Miesiąc temu pisałem o metodach usuwania naczynek i ostrzegałem przez elektrokoagulacją, która od pewnego czasu jest mocno promowana w gabinetach. Trafia do mnie sporo osób z bliznami po elektrokoagulacji, a tuż po publikacji tekstu pojawiła się pacjentka, której przytrafiło się wszystko co najgorsze, co mogło się po takim zabiegu przytrafić.

Pacjentka, młoda dziewczyna, miała na udach trochę popękanych naczynek. Były to pojedyncze nitki, ale ponieważ studiowała kosmetologię, postanowiła sprawdzić na sobie metodę elektrokoagulacji, o której się uczyła. W trakcie zabiegu ani bezpośrednio po nim nic nie wskazywało jeszcze na to, co miało nastąpić.
Trafiła do mnie około pół roku po zabiegu, załamana, że wygląda wielokrotnie gorzej niż przed zabiegiem. Okazało się, że owszem, w jego efekcie większość naczynek została zamknięta, czyli można powiedzieć, że cel został osiągnięty. Ale jakim kosztem! Pojawiły się przebarwienia, tatuaże i blizny, które same nie zejdą. W rzeczywistości wygląda to jeszcze gorzej niż na zdjęciach, które pokazuję – całe udo jest w kreskach, paskach i cętkach. W taki oto sposób jeden niewłaściwy zabieg, wykonany niewłaściwym sprzętem i w niewłaściwy sposób doprowadził do sytuacji, że potrzebnych będzie kilkanaście innych zabiegów, aby usunąć jego negatywne skutki.

elektrokoagulacja i naczynka

Przestrzegam przed korzystaniem z elektrokoagulacji na naczynka. Fot. arch. własne

Co ja mogę z tym zrobić? Przede wszystkim dokładnie obejrzę naczynka, aby ustalić, jaka zmiana w nich nastąpiła. Prawdopodobnie trzeba będzie wielu zabiegów różnymi laserami na przebarwienia i na tatuaże, żeby rozbić barwnik i spowodować jego wchłonięcie, co sprawi, że zarówno tatuaże, jak i przebarwienia zbledną.

Tytułem przestrogi powtórzę jeszcze to, o czym już pisałem w artykułach o usuwaniu naczynek na twarzy i na nogach. Elektrokoagulacja polega na wbiciu się igłą w naczynko i poparzeniu go. Podstawowa trudność polega na tym, że niełatwo w tym zabiegu precyzyjnie ustawić moc zabiegu oraz gęstość i głębokość ukłuć. Robi się to na wyczucie. Pomiędzy miejscami wkłucia pozostają fragmenty naczynka, w których krew już nie płynie, bo zostaje odizolowana, ale za to, jeśli się nie wchłonie, zmienia się w tatuaż (w przypadku laserowego zamykania naczynek zdarza się to bardzo rzadko, bo przejeżdża się laserem wzdłuż całego naczynka, a nie tylko punktowo). Tak się stało właśnie u tej pacjentki – niemal wszystkie naczynka zamieniły się w tatuaże, które mają dużo mocniejszy kolor i bardziej prześwitują przez naskórek niż wcześniejsze delikatne niteczki. Ponadto, jeśli zabieg elektrokoagulacji jest zbyt mocny, skóra często reaguje przebarwieniami pourazowymi. Tak jak u pacjentki – w wielu miejscach pojawiły się plamki przebarwień. Jest też sporo blizn, które też powstają wskutek zbyt dużego urazu, ale na zdjęciu ich nie widać, bo są bardzo małe. Przypominam, że przy elektrokoagulacji uraz jest zawsze duży, bo zawsze uszkodzona musi być skóra nad naczynkiem, samo naczynko i niestety często też skóra pod naczynkiem (bo nie da się tak precyzyjnie wyliczyć i wbić igły). Jeśli zabieg jest wykonywany laserem, to uszkadzamy tylko naczynko, uraz jest więc mniejszy.
Podsumowując – raz jeszcze przestrzegam przed korzystaniem z elektrokoagulacji na naczynka. Najlepszą metodą na naczynka jest laseroterpaia, przy czym inne lasery stosujemy na naczynka na twarzy, a inne na naczynka na nogi [Zobacz: Problem z naczynkami na nogach]

Share this article