Co roku o tej porze mam bardzo dużo pacjentów na zabiegi usuwania przebarwień. Jest to też dobry czas, by przypomnieć podstawową wiedzę na ten temat, co czynię w najnowszym numerze „Miasta Kobiet” 

miasto-kobiet

Sezon walki z przebarwieniami

Jesień i zima to czas, kiedy warto zintensyfikować zabiegi redukujące przebarwienia. Aby oszczędzić naszym Czytelniczkom szukania rozwiązań po omacku i eksperymentowania na własnym ciele, o najskuteczniejsze sposoby pozbycia się niechcianych, nieestetycznych plam, pytamy dr. Marka Wasiluka

Jak powstają przebarwienia?
Przebarwienia to patologiczne, miejscowe nagromadzenie nadmiaru melaniny (tego samego barwnika, który odpowiada za opaleniznę), do którego dochodzi wskutek zbyt dużego zagęszczenia komórek barwnikowych w skórze (melanocytów) albo zbyt intensywnej produkcji melaniny. Czynnikiem niezbędnym do powstania przebarwień jest słońce. Na skórze, do której promieniowanie słoneczne nie dociera, przebarwienia się nie pojawią. Dodatkowymi czynnikami przyczyniającymi się do powstawania przebarwień są urazy (mechaniczne chemiczne, poparzenia), leki z niektórych grup i zaburzenia hormonalne. Różnorodność tych czynników sprawia, że typów przebarwień jest wiele i nie ma jednej metody ich usuwania. Do tego skóra każdego pacjenta reaguje na zabiegi indywidualnie.
Procedurę usuwania przebarwień komplikują nie tylko rozmaite czynniki powstawania, ale też różne umiejscowienie barwnika. Melanina tworzy się płytko, powierzchownie, ale wędruje i może się usadawiać w różnych warstwach skóry. Te aspekty muszą być uwzględniane w leczeniu. Miejscowe mechanizmy sterujące wytwarzaniem nadmiaru barwnika nadal nie są dokładnie poznane. Nie do końca rozumiemy, dlaczego w danym momencie tworzy się go więcej lub mniej, np. podczas jednej ciąży nic się nie działo, a przy drugiej pojawiła się melasma. Albo ktoś brał wcześniej jakiś lek i nie było skutków ubocznych, a następnym razem wziął takie same i pojawiły się przebarwienia.

Czy da się usunąć przebarwienia jednym zabiegiem?
W teorii współczesna technologia umożliwia usunięcie przebarwień szybko, prosto i skutecznie. Praktyka jest zupełnie inna. W usuwaniu przebarwień nie chodzi bowiem całkowitą likwidację barwnika (gdybyśmy na tym poprzestawali, w miejscu usuniętych przebarwień pozostawałyby odbarwienia), ale o znormalizowanie jego wytwarzania w skórze. Proszę sobie wyobrazić, że skóra jest kremową ścianą, pobrudzoną czymś niezmywalnym. Naszym celem nie jest zdrapanie farby w całości i pozostawienie nieestetycznego białego tynku, ale przywrócenie kremowego koloru. Jednym słowem, w czasie zabiegu nie możemy usunąć całego barwnika (gdybyśmy to zrobili, skóra z brązowej stałaby się biała), ale jego nadmiar. A dodatkowo trzeba doprowadzić skórę do stanu, w którym będzie produkowała tyle barwnika, ile trzeba, nie za dużo ani za mało. A to jest długi i skomplikowany proces.
Samo słowo „usunięcie” stwarza możliwość manipulacji. Miałem pacjentkę, która zanim do mnie trafiła, usuwała przebarwienia dziewięć razy. Zdzierano jej naskórek i powierzchownie skórę właściwą razem z barwnikiem, tydzień po zabiegu wyglądała bardzo źle, ale potem, przez kolejne trzy tygodnie na twarzy nie było przebarwień. Wracały po miesiącu, i wtedy szła na kolejny zabieg. Można śmiało powiedzieć, że efekt był, przebarwienie usuwano, ale co z tego, skoro bardzo szybko się odtwarzało i regenerowało.

Skoro jeden zabieg nie wystarcza, to ile?
Zdarzają się przebarwienia proste w leczeniu ‒ to te, które powstają wyłącznie pod wpływem słońca, czyli piegi i przebarwienia starcze ‒ ale wszystkie inne, szczególnie pourazowe, hormonalne i polekowe, są trudne do usunięcia. Z reguły nastawiam pacjentów na kilka miesięcy pracy i dziesięć zabiegów. Niektórzy kalkulują, że to zbyt czasochłonne i za drogie, i szukają dróg na skróty, ale dróg na skróty nie ma, jest tylko marketing. Na szczęście w większości mam już bardzo świadomych pacjentów, takich, którzy do tej świadomości dochodzili latami eksperymentów i brakiem efektów, aż trafili do mnie.

Jakie metody są najskuteczniejsze?
Od kilku lat stosuję autorskie metody usuwania przebarwień, w których najistotniejsze są trzy czynniki: odpowiednia diagnoza, bardzo dobry sprzęt oraz doświadczenie pozwalające na elastyczność w czasie zabiegów, czyli modyfikację metody, zamiast ślepego wykonywania zaplanowanych procedur. Najlepiej z przebarwieniami radzą sobie lasery działające w zakresie świata zielonego o jak najkrótszej fali ‒ są najbardziej selektywne, czyli ich światło jest pochłaniane przez komórki melaniny, które nagrzewają się i ulegają uszkodzeniu, podczas gdy inne, sąsiadujące z nimi, pozostają nienaruszone. Bardzo skuteczny jest laser bromkowo-miedziowy, który oprócz światła zielonego emituje też światło żółte, pochłaniane selektywnie przez kolor czerwony (hemoglobinę), co przydaje się w leczeniu melasmy typu naczyniowego. Drugim laserem, który stosuję na przebarwienia, jest laser Q-Switch neodymowo-yagowy, który jest świetnym uzupełnieniem tego pierwszego, gdyż działa na innej zasadzie (rozbija mechanicznie komórki barwnikowe) i głębiej. Bez tych dwóch laserów trudno mówić o skuteczności w leczeniu przebarwień. Moja praktyka pokazuje, że mogę osiągnąć efekt redukcji przebarwień rzędu 95 proc. przy zachowaniu 80-procentowej trwałości. Zauważyłem też, że skuteczność rośnie, gdy rozkładamy procedurę na dwa sezony, czyli w połowie serii robimy przerwę i kontynuujemy leczenie po kilku miesiącach.

A co z pilingami i innymi metodami?
Wszystkie metody dzielą się na selektywne i nieselektywne. Pierwsze polegają na tym, że działa się tylko na komórki barwnika, bez uszkadzania innych elementów skóry. Tak działają wspomniane dwa pierwsze lasery. Piling chemiczny to metoda nieselektywna, czyli niszcząca, oprócz melaniny i komórek barwnikowych, całą skórę. Po znanym pilingu TCA jest dużo powikłań w postaci odbarwień lub powrotu jeszcze gorszych przebarwień, poza tym skóra po zabiegu długo się goi. Również Cosmelan zazwyczaj nie przyniesie długotrwałego efektu. Na przebarwienia można stosować IPL, ale tylko na te płytkie i proste, np. na dłoniach czy dekolcie. Od wielu lat przestrzegam przed używaniem na przebarwienia lasera frakcyjnego. Jest on mało selektywny, gdyż jego fale pochłaniane są nie tylko prze komórki barwnika, ale i przez wodę, czyli całą tkankę, co może prowadzić do poparzeń i w efekcie do powstania nowych przebarwień. Laser frakcyjny jest więc przede wszystkim laserem do odmładzania, którego skutkiem ubocznym może być usunięcie płytkich przebarwień, a nie na odwrót.

Najlepiej byłoby zatem nie mieć przebarwień. Tylko jak to osiągnąć?
Przebarwienia częściej zdarzają się osobom o ciemnej karnacji. Mogą je wywoływać nawet drobne zabiegi, ba, wystarczy, że ktoś, używszy perfum na bazie alkoholu, wyjdzie na słońce ‒ promieniowanie pobudzi skórę podrażnioną przez alkohol i przebarwienie gotowe. Podstawowa zasada brzmi: unikać słońca. To najsilniejszy czynnik, stymulujący przebarwienia ‒ nie tylko przez promieniowanie UV, ale też przez podczerwoną składową promieniowania, czyli ciepło. Problem w tym, że źródłem ciepła jest nie tylko Słońce, więc należałoby unikać również innych jego źródeł, także siedzenia przed kominkiem czy sauny. Poza tym należałoby się chronić przed promieniowaniem widzialnym, które też oddziałuje na melaminę, bo gdyby było inaczej, nasza skóra byłaby biała. Nie ma więc sposobu, aby całkowicie się odciąć od czynników, które mogą spowodować przebarwienia, możemy tylko dążyć do zminimalizowania ich wpływu. Bądźmy rozsądni.

Share this article