Pacjentom coraz trudniej wybrać dobry zabieg z następujących powodów:

– jest coraz więcej gabinetów i każdy chwali swoją ofertę,

– medycyna estetyczna to coraz większy biznes dla producentów i dystrybutorów, którzy coraz więcej i natarczywiej reklamują swoje produkty,

– częściej niż dotąd wchodzą na rynek nowe urządzenia/produkty (do niedawna pojawiało się ich 4-5 rocznie, obecnie kilka razy więcej), zapowiadane jako rewolucyjne, choć wcale takimi nie są,

– konkurencja na rynku sprawia, że coraz więcej producentów, gabinetów i lekarzy posuwa się do manipulacji

Nie mam dla pacjentów recepty, jak mogą uniknąć pułapek i dokonać dobrego wyboru, ale stworzyłem katalog zasad, który być może ułatwi im to zadanie.

Aby zostać lekarzem medycyny estetycznej nie wystarczą dobre chęci (fot. Berzin/Pixabay)

Czym się kierować przy wyborze   Coraz trudniej jest wybrać gabinet i lekarza medycyny estetycznej (fot. Berzin/Pixabay)

1. Uczciwość

To chyba nie wymaga wyjaśnień. Lekarz powinien np. informować pacjenta, co naprawdę jest w stanie dla niego osiągnąć proponowanymi zabiegami, nie składać obietnic bez pokrycia. O uczciwości myślę też, gdy w grę wchodzi dopasowanie zabiegu do pacjenta, uwzględniające nie tylko jego wiek, stan zdrowia, styl życia i oczekiwana, ale też finansowe możliwości.

Aby wykonać pewne zabiegi, potrzebne są odpowiednie narzędzia, nie każdy gabinet je ma, a mimo to zdarza się, że lekarz próbuje zatrzymać pacjenta, wykonując zabiegi metodami, które są w jego przypadku nieskuteczne. To nieuczciwe, i wiąże się z kolejnym punktem.

2. Szerokie spektrum metod

Im więcej urządzeń, preparatów i metod jest do dyspozycji w gabinecie, tym większa szansa, że lekarz sobie poradzi z problemami, z którymi przychodzą do niego pacjenci. Unikałbym gabinetów, które bazują tylko na kwasie hialuronowym, botoksie i pilingu. Nie da się tymi metodami podjąć kompleksowych działań. Doraźne wstrzyknięcie botoksu czy HA to jeszcze nie jest kompleksowa i nowoczesna medycyna estetyczna.

3. Rozsądne podejście do nowinek

Nowinki wymagają testowania. Można powiedzieć, że przechodzą próbę czasu – niektóre z powodzeniem, większość jednak nie. Dlatego niekoniecznie warto za nimi podążać. Rynkiem sterują mody. Warto poczekać rok czy nawet dłużej, sprawdzić, czy metoda się utrzymała, czy też jest już w odwrocie. Na przykład HIFU, o którym pisałem już 2-3 lata temu, gdy zabieg był mało popularny i mało dostępny, głównie dlatego, że urządzenie do wykonania tego zabiegu było bardzo drogie, przetrwało czas próby i to teraz jest na niego moda. Z jednej strony to bardzo dobrze, bo to dobry zabieg, z drugiej nie, ponieważ oprócz porządnych urządzeń, pojawia się na rynku wiele klonów. To między innymi spowodowało nakręcenie mody, bo te klony trzeba było reklamować, żeby się sprzedawały, tyle tylko, że niektóre z nich okazują się słabe albo niebezpieczne. O tym, jak może się skończyć przygoda z takim sprzętem, w następnym punkcie.

4. Uwaga na podejrzanie niską cenę

Miałem taki przykład ostatnio. Pacjentka przyszła do mnie mówiąc, że miała trzy zabiegi HIFU za 1000 zł łącznie i nie widzi efektów. Gdybym sam miał wykonać ten zabieg w takiej cenie, to musiałbym do niego dopłacić. Urządzenie jest drogie, a trzeba jeszcze doliczyć koszt kartridża i pracę lekarza. Jeśli komuś się opłacało zrobić trzy zabiegi HIFU za tysiąc złotych, to oznacza, że: albo robił je byle jak (np. „po łebkach” mało strzałów, żeby zaoszczędzić kartridże), albo urządzenie było bardzo tanie, a że takie nie trzyma parametrów, zrozumiałe byłoby, dlaczego zabieg okazał się nieskuteczny, albo też nie było to żaden zabieg HIFU, a tylko został sprzedany jako taki, bo hasło „HIFU” jest teraz modne. Ta ostatnia hipoteza wcale nie jest taka abstrakcyjna – z opisu pacjentki wynikało, że zarówno procedura zabiegów jak i częstotliwość ich wykonywania (co 3 tygodnie, zamiast co 3 miesiące) odbiegały od przyjętych dla HIFU.

5. Warto zwracać uwagę, czy gabinet reklamuje metodę czy urządzenie

Podejrzliwie patrzę na reklamowanie nie zabiegów, ale urządzeń. Nazwa urządzenia niewiele mówi o metodzie, ale jest na ogół związana z reklamą nowości lub reklamą producenta. Moim zdaniem dla pacjenta ważniejsza jest informacja o metodzie (np. laser frakcyjny CO2, rf mikroigłowa, HIFU), a nie o modelu urządzenia, jakim zostanie wykonany zabieg. Usłyszałem ostatnio, że jestem chyba jedynym w Polsce lekarzem, który promuje metody, a nie konkretne urządzenia. Pewnie tak jest, bo czuję się niezależny od producentów i dystrybutorów sprzętu i produktów, i nie muszę, jak inni, wskakiwać do pociągu pod hasłem „a teraz wszyscy reklamujemy urządzenie X”. Nazwa urządzenia nie ma znaczenia, bo to nie ona gwarantuje efekt zabiegu. Zależy on od doboru urządzenia/metody/preparatu do konkretnego przypadku i doświadczenia lekarza, który, jeśli to konieczne, potrafi działać nawet na granicy bezpieczeństwa, jeśli to może przynieść pożądany skutek. Oczywiście, odrzucam skrajne przypadki, gdy gabinet kupuje urządzenie bardzo kiepskiej jakości.

Gabinet, który kieruje się tylko nazwą urządzenia, najprawdopodobniej niewiele wie na temat samej technologii, i, co ze smutkiem stwierdzam nie rozumie, jak ona działa – kupuje coś, co zachwala producent, co jest mocno reklamowane. To mi przypomniało o przypadku, który miałem ostatnio. Pacjentka usuwała u mnie tatuaż, ale po dwóch zabiegach u mnie została zwabiona do innego gabinetu na laser pikosekundowy, bo dowiedziała się, że dwa takie zabieg przyniosą jej oczekiwany efekt. Nie przyniosły. Wtedy sama się zainteresowała technologią tego lasera, zaczęła czytać o jego działaniu i parametrach. Próbowała się też dowiedzieć od lekarza, jakie parametry zastosował i jaką długość fali ma laser. Parametry lekarz podał, długości fali już nie. Czemu? Nie wiadomo, ale najprawdopodobniej ponieważ nie wiedział, a przecież wiedza na ten temat to rzecz podstawowa.

6. Trzeba pytać o spodziewany efekt zabiegu

Są sytuacje, gdy efekt jest nieprzewidywalny, ponieważ zależy od zbyt wielu czynników. Ale w niektórych przypadkach to pytanie ma naprawdę mocne uzasadnienie, np. jeśli spodziewamy się efektu działania kwasu hialuronowego przez 6 miesięcy, a on znika po trzech miesiącach, albo jest reklamowany jako utrzymujący się 12 miesięcy. Takie informacje dobrze byłoby uzyskać od lekarza, zanim się zdecydujemy na zabieg.

Przykład: pojawił się nowy wypełniacz na bazie kolagenu, a wraz z nim opinie, że jest świetnym wypełniaczem nowej generacji, co jest niczym innym, jak tylko kolejną próbą zawojowania rynku przez kolagen (sztuczny oczywiście). Poprzednie skończyły się wycofaniem preparatów, bo było dużo przypadków alergii, a efekt utrzymywał się zaledwie ok. 2-3 miesięcy. Teraz znów się go wprowadza, bo chwytliwa marketingowo nazwa „kolagen”, działa elektryzująco. Gdyby zapytać lekarza, jak długo będzie się utrzymywał efekt, to jeśli jest uczciwy, powie, że ok. 3 miesięcy. Czy zatem jest sens go stosować, skoro po kwasie hialuronowym mamy efekt na 6 miesięcy?

Inny przykład: Lasery  na odchudzanie działające w podczerwieni są reklamowane jako nawet lepsze od kriolipolizy. Sprawdziłem badania, które są dla mnie ważniejsze od reklam i informacji producentów, i dowiedziałem się, że efekt, gwarantowany przez tę „rewelacyjną” metodę, to wyszczuplenie o 3 mm w miejscu zabiegu. To oznacza, że jeśli zrobimy cały brzuch i boczki i założymy, że obwód ciała to koło (wiadomo, że nie jest kołem, ale inaczej trudno to policzyć inaczej), to da to maksymalnie 2 cm różnicy w obwodzie przed i po zabiegu (ale brzuch i boczki będą bardziej płaskie o 3mm na powierzchni zabiegu). Czyli jak ktoś miał 80 cm to będzie miał 78-79 cm. Jeśli jest pacjent, któremu to wystarcza, to w porządku. Byleby wiedział, czego może się spodziewać. Ale jeśli pacjent idzie na zabieg, bo słyszy o cudownych efektach i wyobraża sobie nie wiadomo co,  to lepiej, żeby zapytał o twarde fakty.

Gdy przychodzą do mnie pacjenci z pytaniem, czy usunę bliznę zanikową po ospie w taki sposób, że nie będzie śladu, to mówię, że zmiana będzie znacząca, ale nie gwarantuję, że nie pozostanie po niej żaden ślad. Chyba, że dla pacjenta w ogóle nie ma znaczenia liczba zabiegów i czas, a tylko efekt, wówczas jest to bardzo prawdopodobne (ale też nie 100% pewne)

7. Pytajmy jakie są alternatywy dla zabiegu

Na ogół są. Praktyka jednak pokazuje, że jak ktoś ma na jakiś przypadek konkretne urządzenie, to będzie przekonywał, że ono jest właśnie najlepsze. Np. pacjent, przychodzący z problemem opadających powiek do gabinetu, który zainwestował w plazmę, usłyszy, że jest to jedyna i najlepsza metoda. Tymczasem ja zapewniam, że ani jedyna, ani najlepsza. Ten sam efekt można uzyskać choćby laserem CO2.

8. Zachowajmy zdrowy rozsądek

Czasem intuicja nam podpowiada, że ktoś próbuje nas na siłę namówić na zabieg. Warto jej zaufać. Przykład: dziewczyna poniżej 30 lat oświadczyła w gabinecie, że chciałaby zrobić sobie zabieg osoczem, ale powiedziano jej, że lepiej nie, bo osocze jest rakotwórcze, i że lepiej, żeby zrobiła HIFU.  Dlaczego tak ją poinformowano? Wiadomo, zabieg HIFU jest sporo droższy. Ale jak w ogóle można mówić pacjentom, że osocze jest rakotwórcze (dodam, że gabinet miał osocze w ofercie)?

Innej pacjentce, w podobnym wieku, zaczęły przeszkadzać bruzdy, więc poszła do gabinetu na wypełnienie. Jej przypadek wymagał najwyżej 1 ml kwasu hialuronowego, ale lekarz wynalazł jej na twarzy tyle rzeczy, że trzeba było zużyć aż 10 ml preparatu. Kolejna pacjentka poszła do lekarza z blizną na grzbiecie nosa. Zaproponowano jej laser frakcyjny (ok), wymrażanie (??) i ostrzykiwanie komórkami macierzystymi… nasady nosa, czyli miejsca odległego od blizny, z którą pacjentka przyszła. Warto więc zachować zdrowy rozsądek i asertywność, i nie dać się naciągnąć.

9. Pytajmy o gwarancję efektów

Nawet mając świadomość, jak bardzo efekty zależą od nieprzewidywalnych czynników, lekarz powinien umieć z dużym prawdopodobieństwem określić szanse powodzenia zabiegu, stopień poprawy. Jeśli widzimy, że dana klinika reklamuje się jako usuwająca każdy problem szybko i w 100% to brzmi to podejrzanie.

10. Unikajmy „naj”

Zdarza się, że promuje się „najlepszy laser”, „najnowocześniejszy laser”, „najszybszy laser”, itp. Nie ma czegoś takiego jak najlepszy sprzęt. Są dobre i złe, dobrze i źle wykorzystywane. I tylko tyle. Zastanówmy się na przykład czy najszybszy laser do depilacja oznacza, że skutecznie usunie owłosienie? Wcale nie! Oznacza jedynie, że zabieg trwa krócej.

11. Zasięgnijmy opinii, od jak dawna działa gabient i lekarz…

… a także, jakie lekarz ma wykształcenie, czy kończył studia medycyny estetycznej.

12. Uważajmy na promocje, zwłaszcza cenowe

Wszelkie pakiety są podejrzane, zwłaszcza typu „dwa zabiegi w bardzo wysokiej cenie, a trzeci za darmo”, bo to moim zdaniem pokazuje nastawienie na zysk, a nie na dobro pacjenta.

13. Upewnijmy się, czy lekarz używa własnego sprzętu

Jeśli sprzęt jest pożyczony lub w leasingu, lekarz może nie znać go dość dobrze, może nie być z nim oswojony, a to stwarza ryzyko, że nie zrobi z niego najlepszego możliwego użytku.

Share this article