Niewierna pacjentka – o niewierności i jej konsekwencjach

Dziś będzie o wierności, a raczej o niewierności i jej konsekwencjach.

Pacjent nie jest przypisany do lekarza raz na zawsze, i dobrze, że ma możliwość zmiany, gdy leczenie nie przebiega zgodnie z planem. Ale w innym przypadku lepiej jest pozostać „wiernym”, gdyż w medycynie estetycznej – przynajmniej u mnie tak jest – współpraca z pacjentami najczęściej nie dotyczy jednorazowego wstrzyknięcia jakiegoś preparatu, ale jest rozpisaną na dłużej strategią utrzymania młodości. Niestety czasami pacjenci dają się skusić jakiejś promocji, ulegają namowie przyjaciółki, albo brakuje im cierpliwości w oczekiwaniu na termin zabiegu. Robią wtedy skok w bok, który czasem kończy się nieciekawie.

Trudna zmarszczka

Jedną z moich pacjentek jest aktorka, która przychodzi bardzo rzadko, gdyż nie ma dużych problemów, a zabiegi, które wykonujemy, obliczone są głównie na utrwalenie jej naturalnej młodości i drobnych niedoskonałości, z jednym wyjątkiem. Pojawiła się u mnie po przetestowaniu wcześniej innych gabinetów, które sobie nie radziły z jej problemem. Ma dynamiczną twarz, którą, jako aktorka, pracuje, więc wszelkie zabiegi trzeba u niej robić ostrożnie. Jej głównym problemem jest zmarszczka w bruździe, drobna rzecz, ale w jej przypadku, z powodu jej anatomii, trudna do skorygowania. W takich sytuacjach proponuję stopniową poprawę przy pomocy narzędzi, jakimi dysponuje medycyna regeneracyjna – nie wypełniaczami, ale zabiegami, które pobudzą organizm do produkcji własnych włókien kolagenowych. W przypadku takich zabiegów zmiany są powolne, ale inaczej jest trudno osiągnąć efekt. Pacjentka, dawno temu, trochę skuszona medialnością kwasu hialuronowego, pierwotnie namówiła mnie podanie jej kwasu hialuronowego, chociaż nie byłem wielkim fanem tego pomysłu. A ponieważ jednak efekt nie był dobry, to przekonała się do moich metod.
Poprawa następowała powoli, ale systematycznie. Pacjentka przychodziła co kilka miesięcy na bardzo drobną korektę. Nie było jeszcze idealnie. Potem z racji moich wyjazdów nie było mnie jakiś czas, więc nie mogła się ze mną umówić, i nagle napisała mi mail, że się wydarzyło coś niedobrego.

Kuszenie zniżką

Została namówiona przez swoją agentkę na wizytę w gabinecie, w którym dostała bardzo dużą zniżkę na zabiegi. Ponieważ mnie nie było, a ona w związku z tą swoją zmarszczką czuła duży dyskomfort, uległa. Bardzo mnie to zdziwiło z kilku powodów. Już wiele razy przekonała się, że zabiegi w innych gabinetach nie działały, a dopiero u mnie zaczęły być widoczne efekty. Poza tym niedługo po tym zabiegu miała mieć nagrania. W takiej sytuacji robienie jakichkolwiek zabiegów, a już szczególnie w nowym miejscu jest potwornie ryzykowne.
Chodziło o miejsce z wizerunkiem bardzo ekskluzywnej kliniki, ale nie zweryfikowane wcześniej przez pacjentkę. Zaproponowano jej kwas hialuronowy. A przecież miała już negatywne doświadczenia z tym preparatem. Co więcej, podali ten kwas w policzki. Owszem, często daje się kwas w policzki żeby skorygować bruzdy, ale raczej nie zmarszczki, i nie w sytuacji, gdy problem dotyczy dynamicznej okolicy, jak u tej aktorki. To nie koniec – podano jej 2 mililitry preparatu, po 1 ml w każdy policzek. To jest dużo i mało – za mało, żeby przez lifting policzków próbować cokolwiek poprawić (przy 4 ml pewnie jakiś efekt by był, choć niekoniecznie ładny), a za dużo, żeby punktowo próbować robić korekcję. A weźmy jeszcze pod uwagę, że mamy do czynienia z zajętą aktorką, i zabieg został wykonany zaledwie półtora tygodnia przed ważnymi zdjęciami. Powiedziałbym, że było to odważne, jeśli nie wręcz głupie, bo ubocznym skutkiem takiego zabiegu mogą być siniaki, mogą się pojawić nierówności lub reakcja alergiczna, a przecież za chwilę ważne zdjęcia, poza tym albo się uda, albo nie. No i się nie udało.

Siniaki, nierówne policzki i znikąd pomocy

Efekt: wyszły oczywiście siniaki, co było raczej oczywiste, ale to nie był największy problem. Okazało się, że zabieg został wykonany nierówno, i teraz prawy policzek jest inny niż lewy. Kiedy pacjentka to zobaczyła, od razu zadzwoniła do kliniki i powiedziała, że prawy policzek się zmienił, a lewy praktycznie nie (a to z lewej strony był problem), i że jest nierówno. Kiedy po paru dniach nierówność się utrzymywała, zasugerowała, że może dobrze byłoby rozpuścić kwas, ale okazało się, że lekarka, która wykonywała zabieg, właścicielka kliniki, pojechała akurat na urlop. Lekarki, które ją zastępowały, nie miały doświadczenia w tego typu zabiegach. Jak aktorka zobaczyła przerażenie w ich oczach, gdy zrozumiały, że mają rozpuścić kwas, sama się wycofała.
Dostała sterydy. Próbowała dostać się do mnie, ale nie było mnie w Warszawie. Pojechała więc na USG, żeby zobaczyć, czy to kwas spowodował nierówność, czy jakiś odczyn zapalny. Na USG wyszło, że kwas został podany nierówno, na szczęście nic innego się nie działo. Z gabinetu lekarza, wykonującego USG, aktorka zadzwoniła do lekarki, która robiła jej zabieg i ten lekarz tłumaczył, co widzi na zdjęciu, pod jakimi mięśniami jest preparat, ale wyglądało na to, że tamta lekarka nie bardzo kojarzyła, gdzie jest jaki mięsień, tak jakby brakowało jej podstawowej wiedzy anatomicznej.
Lekarz wykonujący USG potwierdził, że kwas wymaga rozpuszczenia, ale sam nie chciał tego zrobić, bo nie miał doświadczenia. Zaczęło się więc szukanie, gdzie to zrobić, dzwonienie do znanych, rekomendowanych klinik. Nikt nie chciał się podjąć! A to tłumaczono jej, że nie robią wolumetrii, a to że nie mają doświadczenia z hialuronidazą, a to, że się obawiają, bo przecież ona jest aktorką. Odmówiono jej w pięciu wiarygodnych, uznanych miejscach. Dziś wróciłem do pracy. Z samego rana, przed umówionymi pacjentami, aktorka przyszła po ratunek. I bez USG widziałem, że kwas został inaczej podany z każdej strony, więc będzie trochę do rozpuszczenia, nie zrobi się tego jednym zabiegiem.

Co poszło nie tak?

Dlaczego tak się zadziało? Mogło wystąpić kilka czynników i każdy w jakimś stopniu przyczynił się do powstania problemu. Po pierwsze, kwas, który miała podana pacjentka, był średniej jakości. Nie lubię go, bo jest specyficzny. Niby ani zły, ani dobry, ale lubi dawać odczyn zapalny. Po drugie, znam już tę pacjentkę na tyle dobrze, że wiem, iż generalnie nie reaguje dobrze na kwas hialuronowy. Trzy – bolało ją w czasie zabiegu. Cztery – podano nieodpowiednią ilość kwasu. Pięć – preparat podany był kaniulą, czyli metodą mało precyzyjną (dodatkowo kaniula rozrywa tkankę, co powoduje większy obrzęk). Sześć – błędem było to, że w ogóle wykonano ten zabieg w sytuacji, gdy wiadomo, że aktorka ma przed sobą wystąpienie i musi super wyglądać.
Do zdjęć zostało kilka dni, a przecież nie mogę pacjentce dać od razu za dużo hialuronidazy, bo nie wiem, jak zareaguje, może np. opuchnąć. Poza tym, jak robię hialuronidazę na powikłania po kimś, nie podaję jej na całość, tylko staram się modelować twarz, aby zachować jej dobry kształt. Dyskretne i bezpieczne przywrócenie aktorce wyglądu sprzed zabiegu zajmie mi dwa tygodnie, bo korekty nie robi się w czasie jednej wizyty, potrzeba kilku podejść, szczególnie, że powierzchnia jest duża, prawa i lewa strona są nierówne, a miejsce, gdzie został podany kwas, wyraźnie odcina się od reszty twarzy.
To nie był pierwszy przypadek, gdy mój pacjent postanowił spróbować szczęścia gdzie indziej, a potem wracał, bo nie było efektu albo coś zepsuto. Promocje to silna pokusa.

Wniosek:
Lepiej być wiernym jednemu lekarzowi, niż dać się skusić promocji. Bywa, że okazje tylko pozornie są okazjami, za to niosą spore ryzyko. Owszem, możesz ryzykować, jeśli masz tego świadomość i liczysz się z konsekwencjami. Uważaj też na doradców – nie każda rada jest dobra. Medycyna estetyczna to nie kosmetologia, i ingeruje w nasz organizm, dlatego lepiej się zastanowić, zanim się zdecyduje na jakiś zabieg, i ze względu na bezpieczeństwo i na estetykę.

EDIT:

Ponieważ od zdarzenia do wstawienia artykułu minęło trochę czasu, historia miała swoją kontynuację. Pacjentka pojawiła się u mnie 4 razy na zabiegu korekcji/rozpuszczania kwasu hialuronowego. Udało się w ten sposób uzyskać efekt przywrócenia twarzy do wyglądu z przed podania kwasu hialuronowego. Czyli mamy happy end, problem asymetrii zniknął

Ostatni komentarz
  • Problem asymetrii zniknął a co ze zmarszczką?

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.