Zanim napiszę o tym, jakie zabiegi moim zdaniem staną się hitami 2017 roku, wyjaśnię, jak te hity powstają.

Zdarza się oczywiście, że w medycynie estetycznej pojawi się jakaś rewolucyjna technologia lub preparat, jednak to raczej rzadkie zjawisko. Do takich rzeczywistych hitów na przestrzeni ostatnich lat trzeba na pewno zaliczyć laser frakcyjny, HIFU i frakcyjną RF mikroigłową. Jeśli chodzi o preparaty, to oblicze odmładzania i medycyny estetycznej zdecydowanie zmieniły botoks, kwas hialuronowy i biostymulatory. Jednak większość nowości i supernowości to w rzeczywistości stare technologie w nowych opakowaniach lub nowe technologie, ale kompletnie chybione. To, czy produkt jest lansowany jako nowość lub hit, zależy głównie od polityki sprzedażowej firm, które produkują/sprzedają konkretne preparaty i urządzenia. W każdym razie ogromne kampanie reklamowe i medialny szum na ogół nie przekładają się na super skuteczność. Zainteresowanie „nowościami” utrzymuje się mniej więcej do roku, w wyjątkowych przypadkach do dwóch lat, a potem wprowadza się kolejną nowość, a ta wcześniejsza owszem, jest cały czas na liście, jednak zdegradowana na dalekie pozycje. Ta zasada najbardziej dotyczy urządzeń. Dobrym przykładem jest radiofrekwencja kontaktowa, która kilkanaście lat temu pojawiła się jako hit w najbardziej ekskluzywnych miejscach. Początkowo zabieg wykonywali tylko lekarze i po całkiem wysokich cenach. Po kilku latach zaczęli ją robić wszyscy, łącznie z kosmetyczkami, ale już za grosze. Jeszcze krótszy był żywot specjalnego kwasu hialuronowego pod oczy. Miał on stanowić panaceum na problemy z cieniami pod oczami i w dolinie łez. Był bardzo mocno reklamowany, a dziś? Praktycznie słuch po nim zaginął, bo zabieg był kosztowny, a efekt krótkotrwały.
Inny przykład – akryl i silikon jako stałe wypełniacze. Kiedyś stosowano je nagminnie. Nikt nie myślał o konsekwencjach, czyli, że stały wypełniacz z czasem może się przemieścić, bo skóra w fizjologiczny sposób opadnie, i że po 15 latach zamiast np. 2 cm pod okiem, znajdzie się o na środku policzka. Poza tym wypełniacze te bardzo późno, bo po 5-7 latach, dawały powikłania w postaci stanów zapalnych i ziarniniaków, i trzeba je było chirurgicznie usuwać.
Jak się ma w tym rozeznać pacjent? To trudna sprawa, bo nawet lekarzowi medycyny estetycznej trudno jest ocenić, co z wprowadzanych rzeczy naprawdę będzie dobre. Efekt jest taki, że kobiety atakowane ze wszystkich stron reklamą, przychodzą do gabinetu i mówią, że chcą, by jej zrobiono konkretny zabieg. Zawsze najpierw pytam, dlaczego akurat ten, i na ogół dowiaduję się, że przeczytały o nim w gazecie, na ulotce. Czytać owszem, warto, ale to nie znaczy, że trzeba od razu wszystko o czym się czyta stosować. W swojej pracy preferuję metody regeneracyjne, bo są bezpieczne i wiem, że za 10 lat nie zmieni się profil ich bezpieczeństwa. Na badania trzeba czasu, np. aby zbadać, czy silikon spowoduje powikłania, trzeba aż 10 lat. Tymczasem na ogół, jak się coś nowego wprowadza, nie robi się badań długofalowych konsekwencji stosowania nowej metody. W ostatnich kilku latach pojawiło się naprawdę mnóstwo nowości, ale ja tylko dwie z nich mógłbym wymienić jako w pewien sposób rewolucyjne: wśród urządzeń – HIFU, a wśród preparatów – nici PDO (też z zastrzeżeniem, że nie są aż tak świetne, jak się niektórym wydaje). Najlepsze, co pacjent może zrobić, to nie sugerować się o modą, ale zaufać konkretnemu lekarzowi, szczególnie wówczas, gdy kompleksowo myśli o urodzie i o kondycji swojej skóry. Owszem, dobrze jest wiedzieć, co się dzieje w medycynie estetycznej, ale do wszelkich przekazów reklamowych trzeba podchodzić z dużą dozą nieufności.

Co według mnie będzie hitem w tym roku?

1. HIFU. Doskonałe narzędzie do nieinwazyjnego liftingu twarzy. Technologia dostępna od kilku lat, ja dysponuję nią od 2,5 roku. HIFU to skoncentrowane ultradźwięki, które wywołują przegrzanie, co stymuluje procesy naprawcze. Zaletą jest to, że skóra na powierzchni pozostaje nienaruszona, a także możliwość działania na różnych głębokościach: 1,5 mm, 3 mm i 4,5 mm. Jestem przekonany, że ten rok będzie należał do HIFU. Jednak przestrzegam przed traktowaniem tej metody jako rozwiązania na wszystkie problemy. Sam zabieg wygląda niewinnie i obawiam się, że wiele gabinetów zacznie go wykonywać bez świadomości, ja waznajest w jego przypadku znajomość anatomii twarzy, wiedza na temat przebiegu nerwów i tętnic, położenia ślinianek itp. Z HIFU trzeba postępować ostrożnie, żeby nie skrzywdzić pacjenta.
Miałem kilka pacjentek, którym w innych gabinetach robiono HIFU najstarszym urządzeniem do tego typu zabiegów. Twierdziły, że ich twarze zamiast się poprawić, wyglądają gorzej, opadła. Zacząłem analizować poszczególne przypadki, przyglądając się tamtemu urządzeniu oraz temu, którego sam używam. Doszedłem do wniosku, że przyczyna może tkwić w protokołach zabiegowych od producenta, przewidujących za dużą liczbę strzałów. Moim zdaniem zdecydowanie za dużą. Ja robię ten zabieg zupełnie inaczej i mam efekty. HIFU działa na konkretnej głębokości i ważny jest sposób wykonania.

hifu

HIFU – mocny lifting bez skalpela i bez rekonwalescencji (fot. Triclinium)

2. Osocze bogatopłytkowe. O mijającym roku można powiedzieć, że był rokiem osocza bogatopłytkowego, i ten trend utrzyma się w następnym roku. Osocze bogatopłytkowe nie jest niczym nowym, ale przez wiele lat było niedoceniane, a to jeden z lepszych zabiegów regenerujących skórę. Terapia osoczem należy do tzw. zabiegów autologicznych, czyli takich, w których preparat jest pozyskiwany z własnego organizmu pacjenta, w tym przypadku z krwi. Po odwirowaniu krwi uzyskuje się osocze o wysokim stężeniu płytek krwi, które podane do skóry stymulują procesy naprawcze i regeneracyjne tkanek. Osocze w medycynie estetycznej jest wykorzystywane jako zabieg odmładzający, a w terapiach skojarzonych do wzmocnienia ich efektów.

osocze bogatopłytkowe

Zabieg rewitalizacji skóry osoczem bogatopłytkowym

3. Terapie skojarzone. Nadchodzący rok będzie dla mnie czasem inteligentnych terapii i pomysłów na łączenie zabiegów. Nie chodzi tylko o to, co szumnie w każdym gabinecie nazywa się synergią, bo nie każde połączenie zabiegów jest sensowne, ale o prawdziwie niestandardowe podejście do każdego pacjenta i problemu. Oczywiście, aby terapie skojarzone stały się codzienną praktyką, trzeba naprawdę solidnego, wieloletniego doświadczenia oraz dobrego zaplecza technologicznego. Ja sam, dzięki autorskim rozwiązaniom, mogę nie tylko leczyć trudne (a często ekstremalnie trudne) przypadki, ale przede wszystkim jestem bardzo skuteczny we wszelkich terapiach odmładzających.

4. Plazma. 2017 rok będzie też rokiem plazmy, bo nastała na nią moda, podsycana przez dystrybutorów urządzeń. Technologia plazmowa jest promowana głównie jako zabieg na opadające powieki. Nie piszę, że ta technologia jest zła, jednak moim zdaniem ani nie jest to
supernowość, ani nie przewyższa ona skutecznością już istniejących metod. Niechirurgiczny lifting powiek równie dobrze można wykonać laserem frakcyjnym ablacyjnym lub rf mikroigłową i będzie tak samo skuteczny, a przy okazji bezpieczniejszy i mniej agresywny.

5. Przeszczep tłuszczu połączony z komórkami macierzystymi. To będzie modne, bo jest mocno promowane, szczególnie zabiegi powiększania piersi własną tkanką tłuszczową. Ale nie wiadomo, jak długo ta moda się utrzyma, szczególnie że komórki macierzyste w tym zabiegu pozostają bardziej sloganem reklamowym niż cudowną terapią odmładzającą

Share this article