Ponad pięć lat minęło od czasu, gdy w styczniu 2013 roku, byłem w Hiszpanii na szkoleniu poświęconym nowej generacji nici liftingujących PDO. Czas na podsumowanie, czy nici to ciągle gorący trend czy może są już passé.

smart lifitng mikronici

Nici PDO sprawdzają się bardzo dobrze tylko w dwóch przypadkach – na zmarszczki na szyi i do podciągnięcia twarzy, fot. arch. własne  

Nici były używane w medycynie estetycznej już wcześniej, ale ich wady przewyższały zalety. Tymczasem nici PDO, ze względu na materiał, z którego były wykonane (wchłanialny polidioksanon), grubość (choć właściwiej byłoby tu napisać „cienkość”, bo są to mikronici – takie same, jak te stosowane w operacjach mikrochirurgicznych, np. gałek ocznych) i rozmaitość długości, dawały ogromną nadzieję na opracowanie nowych sposobów odmładzana twarzy. Miały one dwa wskazania – biostymulację oraz lifting skóry.
Zacząłem je stosować jako pierwszy lekarz w Polsce. Zanim moda na nici rozwinęła się w naszym kraju, ja już poznałem ich dobre i złe strony, i zamiast na fali tej mody promować zabiegi z nićmi, stopniowo je ograniczałem. Oto próba wyjaśnienia, dlaczego.
Zazwyczaj, kiedy pojawia się nowa metoda, nowe urządzenie, czy nowy preparat, rozpędzona zostaje machina marketingowa, która ma doprowadzić do coraz większej sprzedaży. Efektem takich kampanii jest bardzo często przekonywanie odbiorców, że dana metoda jest panaceum niemal na wszystko. I tak się stało z nićmi. Ich zastosowanie doprowadzono do absurdu: na policzki, na powieki, na biust, na brzuch, na rozstępy, do wypełniania, do podnoszenia, do poprawiania jakości skóry, na zmarszczki, na ubytki, dla młodych i dla starych, proste, długie, z haczykami i bez. Tymczasem ja po paru latach doświadczeń mogę stwierdzić, że owszem, nici są bardzo dobrą metodą, ale tylko przy niektórych wskazaniach. Przy innych sprawdzają się średnio lub mają lepszą alternatywę. Zatem sprzedawanie ich jak panaceum na wszystko jest dużym nadużyciem. Zresztą rynek sam to już zweryfikował i moim zdaniem taka szeroka kariera nici PDO już się skończyła.
Ale są sytuacje, kiedy nici nieźle się sprawdzają. Dotyczy to szczególnie dwóch bardzo konkretnych wskazań: na poziome zmarszczki na szyi oraz na podciągnięcie skóry.

Zmarszczki na szyi
Szyja ma płaską powierzchnię, co utrudnia stosowanie innych metod, prostujących zmarszczki. Poziome zmarszczki w tej okolicy w ogóle trudno jest usunąć. Można próbować botoksem. Laser frakcyjny nie daje wystarczająco zadowalających efektów, podobnie jak wypełniacze (trudno jest wypełnić te zmarszczki, a jeszcze trudniej zrobić to równo na całej ich długości). Tymczasem nici dobrze sobie z nimi radzą. Nitka jest elementem powtarzalnym, a więc wypełnienie zmarszczki za jej pomocą nie niesie żadnych problemów z nierównością. Podaje się ją pod zmarszczkę, uzyskując w ten sposób efekt wypchnięcia skóry. Najlepiej jest stosować nici sprężynkowe, które wyglądają trochę jak sprężynka od długopisu, i prostują się dopiero w skórze. Tą metodą można zmniejszyć widoczność zmarszczek na szyi mniej więcej o połowę. Bonusem jest dodatkowy, delikatny efekt biostymulacyjny, prowadzący do budowania przez tkankę skóry w okolicy zabiegu własnych włókien kolagenowych.

fot. Pink Media, zdjęcie z zabiegu

Nici na zmarszczki poziome na szyi, fot. arch. własne

Podciągnięcie skóry
Gdyby spojrzeć na sprawę historycznie, to obecne nici z haczykami miały przodków w postaci nici stożkowych. Ich główna wada polegała na tym, że prześwitywały przez skórę, szczególnie po dłuższym czasie przebywania w skórze (miesiące, lata).
Obecne nici lfitingujące to nici haczykowate, czyli zaopatrzone na całej długości w mnóstwo drobnych, bardzo gęsto umiejscowionych haczyków. Umieszczamy więc nić pod skórą, a ona na całej swoje długości wczepia się w tkanki, podciągając skórę i dając efekt liftingu.Ta metoda ma zarówno zalety jak i wady.
Zalety: zabieg jest mało inwazyjny (jedynym skutkiem ubocznym jest siniak w miejscu, gdzie wprowadzono nić), a efekt naciągnięcia jest natychmiastowy (zaraz po zabiegu pojawia się lekki obrzęk, który mija). Gdyby więc ktoś chciał super efektu np. za miesiąc, a nie dysponował czasem na tyle, by się poddać metodom regeneracyjnym, na których efekt trzeba czekać dłużej, to nici są naprawdę bardzo dobrym wyborem.
Wady: Nici to nic innego jak metoda kamuflująca. Owszem, naciągniemy skórę, ale nie usuniemy przyczyny jej obwisania. Nie da się nićmi odtworzyć tego, co zanikło. Jest to więc typowe działanie objawowe. Oczywiście nie dyskwalifikuje to zabiegu, ale warto o tym wiedzieć. Druga wada polega na tym, że jeśli się naciągnie za dużo, może się pojawić efekt sztuczności, nierówności, czy wałeczki skóry. I wreszcie trzecia wada – przez 2-3 tygodnie po zabiegu trzeba bardzo uważać. Szczególnie w czasie snu, bo gdy np. śpimy na boku i pocieramy twarzą o poduszkę nici mogą po prostu puścić i przemieścić się, może nastąpić „przeskoczenie” haczyków. To spowoduje, że upragniony efekt liftingu znika, ale przez fakt, że wcześniej był on dobrze widoczny, ten kontrast będzie tym silniejszy.
Stosując nici do liftingu warto pamiętać, że nie wszystko daje się podciągnąć. Nie nadaje się do tego skóra zbyt cienka, ale i zbyt gruba, np. na policzkach, bo jest po prostu za ciężka, i trzeba by zastosować bardzo wiele nici, a i to bez pewności, jaki będzie efekt. Nici liftingujące najlepiej się sprawdzają na bruzdy nosowo-wargowe, chomiki, brzeg żuchwy i opadające policzki, ale z zastrzeżeniami, o których pisałem wyżej i z zastrzeżeniem, że nie zawsze są wystarczające jako jedyny zabieg.

Moja praktyka
W swoim gabinecie stosuję nici głównie na szyję i właśnie liftingujące. Jeśli pacjent życzy sobie liftingu nićmi, bo zależymy mu na jednorazowym, bardzo skutecznym zabiegu, to i tak proponuję połączenie nici z biostymulacją lub wypełnieniem. Najpierw więc podaję preparat, który ma odtworzyć objętość, albo robię HIFU, a dopiero jako wykończenie zabiegu stosuję nici. Używam ich też często u osób w zaawansowanym wieku (70 +), które nie miały wcześniej wiele do czynienia z medycyną estetyczną, a które nie chcą lub nie są dobrymi kandydatami na chirurgię plastyczną. Na takich pacjentów to działa naprawdę nieźle.

Nie poprawimy nićmi jakości skóry. Wystrzegajmy się ich też na powieki i na podciągnięcie brwi. To dobry pomysł tylko w teorii, więc wiele firm ogłasza, że robi takie zabiegi. W praktyce to kiepski pomysł. Skóra na powiekach jest cienka a odległość między brwiami a brzegiem włosów zbyt mała, aby dobrze zaczepić nici i dużo podciągnąć, a istnieje ryzyko prześwitywania . Nici to nie sposób na wszystko. Stosujmy je tylko tam, gdzie się sprawdziły – a więc, przypomnę, do liftingu i spłycenia zmarszczek na szyi.

Share this article