W najnowszym numerze czasopisma „Miasto Kobiet” ukazał się wywiad ze mną na temat powikłań

Wywiad w Mieście Kobiet na temat powikłań

Wywiad w Mieście Kobiet na temat powikłań

Czy leci z nami pilot, czyli o powikłaniach w medycynie estetycznej

O tym, jak radzić sobie z powikłaniami w medycynie estetycznej rozmawiamy z dr. Markiem Wasilukiem, nazywanym specjalistą od trudnych przypadków, właścicielem Centrum Medycyny Nowoczesnej Triclinium, autorem książki Medycyna estetyczna bez tajemnic

Przychodzi kobieta do gabinetu medycyny estetycznej po urodę i zamiast niej dostaje… powikłanie. Czy to się często zdarza?

Tam gdzie wykonuje się zabiegi medycyny estetycznej, nawet przy najbardziej bezpiecznym zabiegu, teoretycznie zawsze może dojść do powikłania. Może to być skutek złej jakości sprzętu lub preparatu, nietrafnie dobranego zabiegu, indywidualnych predyspozycji pacjenta, braku wiedzy i doświadczenia lekarza. Przyczyn więc może być wiele, ale ważne jest, aby osoba wykonująca zabieg umiała na to powikłanie zareagować.

To wydaje się oczywiste.

A niestety oczywiste nie jest. Wiele inwazyjnych zabiegów wykonywanych jest przez kosmetyczki, a te nie mają wiedzy na temat powikłań, nie mają też możliwości wypisania leków a receptę. Każą więc czekać aż „samo przejdzie” albo odsyłają do lekarzy. Ale lekarze też sobie nie radzą. Dotyczy to zarówno lekarzy medycyny estetycznej czy lekarzy pierwszego kontaktu, jak i dermatologów czy chirurgów. I pacjent zostaje sam ze swym problemem, oszpecony, aż po miesiącach samodzielnego poszukiwania pomocy trafia na mój blog i przyjeżdża do mnie. Niestety na ogół o wiele za późno, więc leczenie trwa długo i generuje niepotrzebne koszty. Dla mnie jest oczywiste, że ktoś, kto robi zabiegi medycyny estetycznej, musi wiedzieć, że może wystąpić powikłanie, o jakim charakterze, i musi być gotowy, żeby sobie z nim poradzić. Nie może się zasłaniać częstą wymówką, że jemu nigdy wcześniej coś takiego się nie zdarzyło. Po to są różne źródła, żeby umieć z nich skorzystać i znaleźć rozwiązanie. Inaczej mamy sytuację taką, jakby wsadzić do samolotu pilota, który umie wystartować (zakładając, że lekarz potrafi wykonać zabieg), a nie umie wylądować, szczególnie, gdy nie wszystko idzie zgodnie z planem.

Jakie są najczęstsze powikłania?

Od pewnego czasu z powikłaniem najczęściej trafiają do mnie osoby, które wykonywały gdzieś zabieg kwasem hialuronowym. Takich przypadków mam kilka tygodniowo. Są to zarówno powikłana w wyniku gwałtownej reakcji alergicznej, jak i bardzo późne, nietypowe. I tych nietypowych jest coraz więcej. Na ogół są ich dwie przyczyny. Pierwsza to pogorszenie jakości preparatów z kwasem hialuronowym. Wiadomo, że są na rynku podróbki, ale powikłania dają też kwasy teoretycznie dobre jakościowo, więc podejrzewam, że zmienił się ich skład. Druga przyczyna to zła kwalifikacja pacjenta i wykonywanie zabiegów osobom, które ze względów zdrowotnych w ogóle nie powinny ich mieć. Niestety, gdy zabieg robią kosmetyczki, bardzo często w ogóle nie pytają o choroby – klient chce mieć kwas hialuronowy to mu się go robi.

Co oprócz kwasu hialuronowego może być niebezpieczne?

Zdarza się opadanie twarzy lub uszkodzenie nerwu po źle wykonanym HIFU, poparzenia po laserach, przebarwienia po zabiegach, które miały je zlikwidować, blizny jako efekt uboczny innych zabiegów. Powtórzę, że ilekroć mamy do czynienia z zabiegami inwazyjnymi, a takie w medycynie estetycznej muszą być, żeby uzyskać widoczny efekt, zawsze może dojść do powikłań, dlatego priorytetem dla pacjentów powinno być staranne wybieranie lekarza. O wielu powikłaniach i o medycynie bez tajemnic piszę od kilku lat na swoim blogu www.marekwasiluk.pl

PRAWDZIWE PRZYPADKI

1. Szybka reakcja alergiczna – późna pomoc
Pani Ola chciała się odmłodzić kwasem hialuronowym. Zabieg wykonywała u lekarki, u której wcześniej robiła mezoterapię, miała więc do niej zaufanie. Niestety tym razem nastąpiła reakcja alergiczna, powstał stan zapalny, który doprowadził do powstania zwłóknień w policzku. Jedna część twarzy była nierówna, z wypukłościami i zapadnięciami, powstało przebarwienie pozapalne i duża asymetria między lewą i prawą częścią twarzy.
Zawinił prawdopodobnie złej jakości preparat (mogła to być też podróbka), należało go jak najszybciej rozpuścić. Niestety lekarka rozłożyła bezradnie ręce i kiedy pacjentka trafiła do mnie, była już w bardzo złym stanie. Leczenie wymagało zahamowania stanu zapalnego, wyrównania nierówności na policzkach oraz usunięcia przebarwień i asymetrii. Co gorsza, tej asymetrii nie da się usunąć raz na zawsze i pacjentka będzie musiała powtarzać zabiegi korygujące.

2. Późne powikłanie – kamienie w policzkach
U kolejnej pacjentki powikłane pojawiło się dwa i pół roku po zabiegu. Kwas po tym czasie już dawno się rozpuścił, więc przyczyną były pozostałości zawarte w preparacie. To mogły być zanieczyszczenia przy produkcji lub środki, których używa się do sieciowania kwasu hialuronowego, ewentualnie resztki komórek bakterii. Z zewnątrz nic nie było widać, ale przy dotyku wyczuwało się dwa „kamienie” w policzkach. Zabieg wykonała kosmetyczka, która podała kwas w górną wargę i bruzdy nosowo-wargowe, ale stan zapalny rozszedł się na całe policzki. Zanim kobieta trafiła do mnie, szukała pomocy u kilku lekarzy, ale bezskutecznie. Przyczyną powikłania był kiepski preparat plus zła kwalifikacja pacjentki. Była ona obciążona tyloma chorobami (m.in. Hashimoto i łuszczyca), że w ogóle nie powinna była mieć zrobionego tego zabiegu.

3. Twarz usiana gulami
U innej pani kosmetyczka podała kwas hialuronowy w policzki, bruzdy nosowo-wargowe i pod oczy. Kilka tygodni później pacjentka zaczęła puchnąć. Kosmetyczka zaleciła zimne okłady, a potem odesłała do lekarza rodzinnego. Ten przepisał antybiotyki, które nic nie dały, i odesłał do innego lekarza. Do mnie pacjentka trafiła, gdy twarz jej usiana była takimi gulami, że wstydziła się wychodzić z domu. Kobieta miała Hashiomoto. Połączenie jej choroby z kiepskim preparatem dało mieszankę wybuchową.

4. Fałszywa martwica szyi
Przerażona lekarka napisała do mnie, że dzwoniła jej pacjentka mówiąc, że po zabiegu mezoterapii ma martwicę szyi. Ja słysząc to byłem przerażony czymś innym – tym, że lekarka spanikowała myśląc, że mogła doprowadzić mezoterapią do martwicy szyi. To oznacza, że nie bardzo wiedziała, jaki zabieg wykonuje. Nie da się bowiem mezoterapią wywołać martwicy, i to z wielu powodów. Zabieg wykonuje się płytko, więc nie da się nim wbić do większego naczynka. A nawet gdyby się dało, to mezoterapię wykonuje się rzadkim kwasem hialuronowym, który nie ma szansy zatkać naczynka. Wiedząc to napisałem tej lekarce krótko, żeby się nie martwiła, że na sto procent to nie jest martwica. I rzeczywiście, kilka dni później odpisała mi, że jej pacjentka miała na szyi tylko… siniak.

5. Zamiast blizn… większe blizny
Pani Patrycja miała powikłania po RF mikroigłowej. Poszła na ten zabieg do gabinetu, w którym wcześniej miała wykonywane inne, nieinwazyjne zabiegi typu mikrodermabrazja. Zabieg miał zlikwidować drobne blizny po trądziku. Efekt był odwrotny do zamierzonego – na twarzy pojawiły się ogromne strupy, dziury i blizny, których nie dało się niczym zasłonić. Zabieg miał najwyraźniej źle dobrane parametry. O ignorancji osoby wykonującej zabieg świadczy też to, że zapewniała pacjentkę, że jeden zabieg wystarczy, by zlikwidować blizny potrądzikowe. Jak widać nie wystarczył, a pani Patrycja musiała u mnie przejść serię zabiegów naprawczych.

6. Poparzenia zamiast gładkich nóg
Pani Anna poszła na zabieg depilacji laserowej. Jest to jeden z najczęściej wykonywanych zabiegów, chociaż nie zawsze jest skuteczny, co też jest powikłaniem. Ale lepszy brak efektu niż to, co spotkało tę pacjentkę – doszło u niej do poparzenia nogi, zaraz po zabiegu powstały ogromne pęcherze, strupy, a zaraz potem bardzo trudne do usunięcia przebarwienia. Oczywiste jest, że zabieg wykonano zbyt mocno.

Share this article