Pisałem ostatnio sporo o kwasie hialuronowym, ciągle jednam mam wrażenie, że temat nie jest wyczerpany.

Podkreśla się, że kwas hialuronowy jest bezpieczny i biozgodny. I to prawda. Prawdą jest jednak także to, że kwas hialuronowy wykorzystywany w medycynie estetycznej otrzymywany jest sztucznie, w fabryce. A to oznacza, że nie jest w stu procentach czystym kwasem hialuronowym, bo proces produkcji nie pozwala na otrzymanie takiego idealnego preparatu. Dlatego, kiedy mówi się o podziale kwasu hialuronowego na różne rodzaje (np: rzadkie, średnio gęste i gęste, a także jedno i dwufazowe, itp.) to ja podkreślam, że dla mnie najważniejszy jest podział na kwasy dobre i złe.

wypełniacze

Zdjęcia z zabiegów (fot. Triclinium)

Z medycznego punktu widzenia kwas HA jest tzw. implantem, i przede wszystkim ma nie szkodzić, czyli pozostawać obojętnym dla zdrowia pacjenta. Oczywiście ważne jest też, żeby się nie przesuwał, żeby był prosty w stosowaniu, itd. Jednak najważniejszą rzeczą jest, aby był bezpieczny. Podczas stosowania HA nie istnieje wyższy cel, który usprawiedliwiałby błędy lub działania uboczne – w końcu wykonujemy zabieg estetyczny, w odróżnieniu np. od sytuacji, gdy ratując komuś życie wykonujemy masaż serca, podczas którego dochodzi do złamania żeber (co jest usprawiedliwione, bo doszło do niego w warunkach wyższej konieczności ratowania życia). Dlatego warto zwrócić uwagę na jakość stosowanego preparatu.

Zwróćmy uwagę, że każdy kwas hialuronowy w czystej postaci byłby równie bezpieczny. Problem polega na tym, że nigdy nie podajemy w stu procentach czystego kwasu hialuronowego. Powstaje on w fabryce, gdzie jest wytwarzany przez genetycznie zmodyfikowane bakterie. Choć teoretycznie każdy może zakupić takie szczepy bakterii i robić kwas, to sam proces jest technologicznie skomplikowany i kosztowny, część firm idzie więc na skróty i oszczędza na procesach opisanych dalej. Najważniejszym etapem produkcji kwasu nie jest jego synteza przez bakterie, ale oczyszczanie kwasu hialuronowego. Jakoś trzeba powstały kwas odseparować od bakterii, które go produkują. Trochę jak miód od pszczół, które go wytworzyły. Okazuje się, że większość komplikacji wskutek stosowania HA wynika nie z samego charakteru kwasu, ale właśnie z zanieczyszczeń białkowych. Obecność w preparacie bakterii niesie poważne ryzyko infekcji i biofilmu, natomiast pozostałości ścian komórkowych to silne alergeny (sam HA nie alergizuje). Organizm pacjenta może je też zidentyfikować jako ciała obce i zareagować mechanizmami obronnymi. Tak więc oczyszczanie kwasu hialuronowego jest kluczowe. Przecież miodu też nie jemy z pszczołami, które go produkują, prawda?
Kolejnym etapem technologii produkcji, na którym może dojść do zanieczyszczeń, jest sieciowanie, czyli zagęszczanie kwasu poprzez dodawanie do niego specjalnego preparatu, pod wpływem którego cząsteczki kwasu łączą się w większe konglomeraty. Dzięki temu utrzymuje się on w skórze dłużej (nie jest przez nią natychmiast metabolizowany). Większość producentów HA używa do sieciowania tego samego preparatu, jednak nie każdy dysponuje warunkami gwarantującymi wysoką aseptykę i pełną sterylność. Sam preparat sieciujący też może być różnej jakości i czystości, a to dla jakości gotowego kwasu ma kluczowe znaczenie.
Do zanieczyszczenia kwasu może też dojść na etapie pakowania, przechowywania i transportu. Samo opakowanie/strzykawka może być wykonane z bezpiecznego plastiku albo przemysłowego, zawierającego jakieś toksyczne związki. Ale tego ani lekarz, ani pacjent, nie jest w stanie zweryfikować, to już zależy od etyki producenta. A generuje koszty. Już kiedyś pisałem, że kupując zawór do karboksyterapii wydałem prawie 600 zł, podczas gdy mogłem kupić w sklepie hydraulicznym za 50 zł, oczywiście inaczej wykonany, ale działałby tak samo, poza tym, że niekoniecznie był wykonany z bezpiecznego dla ciała ludzkiego materiału.
Cena preparatu jest w jakimś stopniu pochodną całego procesu produkcji – oczyszczania, sieciowania i pakowania. Różnica w cenie między najtańszym i najdroższym kwasem jest około 10-krotna i w znacznym stopniu wynika ona z technologii zastosowanych w produkcji. Oczywiście marketing, reklama też odgrywają rolę, ale z drugiej strony najlepsze marki wydają też trochę na badania oceniające klinicznie swoje produkty.
Czy jednak – przy założeniu, że nie kupujemy najtańszego kwasu hialuronowego, czego zdecydowanie odradzam – jest jakiś sposób, aby zyskać pewność, że HA jest dobry? Przede wszystkim warto czytać informacje podawane przez producenta. Jest tam na ogół informacja dotycząca stopnia oczyszczenia preparatu, z której wynika, ile w nim zostało ścian komórkowych bakterii, które go wytworzyły. Jeśli producent nie chce jej podać, to jest to podejrzane. Każdy kwas hialuronowy powinien też posiadać certyfikat wyrobu medycznego, co daje gwarancję jakości, jako że certyfikat ten wymusza stosowanie w produkcji określonych standardów. Żeby nie było wątpliwości – preparaty bez certyfikatu radzę omijać z daleka.
Niestety i tu może dochodzić do nadużyć. Niektóre chińskie firmy podrabiają certyfikaty lub też pokazują certyfikat, który otrzymały na inny wyrób. Z tego powodu ważny jest też kraj pochodzenia – bezpieczniej kupić preparat ze Szwajcarii niż z Chin. Warto się też zorientować, od ilu lat producent preparatu jest na rynku. Dobrą wskazówką jakości jest też cena. Sam kupuję kwasy z górnej półki cenowej (choć wcale nie najdroższe). Nie wyobrażam sobie niższego standardu, bo to by obniżyło moją wiarygodność.
A co, jeśli kwas jest zły?
Zły kwas krótko się trzyma. Czasami nawet 2-3 razy krócej niż dobry Przede wszystkim jednak powoduje ryzyko różnych komplikacji. Wyobraźmy sobie złamaną nogę, którą trzeba skręcić śrubami. Jeśli są one wykonane z tytanu, to są biozgodne i nie powstanie stan zapalny. Jeśli jednak byłyby na przykład stalowe, to układ odpornościowy rozpoznałby je jako ciało obce i zareagował stanem zapalnym. Stan zapalny po podaniu kwasu hialuronowego może przybierać formę ropnia, jak u pacjentki, o przypadku której pisałem już dwukrotnie. Ale może przebiegać w sposób na zewnątrz niewidoczny.
Dlatego niepokoi tendencja, że za podawanie kwasu hialuronowego biorą się kosmetyczki. Niestety bardzo często odbywa się to w ten sposób, że ledwie zrobią kurs, od razu kupują kwas, często tani, od firm, które twierdzą, że ich kwas jest najlepszy. Każdej firmie zależy na sprzedaży, to oczywiste, problem w tym, że kosmetyczka często nie ma jak sprawdzić tych informacji, a czasami nie potrafi. HA można też kupić w portalach aukcyjnych, gdzie niektórzy dają się nabrać na podróbki za połowę ceny. Ale i gabinety nie są bez grzechu – zdarza się, że informują pacjentów, że otrzymali oni inny kwas, niż im w rzeczywistości podano. Jednym słowem, trzeba być bardzo ostrożnym. Na rynku jest duża konkurencja, pojawiają się nowe firmy, z punktu widzenia których nie dobro pacjenta, tylko sprzedaż jest najważniejsza. Tylko nie zapominajmy też, że skoro słaby kwas utrzymuje się 2-3 razy krócej, to oszczędność z racji niższej ceny zabiegu jest pozorna – trzeba je wykonywać 2-3 razy częściej. A dodatkowo fundujemy sobie zwiększone ryzyko powikłań.

Share this article