Rynek medycyny estetycznej wymyśla kolejne sposoby drenowania kieszeni klienta. Ostatnio na przykład modne staje się łączenie kwasu hialuronowego i osocza bogatopłytkowego w jednym zabiegu, po wymieszaniu kwasu hialuronowego z osoczem. No bo skoro każdy z nich jest na swój sposób skuteczny, to dlaczego pacjent nie miałby się dać złapać na „dwa w jednym”? Pacjenci, zwłaszcza ci, którzy nie liczą każdej złotówki, lubią atrakcyjnie opakowane nowinki.

fot. Fotolia

fot. Fotolia

Ktoś, kto to wymyślił i stosuje, świadomie próbuje nabierać niedoinformowanych ludzi. Na czym polega absurd takiego połączenia? Kwas hialuronowy ma postać żelu i jest typowym, bardzo popularnym implantem – i tylko implantem, bowiem jego zdolności do stymulowania komórek są minimalne. Zazwyczaj w zabiegach medycyny estetycznej stosuje się kwas hialuronowy usieciowany, który jest trwalszy, więc efekt wypełnienia utrzymuje się dłużej, ale jest gęsty (ma postać gęstego żelu). Osocze bogatopłytkowe natomiast to preparat uzyskiwany z własnej krwi pacjenta, który posiada zdolności pobudzania regeneracji, a działa w taki sposób, że z płytek krwi uwalniane są czynniki wzrostu, które działają stymulująco na komórki w okolicy podania osocza. Każdy z tych preparatów, zastosowany oddzielnie, doskonale spełnia swoją rolę. Tyle tylko, że osocze uwalnia czynniki wzrostu przez ograniczony czas – zaledwie kilkadziesiąt minut od jego odwirowania z krwi. Żeby zadziałało, trzeba je podać jak najszybciej i jak najszybciej uwolnione czynniki wzrostu muszą „spotkać się” z komórkami, żeby je pobudzić. Tymczasem osocze podane po wymieszaniu z kwasem hialuronowym (więc prawie w całości odizolowane od żywych tkanek organizmu cząsteczkami kwasu, który oblepia je jak kisiel) mogłyby zadziałać dopiero wówczas, gdy kwas się rozłoży, a więc po kilku miesiącach. Tylko że wówczas po czynnikach wzrostu w osoczu nie zostanie nawet ślad.

Promotorzy takich „nowatorskich” rozwiązań muszą sobie doskonale zdawać z tego sprawę. Pacjent – niekoniecznie. Zabieg takim preparatem da bowiem efekt – wypełnienie będzie widoczne. A po co pacjent ma wiedzieć, że to wyłącznie skutek zastosowania kwasu hialuronowego, a jego osocze, na które nie skąpił krwi, zostało bezproduktywnie zmarnowane, za co on sam w dodatku bardzo słono zapłacił?

A już zupełnie poważnie – lekarz, stosujący taką mieszankę, kompromituje siebie i swój zawód. Przecież nie ma prawa nie wiedzieć, że to nie zadziała!

Share this article