Z mojej perspektywy był to rok bardzo ciekawy i niezwykle pracowity. Oto krótkie podsumowanie.

Czas na podsumowanie roku 2017 w medycynie estetycznej (fot. Fotolia)

Czas na podsumowanie roku 2017 w medycynie estetycznej (fot. Fotolia)

1.
Pierwsza połowa roku upłynęła pod znakiem studiów. Kończyłem Aesthetic Medicine w Barts and The London School of Medicine and Dentistry na prestiżowym uniwersytecie Queen Mary University of London – kolejne już studia, podnoszące moje kwalifikacje jako lekarza medycyny estetycznej. W związku z tym do sierpnia nie miałem ani jednego weekendu wolnego, bo albo analizowałem artykuły medyczne, albo się uczyłem. Za to teraz wykonuję pracę z poczuciem, że nie da się już być bardziej wykształconym w mojej dziedzinie (jeśli chodzi o uniwersytecką edukację w zakresie medycyny estetycznej, to przeszedłem wszelkie dostępne stopnie).

2.
Rok 2017 był rokiem powikłań po kwasie hialuronowym. Nie wiem tylko, czy to dlatego, że jak już ktoś ma powikłanie po podaniu HA, to w poszukiwaniu ratunku trafia do mnie, czy dlatego, że na rynku pojawiły się wątpliwej jakości preparaty. Pisząc „powikłania” nie mam na myśli nieestetycznie wykonanych zabiegów (bo to się może zdarzyć), ale obrzęki, przemieszczanie się kwasu, reakcje alergiczne, biofilmy. Naprawdę jestem zaskoczony, jak wiele powikłań zaczął dawać preparat uznany za najbezpieczniejszy w medycynie estetycznej. I tym bardziej jestem zaskoczony, gdyż do tej pory działo się to bardzo rzadko. Mam podejrzenie, że główną przyczyną jest fakt, że pojawiły się na ryku gorsze preparaty i więcej podróbkek. Ale przyczyną bywa też źle zakwalifikowany do zabiegu pacjent i zła technika podania.

3.
Przez cały rok miałem wielu pacjentów z bliznami i przebarwieniami. Był to więc czas, gdy mogłem intensywnie doświadczać skuteczności stosowanych do tej pory terapii, wdrażać nowe i wyciągać kolejne wnioski. Mam na przykład nowe odkrycia w zakresie leczenia melasmy, które dla pacjentów są po części korzystne (bo skuteczność leczenia będzie wyższa), ale po części niekorzystne (bo wydłuży się czas leczenia).

4.
Przez cały rok pisałem na blogu o tzw. hitach wśród zabiegów medycyny estetycznej, i potwierdziły się moje przypuszczenia dotyczące laserów pikosekundowych (że to świetna technologia, ale trzeba jeszcze czasu, by ją udoskonalić, bo na tym etapie nie jest w ogóle rewolucyjna w stosowaniu klinicznym, tak jak to zapowiadano), plazmy (że jest to tylko pozorny hit, i rzeczywiście obserwujemy już wygaszanie jej popularności), nici PDO (także wchodzą w fazę schyłkową po kilku latach zachwytów) i HIFU (że moda na nie i popularność mogą mu paradoksalnie zaszkodzić, mimo iż jest to rewelacyjny zabieg).

5
Cieszę się, że obok grupy pacjentów z nietypowymi przypadkami i powikłaniami, wyrosła mi ogromna grupa stałych pacjentów, którzy chcą kompleksowej opieki, którym nie chodzi o pojedyncze zabiegi, ale chcą się ze mną ładnie starzeć, czyli decydują się na terapie planowane długofalowo. Są to osoby świadome, że jeśli chcą wyglądać ładnie i naturalnie, potrzebują różnego rodzaju zabiegów rozplanowanych w dłuższej perspektywie. I co ciekawe, jest to grupa bardzo zróżnicowana wiekowo, bo i 30+, ale także 50+.

6.
Na początku roku pisałem, że zaczęło mnie fascynować nie tylko odmładzanie, ale też poprawianie tego, co już jest piękne, żeby było jeszcze piękniejsze. Mam pacjentki – modelki, fotomodelki, prezenterki, osoby publiczne – którym niczego nie brakuje jeśli chodzi o urodę, a jednak w sytuacjach zawodowych (w obiektywie aparatu czy w wizjerze kamery), pewne delikatne asymetrie czy dysproporcje stają się rażące. Te osoby potrzebują bardzo dyskretnych, minimalnych korekt. Trafiają do mnie albo z polecenia, albo w trakcie poszukiwań odpowiedniego lekarza, gdy zaczynają się orientować, że nikt nie rozumie o co im chodzi i dostrzec, że np. 1 mm asymetrii twarzy może stanowić problem, i potrafię tę asymetrię dyskretnie i naturalnie skorygować.

7.
Obserwuję ogromny świadomości wzrost pacjentów. Nie tylko tych przychodzących do mnie. Mam poczucie, że blog, który od kilku lat prowadzę, bardzo się do tego przyczynia. Dostaję maile od czytelników, że dzięki temu, co przeczytali na blogu, świadomie zdecydowali się na jakiś zabieg lub przeciwnie – zrezygnowali z niego. Blog jest jednym z niewielu, a może nawet jedynym w sieci miejscem, gdzie można uzyskać rzetelne informacje, nie będące powielaniem tego, co można znaleźć na stronach producentów urządzeń i preparatów, wykorzystywanych w medycynie estetycznej.

Share this article