O mezoterapii zwykło się mówić jak o zabiegu (tak samo jak o zabiegu botoksem czy zabiegu laserem), tymczasem nie jest to zabieg, ale technika podawania preparatów do skóry, polegająca na płytkim wstrzykiwaniu ich igłą w niewielkich (1-2 cm) odstępach.

odmładzanie

Mezoterapia igłowa to zabieg na granicy medycyny estetycznej i kosmetologii (fot. Fotolia)

W takim rozumieniu zabieg osocza bogatopłytkowego, podawany taką samą techniką, też jest mezoterapią, należałoby więc mówić o mezoterapii osoczem bogatopłytkowym. Zasadniczo jednak, kiedy słyszymy hasło mezoterapia, kojarzymy je z wstrzykiwaniem pod skórę specjalnych koktajli, preparatów zawierających kwas hialuronowy, minerały i witaminy. Tak to jest powszechnie rozumiane w gabinetach oraz przez pacjentów i w takim znaczeniu będę używać pojęcia „mezoterapia” w tym tekście.

Nie jestem wielkim zwolennikiem mezoterapii i jak dotąd nie pisałem o niej zbyt dużo, a sam sięgam po nią rzadko i niechętnie. Dlaczego? Bo nie działa tak silnie jak inne zabiegi, które stosuję do odmładzania twarzy. Jeśli chce się nią osiągnąć efekty, trzeba bardzo dużej regularności, a i wówczas efekt jest słabszy niż np. po laserze. Rozumiem jednak, że są osoby, które lubią mezoterapię. Są też przypadki, kiedy mezoterapia rzeczywiście ma sens.
Mezoterapia ma za zadanie dostarczenie skórze składników, które mają wspomóc jej funkcjonowanie. W tym sensie jest to zabieg „regenerujący”, ale jest to inna regeneracja niż po laserze. Przy laserze powodujemy uraz, który wymusza regenerację skóry. To tak, jakby wrzucić kogoś do wody – nie ma on wyboru, musi zacząć machać rękami i nogami, żeby się nie utopić. Natomiast przy mezoterapii regenerację mają zapewnić składniki podawanych koktajli. Skóra może z nich skorzystać, ale nie musi. Kontynuując porównanie, byłoby to tak, jakby kogoś wrzucić do wody w kamizelce ratunkowej – może machać rękami i nogami, ale jeśli tego nie zrobi, to i tak się nie utopi.
Największy sens ma moim zdaniem podawanie koktajli witaminowych (mikroelementy, podobnie jak oligopeptydy, czyli krótkie łańcuchy białek, są w nich mniej ważne). Daje się więc do koktajli witaminy C, B (jest ważna) czy E (istotna jako przeciwutleniacz), mikroelementy. Oczywiście, można sobie zadać pytanie, czy nawet regularne dostarczanie tych składników (raz na 2-3 tygodnie) ma sens. Weźmy witaminę C. Jest ona stale dostarczana do skóry wraz z krwią. Jej uzupełnianie ma więc sens tylko w przypadku znaczącego niedoboru. A jeśli już uznamy, że jest potrzebna, to czy dostarczanie jej raz na 2-3 tygodnie coś zmieni, skoro potrzebna jest ona codziennie i tak właśnie, codziennie, należałoby ją dostarczać? To nie znaczy, że podawanie witaminy C jest złe i że jej większe stężenie nie ma żadnego znaczenia. Natomiast może się okazać, że to nie ma aż tak dużego znaczenia, jakie mu się próbuje przypisywać.
Paradoksalnie może się okazać, że dla sensowności mezoterapii większe znaczenie niż podawanie koktajli ma samo nakłuwanie skóry. Są zwolennicy teorii, że właśnie tak jest! Nakłuwanie nie powoduje wprawdzie takich urazów jak laser, ale jednak jakieś powoduje. 30-50 nakłuć, wykonanych na policzku, musi poprawić stan skóry.
Mezoterapia nie nadaje się do wszystkich reklamowanych wskazań. Nie usuwa cieni pod oczami, bruzd, doliny łez. Nie zrobi liftingu, nie skoryguje kształtu twarzy. Na pewno nie jest skuteczna na rumień ani na przebarwienia. Na zmarszczki trochę działa, bo nakłucia i wywołane przez nie urazy mogą powodować, że skóra zyskuje na grubości i sprężystości. Można też przyjąć, że jest w stanie trochę rozjaśnić skórę, ale nie przez usunięcie przebarwień, a jedynie przez odświeżenie jej, poprawę kolorytu. Zaznaczam jednak, że są metody, które zrobią to szybciej i skuteczniej.
Gdybym miał podać dwa główne wskazania dla mezoterapii, to dla osób młodych (do 30 roku życia), aby odsunąć w czasie starzenia się skóry, a dla osób w wieku 30+ dla podtrzymania efektów innych zabiegów, dzięki którym udało im się odmłodzić skórę.
Mezoterapia ma sens na twarz, szyję i dłonie, dekolt. Doświadczenie podpowiada mi jednak, że o ile szczególnie dobrze sprawdza się na dłoniach, to na twarz czy szyję zdecydowanie lepsze jest osocze bogatopłytkowe.
Zabieg jest bezpieczny, choć oczywiście nie na sto procent, bo takich nie ma. Możliwe powikłania to infekcje, zawsze możliwe tam, gdzie nie przestrzega się aseptyki, a także pęcherzyki lub grudki, które powstają w momencie wstrzyknięcia preparatu, i zamiast się od razu wchłonąć, pozostają pod skórą. Przyznam, że nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Piszę o tym, ponieważ pojawiały się u mnie osoby z takimi powikłaniami. Powodem mógł być skład koktajlu, ale ponieważ nie ja wykonywałem zabieg to nie wiem, jakiej jakości były preparaty.

Reasumując – mezoterapia to modny, reklamowany przez gabinety zabieg, dla mnie na granicy kosmetologii i medycyny estetycznej. Nie daje na tyle silnych efektów efektów, by mówić w jej przypadku o silnym odmładzaniu czy cofaniu efektów starzenia czy liftingu. Za to możemy mówić o odświeżeniu skóry po wykonaniu serii zabiegów mezoterapii.

Share this article