Dziś o gwiazdach wśród urządzeń. Rynek medycyny estetycznej bardzo prężnie się rozwija, raz po raz pojawiają się nowości i super skuteczne zabiegi. Na dodatek organizowane są różnego rodzaju konkursy, które także windują ich popularność. Przez agresywną reklamę, wystąpienia na targach, konferencjach (którym towarzyszy przekaz, że to najlepsza, najskuteczniejsza, rewelacyjna, a przy tym unikalna metoda czy technologia), producenci często na siłę napędzają sprzedaż urządzeń i zabiegów, i w ten sposób z produktu robi się PRODUKT MODNY. Taka z kolei reklama nakręca odbiorców – najpierw gabinety, które kupują urządzenia, a potem ich klientów. Żywot „gwiazdy” zależy od tempa sprzedaży produktów, i od tego, ile uda się zrobić zabiegów, zanim wyjdzie na jaw prawdziwa jej natura, ale na ogół trwa nie dłużej niż rok lub dwa.

smart lifitng mikronici

Nici są jedną ze spadających gwiazd medycyny estetycznej

Gwiazda 1 – laser pikosekundowy
Święcił triumf w ubiegłym roku. Jest to nowa technologia, która miała w przyszłości zastąpić (i pewnie zastąpi) lasery Q-swich. Ten super drogi sprzęt kupiło kilka gabinetów, bo reklamowano go jako najlepsze urządzenie do usuwania przebarwień, tatuaży i blizn potrądzikowych. Ale ostatnio reklama jakby przycichła. Mam relacje pacjentów, którzy poszli usuwać tym laserem blizny po trądziku – zero efektów. Producent chwalił się, że do usunięcia tatuażu wystarczą trzy zabiegi laserem pikosekundowym (laserem Q-swich osiąga się efekt po około 10 sesjach), tymczasem nic podobnego – okazuje się, że skuteczność obu laserów jest podobna. Może pikosekundowy potrzebywałby 8. Podobnie z przebarwieniami. Fakt, zdarza się, że dwa zabiegi laserem pikosekundowym usuwają przebarwienia, ale są to przebarwienia tego typu, które bez trudu usunie każdy inny laser.
Moim zdaniem sprzęt ten jest przereklamowany. Co więcej, kiedy się przyjrzałem jego parametrom stwierdziłem, że są one paradoksalnie słabsze od lasera Q-swich. Laser pikosekundowy, owszem, ma dużą moc, ale niższą gęstość energii, jaką może wytworzyć, tymczasem efekty zabiegów zależą właśnie od niej. Mimo więc, że jest bezpieczniejszy i daje mniej powikłań, nie zdecydowałem się póki co na zakup. Generowany przezeń impuls jest na razie za słaby. Jeśli jednak producentowi uda się przekonstruować go tak, aby był w stanie generować większą gęstość energii, to będzie super urządzeniem. Tylko że aby się opłacało wymienić laser Q-swich na laser pikosekundowy, musiałby on osiągać moc rzędu 5-10 gigawatów (na razie około 1 gigawat). Dopiero wówczas, przy większym bezpieczeństwie zabiegów, miałby skuteczność taką samą, jak dzisiejszy Q-swich.

Gwiazda 2 – nici PDO
Intensywna moda na nici trwała jakieś dwa lata. Przyznaję, byłem jednym z pierwszych lekarzy (o ile nie pierwszym), którzy zaczęli je stosować kilka lat temu w Polsce, tyle tylko, że nie uległem modzie, inaczej mówiąc, nie uczyniłem z nici podstawowego zabiegu, proponowanego w mojej klinice. Miałem je więc jako uzupełnienie oferty, podczas gdy wiele gabinetów medycyny estetycznej wpadło w marketingowe sidła i zaczęło stosować nici jako panaceum na każdy problem. Teraz lekarze i pacjenci rezygnują z nich. Nici działały nie u każdego pacjenta, bo też nie u każdego pacjenta ich stosowanie miało sens, a nic tak nie psuje rynku jak brak efektów. Ludzie zaczęli się zniechęcać.

Gwiazda 3 – plazma
Technologia plazmowa dostępna jest od ponad 10 lat (ostatnio z ciekawości zajrzałem do anglojęzycznej książki z 2009 roku i plazma jest niej opisana), ale nikt się nią specjalnie nie zajmował, bo nie jest to żadne cudowne urządzenie, ale po prostu jedna z metod działania. Skąd więc nagła moda na plazmę? Stąd, że znalazła się firma, która znalazła niszę i uruchomiła dobrze ukierunkowane działania marketingowe, prezentujące to urządzenie jako doskonałe rozwiązanie na powieki. W półtora roku sprzedano chyba ponad 100 urządzeń, ale szybko pojawił się oddźwięk ze strony pacjentów, z którego wynika, że urządzenie nie działa tak skutecznie, jak obiecywano i daje sporo powikłań. Promocja urządzenia opierała się na założeniu, że spektakularne efekty można osiągnąć jednym zabiegiem. To pierwsza informacja, w której producent mija się trochę z prawdą. Co innego działania chirurgiczne, polegające na wycięciu fragmentów skóry, ale w medycynie regeneracyjnej nie jesteśmy w stanie jednym zabiegiem uzyskać tak spektakularnych efektów. No, chyba że wykonamy super agresywny zabieg, ale wtedy i tak nie mamy pewności, jaki będzie efekt, natomiast mamy pewność, że może wystąpić wiele powikłań. Miałem pacjenta z bardzo licznymi bliznami po trądziku na plecach – paskudnymi, częściowo odbarwionymi. Moim zdaniem nic się z tym nie dało zrobić, ale pacjent się uparł, żeby spróbować. Powiedziałem więc, że mogę mu zrobić ekstremalnie mocny zabieg laserowy – taki, żeby właściwie zedrzeć skórę, ale ostrzegłem, że to się może bardzo długo goić. Na początek zrobiliśmy test, poddając zabiegowi fragment skóry pleców wielkości dłoni. Teraz i owszem, wygląda na to, że jest poprawa, ale od zabiegu minęło ponad 9 miesięcy, a pacjent nadal ma po nim czerwone ślady. Tak właśnie działają agresywne zabiegi. Tylko ja uprzedziłem pacjenta, że tak pewnie będzie. Z opinii na temat plazmy, jakie do mnie docierają, wnioskuję, że jeden zabieg to za mało, albo bardzo długo utrzymują się ślady po nim. Moim zdaniem, jest to technologia dobra na znamiona i brodawki, i to jest moim zdaniem główne wskazanie do stosowania plamy, choć takie same efekty uzyska się laserem CO2 do wycinania. A urządzenie i zabieg są tańsze. Plazmą można też wykonywać zabiegi odmładzające, ale w tym segmencie jest mnóstwo innych urządzeń i technologii, w dodatku bezpieczniejszych, bo minusem plazmy jest to, że zabieg wykonuje się ręcznie, bez automatycznych nastaw. Niepodważalną zaletą plazmy są za to małe rozmiary urządzenia oraz fakt, że jest ono mobilne.
Reasumując, na wszystkie problemy, z którymi ma sobie radzić plazma, mam już inne, lepsze metody.

Gwiazda 4 – trójfazowy kwas hialuronowy
To gwiazda, która nawet dobrze nie wzeszła; była próba wprowadzenia tego produktu, ale lekarze go nie przyjęli.

Gwiazdy mają to do siebie, że niektóre gabinety bazują na nich bez opamiętania, co często psuje rynek, jak w przypadku HIFU. To bardzo dobre urządzenie, ale trzeba wiedzieć, na co je stosować. Często słyszę, że pacjenci boją się HIFU, bo rozpuszcza tłuszcz i powoduje opadanie skóry, albo dlatego, że nie daje efektu. U mnie nic takiego się nie zdarzyło. Natomiast może się dziać wówczas, gdy ktoś się posługuje kiepskim sprzętem, np. chińskiej produkcji, albo nie rozumie, jak działa zabieg i na co może być stosowany.

Jak już można było się zorientować z mojego tekstu, nowości nie zawsze są nowościami. Czasem bierze się coś starego i daje mu nowe zastosowanie, Pacjent powinien mieć zawsze z tyłu głowy, aby nie lecieć na każdą nowość, bo może się sparzyć. W końcu, dla niego najważniejsze jest, aby dobrze wyglądał, a to, w jaki sposób osiągnie ten miły efekt, jest w istocie sprawą drugorzędną. Ja sam obstawiam na holistycznym podejściu do objawów starzenia i preferuję zabiegi regeneracyjne – nigdy nie będą passé, bo nie bazują na chwilowych modach, a na działaniu naszej własnej tkanki. Ale one są dla osób cierpliwych

Share this article