Młody chłopak, gimnazjalista, przechodził w szkole przez płot tak nieszczęśliwie, że spadł i rozerwał sobie skórę na czole. Po wypadku pozostała mu nieestetyczna, biegnąca po skosie blizna. Trafił do mnie 2 miesiące po wygojeniu się rany, a więc dosyć szybko, i fakt ten był kluczowy dla powodzenia zabiegów.

Niestety, chirurdzy na ogół nie mają świadomości, jak ważne jest jak najwcześniejsze podjęcie działania, co gorsza, zalecają pacjentom, aby czekali z zabiegami na blizny pół roku, a nawet rok po zagojeniu się rany. To jest błąd. Najskuteczniejsza jest terapia na świeżą bliznę, kiedy nawet nie chodzi o to, aby ją usunąć, ale aby sterować gojeniem. Równie ważne jest to, by pacjent przychodził na zabiegi tak często i regularnie, jak zaleca lekarz.
Na zdjęciu pokazuję stan po 7-8 zabiegach. W efekcie udało mi się zarówno odbudować strukturę blizny, jak i skorygować kolor, co nie udaje się często. Na ogół, nawet jeśli tkanka jest już przebudowana i wyrównana, to po bliznach tego typu w tym miejscu zostaje biały ślad. U mojego pacjenta blizna ma kolor skóry.
Chłopak jest już teraz zadowolony z efektów i mógłby na tym poprzestać. Jednak rodzice i trochę ja nalegamy, żeby kontynuować zabiegi, więc prawdopodobnie wykonam ich jeszcze trzy lub cztery, delikatniejsze niż dotąd, żeby zniknął ślad po bliźnie. Warto pamiętać, że efekt widoczny po ostatnim zabiegu, nie jest efektem finalnym, bo tkanka przebudowuje się nadal i będzie to robić dłuższy czas.
Przyład tego młodego człowieka uzmysławia, co można zdziałać medycyną estetyczną, jeśli się wdroży odpowiednie działania.

Blizna PRZED rozpoczęciem zabiegów (fot. arch. własne)

Blizna PRZED rozpoczęciem zabiegów (fot. arch. własne)

Blizna po serii zabiegów (fot. arch. własne)

Blizna po serii zabiegów (fot. arch. własne)

Share this article