Marek Wasiluk
 

HIFU – dla kogo to zabieg? O technologii, która sięgnęła bruku

Kika lat temu ostrzegałem, że sukces HIFU będzie przyczyną jego… zguby. Oto kolejny przykład nadużywania tej technologii, czyli czerpania zysków kosztem pacjentów.

Worki od oczami – HIFU na twarz

Pacjentka, 32 lata, poszła do gabinetu medycyny estetycznej, aby uporać się z delikatnymi zmarszczkami wokół oczy i zapadnięciami pod oczami. Zaproponowano jej i wykonano zabieg HIFU na całą twarz, z obietnicą poprawienia wyglądu okolic jej oczu.
Zabieg był drogi, wykonany dobrym sprzętem, a pacjentka po kilku miesiącach zastanawia się, gdzie te cuda, które lekarza obiecywał i czy zabieg w ogóle zadziałał.

HIFU – w jakim wieku ma sens?

HIFU jest zabiegiem na zużyte, czyli rozciągnięte, uszkodzone, niewydolne, powięzi, dlatego z założenia jest przeznaczony dla osób troszkę starszych. Moje doświadczenie wskazuje, że sprawdza się u osób w wieku 40-55 lat.

Poniżej tego wieku robienie go jest bez sensu, ponieważ u osób 30+ powięzi są na tyle sprawne, że nie ma wskazań do zabiegu liftingującego (a takim jest HIFU), bo nie ma co naprawiać. Jeśli zdarzają się w tym wieku obwisające tkanki na twarzy to z innych przyczyn niż rozciągnięcie powięzi, więc HIFU nie pomoże.

Powyżej tego wieku HIFU też już jest rzadko zalecane, bo u osób 55+ zabiegi odmładzające powinny być ukierunkowane głównie na uzupełnianie ubytków w tkankach i poprawianie jakości skóry.
W zasadzie jedynym wyjątkiem może być obszar brzucha – po przytyciu i gwałtownym schudnięciu (ale w granicach rozsądku, nie 40 kg) HIFU może zliftingować brzuch, niezależnie od wieku.
I właściwie na tym mógłbym ten tekst zakończyć, bo to co napisałem wyżej pokazuje absurdalność polecania i zalecania zabiegu u pacjentki. Nawet jak było tak, że sama pacjentka po lekturze internetu wymyśliła sobie, że HIFU jest dla niej, to profesjonalista w gabinecie powinien jej to po prostu odradzić, odmówić zabiegu. Wykonanie HIFU u wspomnianej pacjentki było zwykłym naciągactwem.

Naciąganie na zabiegi medycyny estetycznej

Używam wprost mocnego określenia, bo mam już dosyć osób, które w ten sposób działają.
Naprawdę HIFU do rozważenia jest dopiero od 40 roku życia, i to wcale nie jako pierwsza metoda wyboru, i też nie u każdego.

Gdyby nawet jednak uznać, że zrobienie HIFU u wspomnianej pacjentki nie było naciągactwem, ale przykładem ignorancji i że lekarz po prostu nie wiedział, jakie są wskazania do zabiegu (co jest chyba jeszcze gorsze od naciągactwa), to jak nazwać to, że pacjentka przyszła z problemem skóry pod oczami, a zrobiono jej zabieg na całą twarz?

Czy jak ktoś przychodzi z problemem naczynka na nosie, to robi się mu zabieg laserowy na całą twarz? Czy jak ktoś przychodzi z blizną na czole, to wykonuje się mu zabieg na całą twarz? Bez sensu, prawda? Za to z korzyścią finansową dla wykonującego taką procedurę, bo zabieg na całą twarz kosztuje dużo więcej niż zabieg w jednym tylko obszarze.
Na problemy o charakterze punktowym, działamy w sposób punktowy. Jedynym wskazaniem, gdzie warto poszerzyć obszar działania może być np. zabieg laserem frakcyjnym, który tak bardzo odświeża skórę, że zrobienie nim np. tylko połowy policzka byłoby błędem, bo mogłaby powstać wizualna różnica w kolorze między obszarem poddanym zabiegowi i pozostałym. Trzeba więc w niektórych przypadkach robić sensowne „odcięcia” między powierzchnią zabiegową a pozostałą.
W przypadku opisywanej pacjentki nie było żadnego uzasadnienia dla zrobienia całej twarzy.

Zobacz też: Powikłania po HIFU

Dygresja – symetria w zabiegach

Skoro jesteśmy przy tym wątku, zrobię dygresję i wskażę jeszcze jeden przypadek, gdzie czasem trzeba zrobić zabieg na powierzchni, która na pozór tego nie wymaga. Dzieje się tak, gdy potrzebne jest zachowanie symetrii twarzy. Jedna z moich pacjentek miała blizny po trądziku na policzkach, na jednym widoczne, na drugim śladowo. Chciała wykonać zabiegi tylko na jednym policzku, prawdopodobnie ze względów budżetowych. Ja doradzałem oba, tłumacząc, że efekt zabiegów na jednym policzku zaburzy symetrię twarzy. Rzeczywiście, po 3 zabiegach, policzek zmienił kształt, i powstała asymetria, więc i tak pacjentka zdecydowała się na zabiegi na drugim policzku – nie ze względu na blizny, tylko powstałą asymetrię.

Dlaczego pacjenci dają się wmanewrować?

Wracam do naszej pacjentki. Dlaczego zgodziła się na zabieg na całą twarz, skoro przyszła z problemem skóry pod oczami? To wcale nie jest łatwe zaoponować. Decyzje podejmuje się pod wpływem chwili, stresu i autorytetu lekarza proponującego zabieg. Pacjent zakłada, że działa on w dobrej wierze, a nie zawsze tak jest. Przestrzegam przed tym.

HIFU to nie zabieg lunchowy

Poza tym, trudno oczekiwać, by pacjenci dysponowali dużą wiedzą, idą do lekarza i ufają mu. A w przypadku HIFU to zaufanie powinno być bardzo ograniczone, bo zabieg stał się modny i bardzo nadużywany. Wbrew rosnącym tendencjom na rynku, ja sam HIFU używam dużo rzadziej i w bardzo konkretnych wskazaniach, jako lifting twarzy u osób 40-55 lata. Zabieg jest mocno inwazyjny, działa bardzo destrukcyjnie na powięzi, więc stosuje się go nie częściej niż raz w roku.
Tymczasem niektórzy zrobili z HIFU niemal zabieg lunchowy, proponują każdemu, na każdy problem i bagatelizują jego inwazyjność

 

Zobacz też: HIFU – prawdy i mity

Nie widać, więc bezpieczne?

Urządzeń o nazwie HIFU jest wiele, a różnice między nimi są jak między furmanką a mercedesem.
Pomysłowość wynalazców HIFU jest jednocześnie przekleństwem tej metody. Manipulacja może odbyć się na wielu poziomach. Najpierw po stronie producenta, który może zrobić urządzenie o bardzo kiepskich parametrach. Nadal będzie nazywało się HIFU, bo ta nazwa dotyczy technologii, a nie konkretnego urządzenia, ale efekt działania będzie kiepski lub żaden.
To jakby ktoś dostał obietnicę, że zostanie zawieziony w obcym mieście taksówką do hotelu, ale musi mieć zamknięte oczy. I jedzie, ale nie wie, że taksówką jest np. karawanem z trumną w środku, bo nie widzi. Oszukać może też kierowca wioząc do hotelu okrężną drogą; masz zamknięte oczy, więc nie widzisz (a naszym przypadku – operator, który strzela głowicą i nie widać tak naprawdę gdzie i jak, bo impuls zbiera się pod skórą i na zewnątrz nic nie widać żadnego śladu).
To, że coś widać albo nie widać ma kluczowe znacznie, wpływa na beztroskę, zmniejsza grozę rzeczywistego działania.
Pokażę to na przykładzie ze współczesnego frontu.

Zbadano funkcjonowanie amerykańskich żołnierzy obsługujących zdalnie drony, które zestrzeliwały samoloty i zabijały żołnierzy w Iraku. Żołnierze obsługujący drony nie stawali z przeciwnikiem twarzą w twarz, nie widzieli krwi, więc postrzegali to, co się dzieje, jak grę w komputerze. Strzelanie na ekranie to coś innego niż strzelenie z karabinu i zobaczenie jak umiera człowiek.

Wiem, że to drastyczne porównanie, ale dobrze obrazuje nieświadomość postępowania z HIFU. Impuls działa pod skórą, nie widać tego, więc ktokolwiek i jakkolwiek obsługuje urządzenie (np. stażystka w gabinecie) pozostaje w nieświadomości tego, jak inwazyjny jest to zabieg.

Przewidywałem to już dawno temu. Piszę na blogu od lat teksty na ten temat, ale zadziało się jeszcze gorzej niż myślałem. Zrobił się z HIFU zabieg dla wszystkich i na wszystko. Doskonała technologia zaczyna sięgać bruku.

Bez komentarza

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.