Jedna z moich pacjentek w czasie wizyty zaczęła wypytywać o zabiegi gwiazd – poprosiła, żebym zdradził jej ich tajemnicę. Przyznam, że z początku nie wiedziałem, o co chodzi. Wyjaśniła, że chodzi jej o to, jak to się dzieje, że gwiazdy wyglądają tak dobrze. Odparłem, że to, co widzimy na ekranie czy w gazetach, to w dużej mierze zasługa profesjonalnego makijażu czy Photoshopa. Pacjentka upierała się jednak, że gwiazdy muszą mieć jakieś sobie tylko znane sposoby. Przekonała się o tym, kiedy rodziła. W tym samym szpitalu miała poród znana 40-letnia aktorka, której nazwiska nie zdradzę, i mimo braku makijażu jej twarz wyglądała doskonale, a jej skóra była w o wiele lepszym stanie niż skóra mojej pacjentki, choć panie były w podobnym wieku. Jaka jest więc tajemnica gwiazd? Na czym polegają ich „tajne” zabiegi?

zabiegi gwiazd

Jakie są tajemnice dobrego wyglądu gwiazd? (fot. Fotolia)

Odpowiedź jest dość prosta. Nie ma takich zabiegów, którym poddają się znane osoby, z których nie mogłaby skorzystać każda inna kobieta. Różnica tkwi w sposobie korzystania z medycyny estetycznej. Pozwala ona zdziałać cuda, ale to wymaga sporej liczby różnorodnych zabiegów, czasu, który trzeba na nie poświęcić, systematyczności, ciągłości oraz pieniędzy. Z każdej pacjentki, która spełni wszystkie te wymogi, mogę zrobić gwiazdę. Jednak z większością z nich rozmawiam o terapiach, które nazywam optymalnymi. To terapie, które pozwalają uzyskać zadowalający efekt, a zarazem są dostępne cenowo i jak najmniej uciążliwe w sensie liczby wizyt. Ale są też terapie idealne. Gdybym jednak mówił pacjentkom, że wprawdzie dobry efekt mogą osiągnąć dzięki terapii kosztującej 5 tysięcy, ale po wyłożeniu 50 tysięcy rocznie będą wyglądać olśniewająco, to niechybnie wiele pacjentek uznałoby to za próbę naciągania. Z drugiej jednak strony, nie pokazując takiej alternatywy, mogę komuś odebrać szansę na wykonanie zabiegów, na których mu bardzo zależy, a koszty nie grają dla niego żadnej roli.
Jednak obok czynników, które dotąd wymieniłem, jest jeszcze jeden, bez którego osiągnięcie perfekcyjnego wyglądu przy pomocy zabiegów medycyny estetycznej nie jest możliwe. To doświadczony lekarz z wypracowanymi metodami i doskonałym sprzętem. Gdy zabiegi są wykonane kiepskim sprzętem, słabej jakości materiałami, lub choćby w niewłaściwej kolejności, gdy nie ma dla nich odpowiedniego planu, wtedy nawet duże pieniądze nie gwarantują efektu.

Kiedy piszę na moim blogu o tym, co jest skuteczne a co nie, często wspominam o synergii, czyli terapiach łączących różne zabiegi. Efekt odpowiedniego połączenia kilku zabiegów jest bez porównania lepszy niż wykonanie tych zabiegów osobno. Kładę szczególny nacisk na słowo „odpowiedniego”, ponieważ okazuje się, że lekarze popełniają czasem absurdalne błędy. Oto przykład: Niedawno jedna z moich pacjentek skarżyła się, że robiła gdzieś zabieg laserem frakcyjnym ablacyjnym połączony z osoczem i jest rozczarowana efektem. W takich wypadkach zastanawiam się, jak to się dzieje, że u mnie efekt jest, a u innych nie zawsze. Czy to kwestia jakości sprzętu, ustawienia parametrów? W tym przypadku okazało się, że to kwestia kolejności zabiegów. Laser frakcyjny i osocze idealnie do siebie pasują, bo pierwszy odświeża i pobudza skórę, a drugie jeszcze dodatkowo stymuluje komórki do pracy. Użyte na raz dają jeszcze lepszy efekt, ale pod warunkiem, że najpierw wykona się zabieg laserem, a następnie poda osocze, które nie tylko potęguje efekt lasera, ale też przyspiesza gojenie się skóry po zabiegu. Tymczasem pacjentka miała to zrobione… na odwrót, czyli najpierw osocze a potem laser. To oznacza, że jej poprzedni lekarz kompletnie nie rozumiał fizjologii i istoty działania tych dwóch metod. Jeśli bowiem najpierw podamy osocze, to owszem, płytki krwi zdążą uwolnić czynniki wzrostu, które wpływają na pobudzenie skóry. Ale co z tego, skoro 10 minut później zostaną one zniszczone przez laser, który doprowadzi do ich odparowania?
Odpowiednio podane osocze, dobrze dobrane parametry lasera frakcyjnego, właściwa kolejność tych zabiegów i wykorzystanie do nich dobrego sprzętu to składniki optymalnego synergicznego zestawu zabiegów, najmniej uciążliwego i najmniej kosztownego dla pacjenta. Ale do tego samego problemu można też podejść inaczej, choć przy pomocy takich samych zabiegów. Wówczas scenariusz byłby następujący:
– osocze 3 tygodnie przed właściwym zabiegiem,
– osocze na dzień przed właściwym zabiegiem,
– właściwy zabieg, czyli laser frakcyjny + osocze
– osocze dwa tygodnie po właściwym zabiegu
W takiej serii już 3 tygodnie przed zabiegiem laserowym przygotowujemy do niego skórę Dzięki temu w dniu zabiegu łączącego laser z osoczem, komórki dostają prawdziwego kopa.

Przeciętna kobieta chce wyglądać po prostu dobrze. Tymczasem gwiazda pracuje twarzą, więc jej młody wygląd ma dla niej kolosalne znaczenie. Nie tylko ze względów zawodowych (pokazując poszarzałą, zmęczoną twarz można nie zdobyć kolejnej roli, lub stracić program w telewizji), ale i towarzyskich (to o tych ludziach się plotkuje, tymczasem kamera lub aparat fotograficzny mają zdolność demaskowania wszelkich niedoskonałości, których na żywo się nie zauważa. Poza tym gwiazda, przez nieregularny (żeby nie powiedzieć mniej higieniczny) tryb życia naraża się na to, że stres, przepracowanie, imprezowanie, odciskają się na jej wyglądzie. Agresywny makijaż, który przez wiele godzin utrudnia skórze oddychanie, też nie sprzyja urodzie.
Większość pacjentek robi sobie zabieg czy nawet serię, a potem przestaje na pół roku lub dłużej, aż poczuje, że znów wygląda gorzej. Jeśli jednak ktoś chce wyglądać idealnie, musi sobie robić różne zabiegi właściwie non-stop. W terapiach gwiazd zabiegi podtrzymujące, stosowane raz w miesiącu, są niezbędne. Skóra starzeje się cały czas, i cały czas trzeba ją pobudzać. Owszem, można przyjąć jako minimum laser raz w roku, ale można go też wykonać co 4 miesiące, a osocze co miesiąc. A do tego w razie potrzeby botoks, kwas l-polimlekowy, albo i delikatnie uzupełnić ubytki kwasem hialuronowym. Przy takiej częstotliwości wizyt regularnie pobudzana skóra nie ma jak się zestarzeć. Poza tym, gdy zabiegi robi się częściej i regularniej, podaje się mniejsze ilości preparatów, zabiegi są mniej agresywne, więc nie widać, że coś było zrobione, nie ma drastycznych zmian w wyglądzie, a pacjent zachowuje naturalną mimikę twarzy i większą naturalność. Mniejsze jest też ryzyko powikłań oraz, że coś pójdzie nie tak.
Nie da się ukryć, że najlepszy efekt przynoszą zabiegi, które nie należą do najtańszych. Nawet jeśli będziemy regularne chodzić do kosmetyczki, to na pewnym etapie nam to nie wystarczy, bo kosmetyka nie dysponuje takimi metodami jak medycyna estetyczna. Nie da się maseczką i pilingiem uzyskać takiego efektu jak laserem i osoczem bogatopłytkowym.

Jakie zatem zabiegi, spośród wybieranych przez gwiazdy, warto brać pod uwagę? Scharakteryzuję głównie zabiegi na twarz, bo ta jest w obszarze największego zainteresowania gwiazd, choć nieco starsze z nich myślą też o dłoniach, szyi czy dekolcie. Notabene, z tej koncentracji zabiegów odmładzających na twarzy wynikają czasem kłopotliwe sytuacje, zwłaszcza, gdy taka pani rozbierze się na plaży i w oczy kłują różnice w wyglądzie twarzy i reszty ciała.
1. Botox – ale wykonywany bardziej inteligentnie niż kiedyś, aby nie pozbawić twarzy mimiki. Są kobiety, które robią go sobie np. tylko na lwią zmarszczkę, wówczas zachowana jest mimika czoła.
2. Laser frakcyjny ablacyjny – który stał się już standardem wśród zabiegów odmładzających
3. Osocze bogatopłytkowe – jeden z niewielu zabiegów odmładzających, do których gwiazdy chętnie się przyznają. Wyprą się, że stosują botoks, milczą jak zaklęte w sprawie kwasu hialuronowego, a do osocza się przyznają, bo to naturalny preparat z własnej krwi.
4. Kwas hialuronowy – używany jednak z umiarem, raczej jako uzupełnienie innych zabiegów. Jeśli się go nadużywa, powoduje nie tylko sztuczny wygląd pacjenta, ale też zwłóknienia. Wiele młodych aktorek i celebrytek robi sobie zabiegi kwasem hialuronowym na policzkach, co niestety widać.
5. Lifting nićmi – nici z haczykami stosuje się zwłaszcza u osób starszych, gdy trzeba mocniej zadziałać na owal twarzy.
6. Kwas l-polimlekowy – bardzo naturalny stymulator, używam go chętniej niż kwasu hialuronowego
7. Polikaprolakton – nowość na rynku, konkurencyjna dla innych stymulatorów ze względu na lepszy, dłużej się utrzymujący i bardziej przewidywalny efekt. Na razie jest to zabieg drogi, ale atrakcyjny, zarówno z punktu widzenia pacjenta (efekt, brak powikłań), jak i lekarza, bo jest łatwiejszy w użyciu niż np. kwas l-polimlekowy, który trzeba przygotowywać już na tydzień przed wizytą pacjenta. Polikaprolakton powoduje, że w skórze wytwarza się więcej kolagenu typu 1 niż 3, który jest korzystniejszy dla jej struktury.
8. HIFU – można powiedzieć, że to zabieg idealny. Nie tylko działa głęboko, ale też nie pozostawia śladów, za to daje efekt liftingu

Trzeba pamiętać, że gwiazdy wykonują tego typu zabiegi regularnie. W zasadzie co miesiąc, a nawet częściej coś sobie robią.

Jednak bez względu na to, czy chodzi o zabiegi dla gwiazd czy dla zwykłych ludzi, cały czas trzeba pamiętać o tym, by działać zarówno na jakość skóry, jak i kształt twarzy. Przychodzą do mnie pacjentki, które mają świetny, młody kształt twarzy, ale bardzo starą cerę. Ale bywa też na odwrót – mimo zadbanej cery, twarz jest obwisła i wygląda staro. Wspomniany już laser frakcyjny z osoczem doskonale zregeneruje skórę, ale na chomiki czy dolinę łez nie pomoże, na to trzeba innych zabiegów. Także jeśli starsza osoba ma przebarwienia, a chce wyglądać młodziej, to do zabiegów usuwających przebarwienia (które nie poprawiają kształtu twarzy ani kondycji skóry) trzeba dołączyć zabiegi poprawiające owal twarzy.

Każdą nową pacjentkę wypytuję, co jej przeszkadza, czasem nawet polecam pacjentce pokazać mi te miejsca, patrząc w lusterko. Niektórym przeszkadza tylko kształt, a na jakość cery nie zwracają uwagi, innym na odwrót. Ja zawsze zwracam uwagę na oba komponenty. Dotyczy to zarówno tych pierwszych, intensywnych zabiegów odmładzających, jak i późniejszych podtrzymujących. Generalnie jest tak, że zabiegi na korektę kształtu twarzy wykonuje się rzadziej niż zabiegi na dobrą cerę. Dlaczego? Bo warstwa rogowa naskórka regularnie się złuszcza. W ciągu całego życia odpada nam 70 kilogramów naskórka! Chodzi o jego martwą część, która wygląda równie nieatrakcyjnie jak zrogowaciałe, wysuszone pięty. Robiąc sobie regularnie nawet tak proste zabiegi jak piling, cały czas go złuszczamy, scieńczamy dzięki temu skóra się odświeża i wygląda bardziej promieniście i młodziej.

Share this article