Marek Wasiluk

Wiele razy pisałem już o tym, jakie efekty można uzyskać dzięki zabiegowi HIFU. Dziś dla odmiany napiszę, do czego HIFU na pewno się nie nadaje albo działa słabo.

Dostrzegając ogromne zalety HIFU warto też pamiętać o ograniczeniach tej metody (fot. arch. własne)

Dostrzegając ogromne zalety HIFU warto też pamiętać o ograniczeniach tej metody (fot. arch. własne)

HIFU – hit czy kit?

Coraz więcej osób i gabinetów nakręca się na to, że HIFU jest nieinwazyjnym i cudownym zabiegiem. To pierwsze nie jest prawdą, a co do cudów – owszem, ale tylko w ograniczonym zakresie.

Tymczasem próbuje się wmówić klientom, że HIFU jest cudem na wszystko. To jest wciskanie kitu, opłacalne dla gabinetów, bo zabieg jest drogi. W efekcie wokół skądinąd świetnej technologii tworzy się coraz gorsza opinia, ponieważ jest ona niewłaściwie wykorzystywana.

Z takiego niewłaściwego wykorzystywania pojawiają się powikłania, takie jak blizny, przebarwienia czy opadnięcia zamiast liftingu. W najlepszym przypadku po prostu nie ma efektu.

W rzeczywistości HIFU to naprawdę bardzo dobre urządzenie, tylko trzeba wiedzieć, jak z niego korzystać.

Do czego stosuję HIFU?

Stosuję HIFU od 4 lat. Na początku, jak w przypadku każdej nowości, byłem ostrożny. Sprawdzałem zakres możliwości tej technologii, jej skuteczność i bezpieczeństwo.

Dziś stosuję HIFU tylko i wyłącznie jako zabieg liftingujący. Przy czym nie chodzi o lifting samej skóry, ale o lifting powięzi, czyli można powiedzieć – lifting głęboki. Uniesienie czy napięcie skóry pojawia się wtórnie.

W teorii można wykorzystywać HIFU do poprawy jakości skóry, używając płycej działających końcówek. Moim zdaniem nie jest to jednak bezpieczny zabieg, nie jest też aż tak skuteczny, ponieważ na poprawę jakości skóry istnieje kilka skuteczniejszych metod. Dlatego ja HIFU w ten sposób nie stosuję.

Dlaczego HIFU bywa lekceważone?

Przypomnę, że HIFU działa poprzez punktowe, kontrolowane poparzenie tkanki na określonej głębokości, przy pozostawieniu tkanek położonych bardziej powierzchownie bez widocznego uszkodzenia.

To, co jest plusem zabiegu, czyli brak widocznego poparzenia skóry i brak rekonwalescencji, jest zarazem jego minusem. Sprawia bowiem, że część osób wykonujących zabieg lekceważy jego inwazyjność.

Działanie dystrybutorów urządzeń HIFU wobec właścicieli gabinetów jest oczywiste: mówi się im, że to świetny zabieg, na którym będą dużo zarabiać. Jednocześnie sprzedaje się urządzenia coraz gorszej jakości, które kosztują mniej więcej tyle, co dwa lub trzy kartridże do urządzenia HIFU, którego ja używam.

Bardzo łatwo jest więc oszukać:

  • producent lub dystrybutor może oszukać lekarza,
  • lekarz może oszukać pacjenta,
  • a pacjent nie widzi, co naprawdę dzieje się w tkance w trakcie i po zabiegu.

Producenci mogą określać parametry urządzenia na papierze, ale urządzenie w praktyce może ich nie spełniać. Trudno to sprawdzić, bo nie ma prostego sposobu, żeby zweryfikować powtarzalność „strzałów” i to, czy faktycznie działają one na głębokości 3 mm czy 4,5 mm.

Co gorsza, do zakupu takich urządzeń zachęca się kosmetyczki, mówiąc im, że HIFU jest proste, bezpieczne i nie daje powikłań.

Powtórzę: HIFU to naprawdę jeden z bardziej agresywnych zabiegów. To, że nie widać poparzeń, nie znaczy, że ich nie ma.

Użycie tej technologii w niewłaściwych rękach sprawia, że albo nie ma efektów, albo pojawiają się powikłania: blizny, przebarwienia lub opadająca skóra.

Dlaczego tanie i częste HIFU powinno budzić ostrożność?

Zdarzyła mi się pacjentka, która powiedziała, że miała gdzieś wykonane HIFU trzykrotnie, w tygodniowym odstępie, i zapłaciła za zabiegi tysiąc złotych.

Naprawdę nie ma takiej możliwości, żeby w takiej cenie wykonać zabieg sensownym urządzeniem HIFU. Co więcej, tak agresywnych zabiegów nie wolno robić co tydzień.

W jej przypadku nic się nie stało, ale też nie było efektu. Można to potraktować jako szczęście pacjentki, bo przy HIFU wykonanym prawidłowo i z prawidłową „mocą” miałaby uszkodzoną twarz.

Na co HIFU nie działa?

Wracam do głównego wątku: przy jakich problemach HIFU bywa dziś proponowane, a na co na pewno się nie nadaje.

HIFU proponuje się czasem na:

  • zmarszczki na czole,
  • naczynka,
  • przebarwienia,
  • lifting biustu,
  • cellulit,
  • rozpuszczanie tkanki tłuszczowej w celu wyszczuplenia.

Na to wszystko HIFU nie ma prawa dobrze działać. Nie istnieją takie mechanizmy fizjologiczne.

HIFU na zmarszczki

HIFU nie działa na zmarszczki, a już na pewno nie na głębokie zmarszczki na czole.

Może zadziałać jedynie w mechanizmie naciągnięcia skóry. Bo jak właściwie miałoby zadziałać na zmarszczki?

Wyobraźmy sobie, że pozaginamy kartkę z zeszytu i damy ją do przeciągnięcia w drukarce. Kartka się wyprostuje, ale to nie znaczy, że zagięcia znikną.

HIFU na naczynka

HIFU nie działa na naczynka.

Jeśli ktoś proponuje HIFU na naczynka, warto zapytać, na jakiej głębokości te naczynka mają być położone. Czy na każdej głębokości i w każdym miejscu? Jeśli na takiej samej, to czy znajdzie się naczynko położone dokładnie na głębokości 1,5 mm albo 3 mm, czyli tam, gdzie działa HIFU?

HIFU robi punkty uszkodzenia co 1–2 mm, więc nie wiem, jak ktoś potrafi trafić w konkretne naczynko.

Laser działa inaczej – niejako „wyszukuje” naczynko, kierując się kolorem hemoglobiny. HIFU działa na ślepo, na określoną głębokość.

HIFU na przebarwienia

HIFU nie zadziała na przebarwienia z trzech powodów.

Po pierwsze, przebarwienia są zazwyczaj płytko, na głębokości około 1–2 mm, a HIFU ma sens przy działaniu głębszym. Teoretycznie można zadziałać HIFU na głębokości 1 mm i usunąć przebarwienia razem ze skórą, ale są lepsze metody.

Po drugie, HIFU robi w skórze „kratkę”. Odległości między obszarami działania i zdrową skórą są większe niż w laserze frakcyjnym, a przebarwienia raczej nie mają struktury regularnej szachownicy.

Po trzecie, energia HIFU „nie widzi” brązowej skóry. W odróżnieniu od wiązki lasera, która jest pochłaniana przez brązowe komórki, HIFU skupia się na ściśle określonej głębokości 1,5 mm. Może więc trafić w przebarwienie albo nie.

W laserze widać dokładnie, gdzie się trafia. W HIFU zmiana dzieje się w środku, a naskórek pozostaje nienaruszony.

Jest też kwestia dokładności, a właściwie jej braku. Końcówka kartridża ma powierzchnię 2 cm2, a ze środka wychodzi impuls na około pół milimetra. Bardzo trudno takim urządzeniem strzelić idealnie tam, gdzie się chce.

Dla zabiegów liftingujących taka precyzja jest wystarczająca i bezpieczna, ale przy innych zastosowaniach już niekoniecznie.

HIFU na lifting biustu

HIFU na lifting biustu?

Można powiedzieć, że dzięki HIFU uniesiemy biust o pół centymetra, może nawet półtora centymetra. Tylko jeśli komuś opada biust, nie sądzę, aby uniesienie go o centymetr było zadowalające.

HIFU na cellulit i tkankę tłuszczową

HIFU miało być hitem na cellulit i rozpuszczanie tkanki tłuszczowej w celu wyszczuplenia. Sam na to liczyłem, ale się nie sprawdziło.

Jeśli chodzi o wyszczuplanie, uraz przy tego typu zabiegach jest tak duży, że rzeczywiście może rozpuszczać tkankę tłuszczową, ale jednocześnie robi zwłóknienia. Tłuszcz nie wróci, średnica w obwodach może się zmniejszyć, ale efekt estetyczny może być kiepski.

W przypadku cellulitu ten zabieg nie ma sensu. W mechanizmie rozpuszczania tkanki tłuszczowej nie zlikwidujemy cellulitu, bo zabieg działa punktowo. Fragment tkanki się uszkadza, fragment zostaje, więc powstaje górka i dolina, a nie gładka powierzchnia.

Kiedy HIFU ma sens?

Co zatem pozostaje? To, o czym wspomniałem na początku: lifting, czyli podniesienie policzków czy chomików.

W tym zastosowaniu HIFU jest naprawdę bardzo skuteczną metodą.

Czasem stosuję HIFU na ciało, na wiotką skórę brzucha, nóg czy ramion, ale wyłącznie w terapii łączonej z innymi metodami.

Dlaczego nie używam końcówki HIFU na 1,5 mm?

Nie stosuję HIFU na sprężystość ani pogrubienie skóry.

W teorii można użyć końcówki na 1,5 mm i ona – powtarzam: teoretycznie – działałaby w skórze. Problem polega na tym, że HIFU jest nieprecyzyjne.

Przykładamy końcówkę do skóry, a twarz nie jest płaska jak powierzchnia stołu. Poza tym twarz smaruje się żelem, którego nie może być ani za dużo, ani za mało.

Jeśli w zabiegu teoretycznie wykonywanym na głębokości 1,5 mm coś pójdzie nieprecyzyjnie, impuls skupi się nie w skórze właściwej, ale płycej. Efektem będzie wtedy blizna, a nie poprawa jakości skóry.

Dlatego po zabiegach na 1,5 mm najczęściej są albo pacjenci z bliznami, albo – co zdarza się najczęściej – dla bezpieczeństwa ustawiane są bardzo słabe parametry, przez co efekt zabiegu jest niewielki.

Podsumowanie: HIFU nie jest zabiegiem na wszystko

Reasumując, HIFU jest idealne do unoszenia skóry, szczególnie policzków i chomików. Pozostałe zastosowania z jego udziałem w większości przypadków można sobie darować.

To bardzo dobra technologia, ale tylko wtedy, gdy jest stosowana świadomie, na właściwy problem, odpowiednim urządzeniem i przez osobę, która rozumie, co dzieje się w tkankach.

Powiązane artykuły

Disclaimer:
Powyższy materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej rekomendacji terapeutycznej. Każdy przypadek wymaga indywidualnej konsultacji z lekarzem oraz odpowiedniej diagnostyki.

Ostatnie komentarze
  • Nie rozumiem dlaczego Pan , prawie w kazdym artykule ocenia negatywnie, na kazym kroku wrecz dyskryminuje kosmetyczki/ kosmetologow?
    Nie jestem jednym ani drugim,czytam i doceniam Pana artykuly , gratulujac fachowej wiedzy,
    ale patrzac z boku bardzo ten atak mi sie nie podoba.
    Nie ummiejszajac lekarzom.. robia rownie wiele bledow w swoim zakresie wykonywania obowiazkow medycyny estetycznej co kosmetyczki/ kosmetolodzy w swojej.

  • Bo one nie mają wiedzy z anatomii i nie widzą chorób, które doświadczony lekarz zobaczy gołym okiem !! Nikt nie chce trafić w ręce kosmetyczki, która umywa ręce w razie komplikacji !!

  • To że ktoś ma wiedzę z zakresu kosmetyków, nie oznacza że zna anatomię człowieka. Hifu w rękach kosmetyczki to rzeźnia

  • Ja akurat zapoznałam się nieco szerzej z informacjami zamieszczonymi na niniejszej stronie. Wyczytałam, że Doktor ukończył nie tylko stomatologię (a więc domniemywam, że między innymi anatomie człowieka oraz jego kości, tkanki, itp. ma świetnie opanowane). Ponadto ukończył studia podyplomowe z medycyny estetycznej i jest również wykładowcą laseroterapii na podyplomowych studiach medycyny estetycznej. Zdobytą wiedzę na bieżąco wzbogaca śledząc nowości i czytając fachową literaturę (wskaż mi taką kosmetyczkę). Wydaje mi się, że raczej wie o czym pisze.

  • Zgadzam się w 100% ! HIFU to potężna broń w walce z wiotką skórą i na tym koniec !
    Jak słyszę, że kosmetyczka zaleciła HIFU 30-letniej kobiecie w celu „profilaktycznego zapobiegania opadaniu twarzy w przyszłości” to szlag mnie trafia !!! Przerażające jest to, że niektórzy traktują ten zabieg jako pielęgnację i profilaktykę – jakby to była co najmniej mikrodermabrazja!

    HIFU to zabieg „ostatniej szansy” i tak powinien być traktowany przez wszystkich, którzy pracują na tym urządzeniu. Pozdrawiam serdecznie

  • No cóż ,nikt tutaj nie widzi różnicy miedzy kosmetyczką , a kosmetologiiem ???

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

sassadsadasdsad