Marek Wasiluk
 

Grubość skóry – kluczem do zachowania młodości

W medycynie estetycznej skierowanej na odmładzanie dużo mówi się o starzeniu skóry w kontekście jej jakości, ale mało o jej grubości. Uwaga skupia się na tym, że skóra z wiekiem traci kolagen i staje się wiotka, ale rzadko podkreśla się, że staje się również cieńsza – a to jest bardzo ważny, o ile nie najważniejszy, problem.

Skóra – najważniejsza bariera ochronna

Skóra zbudowana jest z dwóch warstw – bardzo cienkiego naskórka, przeciętnie o grubości do około pół milimetra, oraz skóry właściwej, która ma zwykle od półtora do dwóch milimetrów.

Obie warstwy są ze sobą połączone tak, że gołym okiem nie odróżniamy ich od siebie, ale pod mikroskopem widać wyraźnie, że są to dwie odrębne struktury. Można to porównać do kurtki, która również może mieć dwie warstwy – na przykład z zewnątrz ortalion chroniący przed wiatrem, a w środku puch chroniący przed utratą ciepła – a mimo to postrzegamy ją jako całość.

Skóra pełni funkcję ochronną przed różnego rodzaju bodźcami, tak aby to, co znajduje się „wewnątrz” organizmu, mogło normalnie funkcjonować w przewidywalnych i stabilnych warunkach. Bodźce, przed którymi musi chronić, są różne: mechaniczne, chemiczne, termiczne, elektromagnetyczne, czyli promieniowanie, oraz biologiczne, takie jak bakterie czy wirusy.

Prosty przykład: jeśli dotkniemy palcami soli, będzie to dla organizmu neutralne przy nieuszkodzonej skórze. Ale jeśli na palcach będzie rana, poczujemy szczypanie.

Nie będę się tu szeroko rozwodził nad wszystkimi właściwościami skóry. Na ten moment najważniejsze jest zrozumienie, że z wiekiem skóra się starzeje. Widzimy to na przykład w postaci zmarszczek, prześwitywania naczynek czy przebarwień.

W powszechnej świadomości ze starzeniem skóry kojarzone są zwykle dwa aspekty. Pierwszy to utrata kolagenu i elastyny, przez co skóra staje się wiotka i mniej sprężysta. Drugi to ubytek kwasu hialuronowego. Zmarszczki czy przesuszenie skóry, czyli objawy zewnętrzne, są właśnie konsekwencją między innymi tych zjawisk. Jako trzeci aspekt dostrzega się czasem szorstkość skóry, wynikającą z gorszego złuszczania rogowej warstwy naskórka.

Ja chciałbym, żeby zaczęto w końcu mówić o kluczowym aspekcie związanym ze starzeniem – o grubości skóry.

Filtr i galaretka

Aby jeszcze lepiej pokazać budowę skóry i znaczenie jej funkcji ochronnych, odwołam się do dwóch analogii: skóry jako filtra i skóry jako galaretki.

Skóra ma budowę warstwową i musi działać trochę jak filtr. Wyobraźmy sobie filtr do wody. Żeby skutecznie oczyszczał wodę, musi mieć zarówno odpowiednie warstwy, jak i odpowiednią grubość.

Klasyczny filtr mechaniczny ma warstwę kamieni i żwiru, żeby zatrzymać większe zanieczyszczenia. Jeśli chcielibyśmy bezpiecznie pić wodę z jeziora czy rzeki, moglibyśmy przepuścić ją przez taki filtr, ale to nie zawsze wystarczy. Istnieje przecież ryzyko, że będzie ona zanieczyszczona biologicznie albo chemicznie.

Jeśli dodamy do filtra warstwę węgla aktywnego lub membranę osmotyczną, zatrzyma ona związki chemiczne. Jeśli na końcu pojawi się jeszcze lampa UV, woda zostanie oczyszczona biologicznie. Żeby woda po przejściu przez filtr była naprawdę czysta i zdatna do picia, filtr musi mieć nie tylko odpowiednie warstwy, ale również odpowiednią grubość.

Skóra jest unikatową tkanką. Ma określoną strukturę, która jest odnawialna, wymienialna i odtwarzana przez jej komórki. Gdybyśmy chcieli porównać ją do galaretki z rodzynkami, to rodzynki byłyby komórkami, a galaretka skórą. Jednocześnie te rodzynki wytwarzają galaretkę, w której są zanurzone. To one odpowiadają za jej sztywność, grubość i zdolność samoodtwarzania.

Jeśli wyjadamy galaretkę albo jeśli ulega ona uszkodzeniom, rodzynki dalej ją odtwarzają tak, że znów jest jak nowa. Jeśli spadnie na galaretkę fragment ciastka i zrobi się zagłębienie, to po usunięciu ciastka rodzynki odtwarzają ten ubytek.

Problem polega na tym, że z wiekiem tej galaretki jest mniej, robi się słabsza, a rodzynki działają coraz gorzej. Na to, że rodzynki słabiej działają, nie mamy prostego i pełnego wpływu, bo to kwestia złożona i ogólnoustrojowa. Oczywiście pomaga zdrowy styl życia, ale nie zmienia wszystkiego.

Możemy natomiast odpowiednimi zabiegami sprawić, żeby galaretka utrzymywała swoją grubość i sztywność. A wtedy również rodzynkom jest łatwiej. Jeśli galaretka jest sztywna i spadnie do niej ciastko, nie zrobi dużego zagłębienia. Ale jeśli wcześniej postoi na słońcu i zrobi się miękka, a potem spadnie na nią ciastko, wbije się głębiej, a uszkodzenie będzie większe.

Zabiegami musimy działać tak, aby utrzymać sztywność i grubość tej galaretki, bo wtedy, niezależnie od bodźca, będzie ona lepiej chroniona.

To właśnie ze względu na te mechanizmy utrzymanie grubości skóry jest kluczowe. I owszem, kolagen też ma znaczenie, ale to jedynie fragment większej całości. Musimy myśleć kompleksowo i w strategii anti-aging rozumieć różnicę między cieńczeniem a wiotczeniem, a także między cieńczeniem a nadmiarem skóry. Na przykład po ciąży skóra może mieć tę samą grubość, a problemem będzie jej nadmiar.

Cieńczeje – i co z tego?

Powtórzę: skóra z wiekiem cieńczeje. Nawet jeśli wiemy o tym teoretycznie, to zwykle nie do końca uświadamiamy sobie, co to w praktyce oznacza. U kobiet około pięćdziesiątego roku życia, z powodu menopauzy, proces ten gwałtownie przyspiesza i jest to bardzo niekorzystne z punktu widzenia fizjologii.

Tworzy się spirala samonapędzającej się destrukcji. Skóra staje się cieńsza, ale żyjemy przecież tak samo i w tym samym środowisku. Tak samo działa na nas promieniowanie słoneczne, tak samo myjemy ręce, używamy mydła czy detergentów, tak samo bodźcujemy skórę mechanicznie poprzez tarcie, nacisk czy zarysowania. To wszystko zaczyna coraz silniej napędzać negatywne procesy destrukcji.

Wróćmy na chwilę do filtra do wody. Jeśli mamy tyle samo zanieczyszczeń, a filtr jest cieńszy, nie oczyści wody tak samo dobrze jak filtr odpowiedniej grubości. Będzie też szybciej i łatwiej się „zatykał”.

Jeśli takim bodźcem jest promieniowanie UV, to cieńsza skóra nie jest w stanie zarządzać nim tak dobrze, jak skóra grubsza. Oznacza to, że ten sam bodziec będzie silniej drażnił. A wiemy przecież, że promieniowanie UV, szczególnie UVA, przyspiesza starzenie.

Ta sama dawka promieniowania słonecznego będzie więc miała słabsze negatywne działanie na skórę osoby 20-letniej niż 40-letniej czy 60-letniej. Mówiąc inaczej, promieniowanie słoneczne istotnie mocniej przyspiesza starzenie skóry 60-latki niż 20-latki przy tej samej ekspozycji.

W tym sensie cieńczenie skóry jest – co sam sobie niedawno bardzo mocno uświadomiłem – najważniejszym czynnikiem przyspieszającym objawowe starzenie skóry.

To nie samo promieniowanie słoneczne jest więc największym problemem u osób 50+, bo ono działa w podobnej dawce, tylko to, że skóra jest cieńsza. Przez to promieniowanie wnika głębiej i szkodzi mocniej, a to z kolei jeszcze bardziej przyspiesza cieńczenie skóry. I wpadamy w spiralę.

Zmiana strategii

W związku z opisanymi mechanizmami strategia zabiegowa w medycynie przeciwstarzeniowej regeneracyjnej powinna iść w kierunku spowalniania cieńczenia skóry, a nawet przeciwdziałania mu.

Oczywiście degeneracja kolagenu ma wpływ na starzenie. Ale możemy mieć prawidłową budowę kolagenu, a skóra i tak może być cienka albo gruba. Z kolei w przypadku blizn widać, że nie ma tam „normalnego” kolagenu, ale skóra jest tak gruba, że bodźce przeciwstarzeniowe działają na nią dużo słabiej, a czasem niemal wcale.

Stosując zabiegi anti-aging, nie powinniśmy skupiać się wyłącznie na tym, by wytworzyć kolagen takiego czy innego typu, ale przede wszystkim na tym, by zwiększyć grubość skóry. Nie powinniśmy koncentrować się tylko na tym, żeby skórę lepiej nawilżyć albo żeby była bardziej elastyczna, ale żeby miała odpowiednią grubość. Dobra wiadomość jest taka, że zabiegi poprawiające grubość skóry wpływają również na inne jej aspekty, takie jak elastyczność czy lepsze nawilżenie.

Najważniejsze, co chcę przekazać, to to, że cieńczenie skóry napędza starzenie i że mówi się o tym zdecydowanie za mało. Uwaga skupia się na kolagenie i kwasie hialuronowym, wiotkości i nawilżeniu, tymczasem to grubość skóry jest bazową, fundamentalną kwestią medycyny anti-aging.

Terapie przeciwstarzeniowe, które nie działają na grubość skóry, są działaniami pozornymi.

Strategie przeciwdziałające cieńczeniu skóry powinno się wprowadzać już u osób młodych. Utrzymanie naturalnej dla danej osoby grubości skóry przesuwa w czasie jej starzenie i wiotczenie.

Oczywiście trudno całkowicie zatrzymać te procesy, bo są to naturalne zjawiska fizjologiczne – działają hormony, istnieją wpływy środowiska i wiele innych czynników. Ale możemy zrobić bardzo dużo, żeby je istotnie spowolnić.

Nie można jednak przesadzić z pogrubianiem skóry, bo choć z punktu widzenia ochronnego miałoby to sens, to ze względów estetycznych już niekoniecznie. Każdy ma własną, optymalną grubość skóry i do jej zachowania należy dążyć.

Z natury u mężczyzn skóra jest grubsza niż u kobiet, dlatego wolniej się starzeją. Przy takich samych bodźcach słabiej poddaje się destrukcji.

Zachowanie danej nam przez naturę grubości skóry powinno być kluczem medycyny estetycznej i regeneracyjnej. O tym, jak to robić – w kolejnym tekście.

Powiązane artykuły

Powyższy materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi porady medycznej ani indywidualnej rekomendacji terapeutycznej. Każdy przypadek wymaga indywidualnej konsultacji z lekarzem oraz odpowiedniej diagnostyki.

Ostatnie komentarze
  • Bardzo ciekawy artykuł o rzadko poruszanym aspekcie anti-Aging. Czekam na drugą część i propozycje rozwiązań.

  • Dzien dobry,
    chcialabym sie dowiedziec czy mozna zlikwidowac 17 letnie rozstepy na brzuchu. ile potrzebaby bylo zabiegow??

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

sassadsadasdsad