczynnym wpływie na zdrowie pisałem już na blogu, http://www.marekwasiluk.pl/slonce-dla-zdrowia/).
Co mnie zaskakuje, to fakt, że wyniki te nie zostały jeszcze wystarczająco nagłośnione. Wszak mają już kilka lat, więc wydawałoby się, że dermatolodzy powinni o nich wiedzieć. A jednak nie wiedzą. Wyobrażam sobie natomiast, jak niepopularna musi być ta wiedza w środowisku producentów filtrów przeciwsłonecznych! Bo przed ciepłem z promieniowania podczerwonego żaden filtr już nie ochroni.

Share this article