Marek Wasiluk
 

Przebarwienie na pół twarzy. Szokujący efekt terapii!

Przypadek, który dzisiaj opisuję, mogę uznać za najbardziej szokujący, najbardziej spektakularny i najbardziej zaskakujący mnie samego od kilku lat. Bardzo chciałbym, aby informacje o tej terapii rozeszły się szeroko, bo daje ona nadzieję na to, że wiele innych przypadków, na pozór beznadziejnych, może zakończyć się wielką zmianą.

Dla mnie osobiście jest to potwierdzenie słuszności ścieżki, którą podążam w swojej pracy, ścieżki analizowania, wymyślania, testowania rozwiązań, w celu realnej pomocy pacjentom. Nazywam to medycyną estetyczną premium, w odróżnieniu od dewaluującej się medycyny estetycznej polegającej na wstrzykiwaniu preparatów i odhaczaniu w grafiku kolejnego pacjenta.
Pacjentce, która do mnie przyszła, mogłem zaproponować jakąś standardową terapię, dobrze na niej zarobić, a po kilkunastu zabiegach powiedzieć „przykro mi, nie zadziałało”, i pacjentka przyjęłaby to ze zrozumieniem, bo w innych gabinetach, w których była wcześniej, też „nie zadziałało”. Dziękuję też mojej pacjentce za zgodę na udostępnianie jej wizerunku, bo bez pokazania zdjęć ta historia nie brzmiałaby tak samo.

Zobacz też:
Jak usunąć przebarwienia – 5 złotych zasad

Przebarwienie na pół twarzy

Pani Beata (20+) urodziła się z rozległym przebarwieniem na twarzy. Połowa jej twarzy miała jasnobrązowy kolor. To niełatwa sytuacja, do której trudno się przyzwyczaić, szczególnie w społeczeństwie, które ocenia człowieka na podstawie wyglądu. Dzieciństwo, a potem dojrzewanie jest wystarczająco wymagającym okresem dla młodych ludzi, a plama na twarzy, której nie ma jak zamaskować, dokłada jeszcze dodatkowego ciężaru.
Ta młoda kobieta, bardzo sympatyczna i wrażliwa, przyszła do mnie rok temu z pytaniem, co można zrobić z jej przebarwieniem.

Na początku nie byłem pewny, czy mogę w ogóle się angażować w proponowanie jakiejkolwiek terapii. Tym bardziej, że problem dotyczył twarzy. W innych miejsca, np. na nodze, można eksperymentować, bo nawet jeśli coś nie wyjdzie, jeśli będzie chwilowe pogorszenie albo pojawi się blizna, noga nie jest tak eksponowanym miejscem jak twarz.

Przebarwienia są trudne w leczeniu i nieprzewidywalne. Jak zająć się takim ogromnym przebarwieniem na twarzy, aby efekt nie był jeszcze gorszy i aby terapia była bezpieczna? To było pytanie, które sobie zadawałem.
Mam duże doświadczenie w terapiach na przebarwienia. Nie zawsze da się je usunąć w stu procentach. Wyniki jakie osiągam w większości przypadków, 70-90 procent skuteczności, uznaję za bardzo dobre, i raczej niespotykane w innych gabinetach. Ale terapia trwa długo, czasem jest skomplikowana, bywają nawroty, a nawet czasowe pogorszenie. Z tego typu przebarwieniami, jak u pacjentki, miałem już do czynienia, ale na nodze, udzie, brzuchu. Na twarzy też, ale było ono wielkości pięciozłotówki. Wiedziałem więc, że likwiduje się je opornie i że bywają porażki w postaci ściemnienia, zamiast usunięcia.

Przyznam więc, że nie byłem pewny, czy w ogóle podejmę się terapii. Ale porozmawialiśmy. Pani Beata opowiedziała, że była już w kilku miejscach, próbowała różnych metod i nic nie działało. Nie zdarzyła się żadna, nawet minimalna poprawa. Odwrotnego efektu, czyli pogorszenia, też na szczęście nie było. Więc się poddała, a potem znalazła mnie, lekarze od trudnych, wręcz czasem beznadziejnych przypadków.

Wiedziałam więc już, jakie metody nie zadziałały, co było ważną informacją. Aczkolwiek tego typu informacje nie determinują potem mojego działania, ponieważ nawet stosując te same urządzenia, czy metody, co w innych gabinetach, uzyskuję często odmienny rezultat, bo jeszcze dochodzi kwestia parametrów (u mnie na ogół niestandardowe) i łączenia ze sobą różnych zabiegów.

Zobacz koniecznie:
Przebarwienia na twarzy – jak powstają, grupy ryzyka i jak im zapobiegać

 

Centymetr po centymetrze

Jak zwykle w takich przypadkach zagrałem w otwarte karty, mówiąc szczerze, że nie wiem, czy osiągnę jakąkolwiek zmianę, że jest to trudne, ryzykowne, itp. Zaproponowałem rozwiązanie, które co prawda było rozciągnięte w czasie, ale dawało możliwość bezpiecznego przetestowania różnych metod. Przebarwienie wchodziło na żuchwę i podbródek, i na tym podbródku, w mało widocznym miejscu, zastosowałem eksperymentalnie 4 różne metody. Po jednej metodzie na 1-2 cm2 przebarwienia. Chodziło o sprawdzenie kilku metod bez robienia inwazyjnych zabiegów od razu na całą twarz. Miało to też niebagatelne znaczenie, jeśli chodzi o wymiar ekonomiczny dla pacjentki, czyli koszt zabiegów.

Przewidywałem trzy możliwości: że po zabiegu może nie zadziać się nic, że może być poprawa, albo że może być pogorszenie. Nawet, gdyby pojawiła się ta trzecie opcja, pogorszenie dotyczyłoby małego fragmentu twarzy, a nie całej. Wybrałem 4 metody, a dokładnie 4 różnego typu lasery, które dedykowane są przebarwieniom. Jedne teoretycznie bardziej skuteczne, inne mniej. Parametry, jak zawsze, ustawiłem mocne, ale tu raczej nie ma zaskoczeń, nigdy nie podążam za standardowymi zaleceniami

Co się wydarzyło? Na 4 metody, które zastosowałem, 3 nie dały żadnego efektu. Zadziałała jedna. Paradoksalnie zadziałała ta, której najmniej bym się spodziewał. Gdybym zdecydował się na inne postępowanie, czyli zabiegi od razu na całą twarz, metoda po metodzie, tę wybrałbym na samym końcu. Byłem więc totalnie zaskoczony i trochę się cieszyłem, że cokolwiek przyniosło efekt, a trochę nie poprawiło mi to humoru, ponieważ zadziałała metoda najbardziej ryzykowna, którą – gdybym był np. ograniczony do wypróbowania tylko trzech metod – z pewnością bym wyeliminował. Okazało się, że była to metoda podobna do tej, którą pacjentka miała robione już wcześniej zabiegi, ale bezskutecznie. Prawdopodobnie miała zastosowane słabe parametry i inny sprzęt w porównaniu do tego, co ja zaproponowałem.

Wymazywanie przebarwienia

Z efektami, które zobaczyłem, mimo zaskoczenia, a nawet pewnego braku logiki, nie dało się dyskutować, więc podjąłem dalszą próbę, ale nadal nie na całości twarzy, tylko etapami, bo zabiegi były mocne agresywne. Zachowywałem też odpowiednią, dobrze wykalkulowaną częstotliwość między nimi. Ten pierwszy zabieg, już na większą powierzchnię niż testowy jeden centymetr, też zacząłem ostrożnie, od fragmentu mniej więcej wielkości 5×5 cm. Przyznam, że ciągle nie dowierzałem, że akurat ten laser zadział. Było to dla mnie tak niewiarygodne, że wolałem stopniowo upewniać się, że na większej powierzchni też się sprawdzi.

Kiedy pacjentka przyszła po paru tygodniach od tego zabiegu już na większą powierzchnię, naprawdę byłem w szoku, i prawdę mówiąc nadal jestem i rozpatruję ten przypadek niemal w kategoriach cudu. I już nie tylko ze względu na skuteczność, ale i sposób działania. Efekt był zero-jedynkowy – miejsce, gdzie zastosowałem laser było ostro odcięte od pozostałego obszaru, jakby ktoś od linijki wymazał barwną plamę na twarzy. Przebarwienie nigdy się tak nie zachowuje (co oznacza, że słowo „nigdy” przestaje mieć tu zastosowanie), a tutaj widać było dokładnie granicę między skórą brązową, a jasną, zdrową, bez przebarwienia. I zdarzyło się to po – uwaga – jednym zabiegu!
Wykonałem kolejny zabieg. Parametry lasera były nadal mocne, a ja nadal nieufny. Znowu zrobiłem kawałek. I znowu spektakularny efekt, aż do kolejnego etapu.

Gdy pacjentka przyszła na trzeci zabieg zobaczyłem, że dzieje się to, czego się obawiałem. Wcześniej przebarwienie spektakularnie schodziło, a teraz zaczęło wracać. Czyli przed zabiegiem na trzeci fragment twarzy, ten pierwszy zaczął ciemnieć.

Trochę się tego spodziewałem. Gdy zobaczyłem, że grozi nam nawrót przebarwienia przeanalizowałem ponownie parametry lasera i nieco zmodyfikowałem metodę plus wdrożyłem leczenie farmakologiczne. Powtórzyłem zabiegi na pierwszy i drugi fragment, a już od kolejnego stosowałem zmodyfikowane parametry i kontynuowaliśmy zabiegi, w podobny sposób, fragment po fragmencie. Aż po paru miesiącach przebarwienie znikło z całej twarzy.

Zobacz też:
Jak uniknąć przebarwień – RF mikroigłowa pulsacyjna

Pół roku później

Minęło pół roku. Zastanawiałem się, co u pacjentki, czy wszystko ok, czy trzeba jeszcze coś poprawić, a może przebarwienie wróciło i pani Beata się zniechęciła i poddała już na dobre. Zanim zadzwoniłem do niej, sama przyszła do gabinetu. Na twarzy nie ma śladu po przebarwieniu. No dobrze, ślad jest – w postaci mikroplamek na nosie i na powiece, tak drobnych, że równie dobrze można byłoby je odpuścić. To właśnie dlatego pacjentka przyszła, żeby je usunąć i zwiększyć skuteczność zabiegu z 99 procent do 100 procent.

przebarwienie na pół twarzy, przed i po zabiegu

Przebarwienie przed zabiegami (po lewej) i po zabiegach (po prawej) / fot. L’experta

Myślę o tym przypadku z dużym entuzjazmem, nie tylko ze względu na skuteczność terapii i jej nieoczekiwany wynik, ale przede wszystkim dlatego, że jest przykładem tego, jak medycyna estetyczna może odmienić życie. Pisałem już we wcześniejszym tekście [Medycyna estetyczna, która odmienia życie], że nic nie daje mi większej satysfakcji, jak realna zmiana, która przekłada się na komfort życia pacjentów.

Pozostaje pytanie, czy efekt jest stały, czy przebarwienie wróci. Moim zdaniem po takim czasie ryzyko nawrotu jest małe. A gdyby nawet tak się zdarzyło, wiem już co robić, jak zareagować, jak ewentualnie jeszcze modyfikować metodę, aby utrwalić tę pozytywną zmianę. Widzę po pacjentce, że dla niej też jest to duża zmiana, nie tylko fizyczna.

Z punktu widzenia technicznego, to nie były trudne zabiegi i nie da się ich porównać do operacji mózgu czy przeszczepu twarzy, wiadomo, że to nie ta skala. Ale pomysł, narzędzia, obmyślanie, reagowanie, a wreszcie efekt wpływający w sposób realny na jakość życia pacjentki to już podobna skala.
Nadal, gdy myślę o tej terapii, jej wynik wydaje mi się zaskakująco nielogiczny, ale to jest też to, co lubię w moim zawodzie, czyli podejmowanie wyzwań z głową otwartą na takie zaskoczenia.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.