Usłyszałem niedawno, że poza moim blogiem nie da się przeczytać w sieci niczego wiarygodnego na temat medycyny estetycznej. Wolałbym jednak, aby było inaczej. Niestety większość artykułów urodowych albo powiela nieprawdy albo jest pisana z konkretnym celem marketingowym. Przeciętny czytelnik nie ma szansy oddzielić prawdy i półprawdy od fałszu

Domowy IPL, czy to ma sens (rys. Fotolia)

Domowy IPL, czy to ma sens (rys. Fotolia)

Niedawno w dużym portalu czytałem artykuł o depilacji domowej, w którym zachwalane były zalety depilatorów domowych IPL. Na jego przykładzie pokażę, jak z półprawd lub przemilczeń buduje się u czytelników przeświadczenie, że warto kupić takie urządzenie, mimo iż jego skuteczność jest wątpliwa.
Zacznijmy od tego, że urządzenia tego typu nie są w stanie dać trwałego efektu depilacji u 95% osób. Jedyne co mogą zrobić, to osłabić włosy. I to jest logiczne – taki IPL, przeznaczony do depilacji domowej, dostępny w sprzedaży detalicznej, dla każdego, a więc i dla osób, które nie muszą znać budowy i funkcjonowania skóry i raczej nie będą się stosować do wymogów bezpieczeństwa, ma fabrycznie tak ustawioną możliwość generowania maksymalnej energii, żeby nikomu nie zrobić krzywdy. Prawo nie pozwala sprzedawać w detalu urządzeń, którymi klient może sobie zrobić krzywdę, na przykład się poparzyć. Ich energia jest więc niska, są za słabe, aby były skuteczne w przypadku trwałej depilacji. W tym przypadku bezpieczeństwo przekłada się na jego nieskuteczność.
Takie urządzenie mogłoby zadziałać na ciemne i grube włosy, osłabiając je na jakieś 2-3 tygodnie. Jednym słowem, nie można porównywać depilacji domowej IPL z depilacją profesjonalnym urządzeniem (laserem czy E-Light) w gabinecie, gdzie zabieg polega na kontrolowanym poparzeniu cebulki włosa.
W artykule tym natknąłem się też na niezdarną próbę porównania IPL do laserów, z niedopowiedzeniami, które mogą sugerować czytelnikowi, że zaletą domowego IPL-a jest coś, co w istocie jest jego wadą. Jest napisane np., że IPL jest mniej inwazyjny od lasera. To jest prawda, tyle że w artykule nie dodaje się, że „mniej inwazyjny” oznacza w tym wypadku „mniej skuteczny”.

Jest też informacja, że „laser to jedna wiązka światła o konkretnej długości fali, która pada na każdy włosek z osobna, a IPL to spektrum różnych wiązek o różnych długościach fali, które padają na konkretny obszar i docierają do różnych warstw skóry”. Nieścisłością jest, że laser strzela w każdy włosek z osobna, a IPL nie. Owszem, aby usunąć włosy, musimy poparzyć każdą pojedynczą sztukę włosa, ale nie strzelamy w każdy włos z osobna, bo zarówno laser jak i IPL mają powierzchnię zabiegową większą od powierzchni pojedynczego włosa. W obu zabiegach jeden strzał oznacza trafienie większej liczby włosów jednocześnie, przy czym przy IPL jest ich jednorazowo więcej, bo obszar zabiegowy tego urządzenia jest większy. Informacja, że IPL to spektrum wiązek o różnych długościach fal, jest prawdziwa, tyle że to wada, a nie zaleta, w porównaniu z jedną długością fali lasera. Aby wyjaśnić, dlaczego tak jest, muszę przypomnieć, na czym polega depilacja i co oznacza selektywność lasera. Jak wspomniałem, aby usunąć włos na trwałe, trzeba go zniszczyć przez poparzenie cebulkę. Robi się to w ten sposób, że działa się na nią falą światła, która zamieniana jest na ciepło – cebulka obumiera wskutek uszkodzenia termicznego. Najistotniejsze w takich zabiegach jest to, aby zadziałać (poparzyć) tylko i wyłącznie cebulkę, bez poparzenia przy okazji wszystkich innych struktur wokół. We włosach i cebulkach jest skoncentrowany barwnik, trzeba więc dobrać taką długość fali, która byłaby wchłanialna przez ten barwnik, a nie przez inne struktury, jak krew, kolagen czy woda. Z tego punktu widzenia laser, z jedną długością fali, jest idealnym rozwiązaniem. Mówi się o nim, że jest selektywny, bo właśnie „wybiera” dokładnie to, na co ma zadziałać.  IPL działa inaczej – nie da się wydzielić jednej długości fali, tylko pewien wycinek fal. Jest on więc nieselektywny. Większe spektrum fal oznacza, że IPL działa nie tylko na cebulkę, ale też na tkanki dookoła. Z tego też względu, nawet w gabinecie, nie można działać IPL-em z taką energią jak laserem, bo doszłoby do poważnych poparzeń. Aby IPL mógł zadziałać z taką samą skutecznością jak laser, musiałby wywołać znacznie poważniejsze poparzenie. To dotyczy jednak lasera i IPL-a w użytku gabinetowym. IPL używany w depilacji domowej nie wywoła podrażnień bo ma niską energię, a więc – nie zadziała.
W artykule, który przywołuję, jest też takie zdanie: „Laser doskonale działa na ciemne, bardzo widoczne włoski, ale może wywoływać podrażnienia. IPL to metoda, która radzi sobie z różnego rodzaju owłosieniem na różnych typach skóry i jest bezbolesna”. Można z niego wywnioskować, że lasery są gorsze, bo działają tylko na ciemne włosy i wywołują podrażnienia.  Nie jest absolutnie prawdą, że IPL radzi sobie z różnego typu owłosieniem na różnych typach skóry w przeciwieństwie do lasera, który radzi sobie tylko z ciemnymi włosami. IPL, jak wspomniałem, jest nieselektywny, więc tym bardziej nie poradzi sobie z owłosieniem innym niż ciemne. Żeby wypalić nim jasne włosy na jasnej skórze, trzeba by wypalić z nimi całą skórę. Zabieg jest bowiem tym skuteczniejszy, im większy jest kontrast między skórą i włosem.
Depilatory IPL, powszechnie dostępne w detalicznej sprzedaży, kosztują ok. 2 tys. zł. Moim zdaniem szkoda na nie pieniędzy. Lepiej je przeznaczyć na zabiegi trwałej depilacji w dobrym gabinecie.

Share this article