Na rynku usług urodowych dochodzi do coraz większej liczby powikłań. Piszą do mnie nie tylko klientki, które miały pecha trafić na źle wykonaną usługę, ale też kosmetyczki, które nie wiedzą, jak sobie poradzić z powikłaniem po wykonanym zabiegu. Zdarza się, że przychodzą do mnie po pomoc wraz ze swoimi pacjentami.

W sporze miedzy kosmetyczkami a lekarzeami warto znaleźć kompromis (fot., Fotolia)

W sporze o kompetencje między lekarzami i kosmetyczkami warto byłoby znaleźć kompromis (fot. Fotolia)

Tymczasem nieustająca dyskusja między kosmetyczkami i lekarzami o zakres kompetencji trwa, i przeniosła się już dawno do mediów. Niesmaczne, a nawet żenujące jest dla mnie to, że sprowadza się ona jedynie do rozważań, czy kosmetyczka może czy nie może wykonywać jakiegoś zabiegu, i na ile kosmetyczki wchodzą w kompetencje lekarzy, lub odwrotnie, a nikt nie widzi w tym pacjenta, który chciałby po prostu, aby zabiegi robiła mu osoba kompetentna.

Spór czy kompromis?
Moim zdaniem obie strony sporu powinny dążyć do kompromisu, i przede wszystkim zmienić język tej narracji. Zrozumiałbym, gdyby lekarz pisał, że jego zdaniem kosmetyczki nie powinny wykonywać jakiegoś konkretnego zabiegu, bo nie wie, czy i jakie standardy postępowania stosują, i że może trzeba wprowadzić kursy i certyfikacje, aby je ujednolicić.
Na to kosmetyczki mogłyby napisać, że owszem, może nie wszystko wiedzą, ale chcą się uczyć, więc może warto im dać taką możliwość, przynajmniej w pewnym zakresie. Ale nie – zamiast tego, obie strony obrzucają się błotem i okopują na swoich stanowiskach. A przecież lekarz, chociaż wykształcony, też nie wszystko wie; jeśli chce zrobić operację wszczepienia rozrusznika serca, też musi się tego nauczyć, na studiach tego nie uczą. Moim zdaniem kosmetyczki mogłyby wykonywać część zabiegów, choć oczywiście nie wszystkie. Aby to uporządkować, potrzebny byłby system regulacji. Z tym jest jednak problem, bo system ten musiałby obowiązywać wszystkich, a prawda jest taka, że nikt nie ma w tym specjalnego interesu. I tylko obie strony podsycają spór upubliczniając ekstremalne przypadki powikłań czy nieestetycznych efektów zabiegów.

Co się może zdarzyć (prawdziwe przypadki)
Co w tej sytuacji ma zrobić pacjent? Póki sytuacja jest nieuregulowana, na bardziej ryzykowne zabiegi powinien kierować się do lekarza, gdyż kosmetyczki i kosmetolodzy bywają lekkoduchami, potrafią lekceważyć ryzyko związane ze stosowaniem urządzeń i wykonywaniem zabiegów. Nie wymyśliłem tego, tylko podaję konkretne przykłady usłyszane w moim gabinecie.
– Mówią, np.: „E tam, to tylko laser ablacyjny, zabieg może zrobić kosmetolog”. A przecież zabieg laserem ablacyjnym jest jednym z bardziej inwazyjnych; uciekłbym z gabinetu, słysząc tak lekceważące podejście.
– Podobnie jest z HIFU. Cytuję słowa kosmetolożki do klientki, która zapytała o ewentualne powikłania po tym zabiegu: „No tak, jak się zrobi HIFU, można czasem uszkodzić nerw, ale od czego są leki? Trzeba je będzie wziąć i tyle”. Doprawdy, zapewniam, że sprawa jest dużo poważniejsza niż siniak po wkłuciu.
– Nawet po podaniu kwasu hialuronowego zdarzały mi się pacjentki z martwicą 1/3 powierzchni czoła, czy utratą wzroku.
– Kiedyś dostałem mail od kosmetyczki z zagranicy (ani ona ani pacjentka nie mogły do mnie przyjechać): „Proszę mi coś doradzić, wstrzyknęłam kwas hialuronowy pod oczy, i nie wiem co robić, bo pojawiła się reakcja alergiczna”.
– Inny przypadek dotyczył pacjentki, która poszła na zabieg RF mikroigłowej, aby usunąć blizny, i teraz ma jeszcze większe.
A już skrajność, gdy ktoś źle wykonał zabieg, a potem nie odbiera telefonu od zrozpaczonego pacjenta.

Obecny system kształcenia nie daje kosmetyczkom wystarczających kompetencji. Studia nie przygotowują wystarczająco, kursy też. Na kursach, których nota bene celem jest albo napędzanie sprzedaży (kursy organizowane przez dystrybutorów), albo zarobienie pieniędzy, uczy się jak coś wstrzyknąć, a nie mówi się o ryzyku, o ostrożności, jak reagować na powikłania. Tymczasem, gdy coś wstrzykujemy, to jest to zabieg upiększający, ale w przypadku powikłań przychodzi czas na procedury medyczne, a więc coś, co jest poza zasięgiem kosmetyczek.
Prawda, lekarze też miewają problemy z powikłaniami, ale dysponują na tyle szeroką wiedzą medyczną, że poradzą sobie łatwiej niż ktoś, kto jej nie ma. Mają też zazwyczaj dużo więcej pokory, bo wiedzą, że zawsze coś może pójść nie tak. Zdarza się, że zrobią coś niezbyt ładnie, nie dość estetycznie, ale za to bez powikłań. Z kosmetyczkami jest na odwrót – manualnie mogą być lepsze, natomiast częściej zdarzają im się powikłania, czasem poważnie.
W najgorszej sytuacji po zabiegach u kosmetyczek są jak zwykle pacjenci, którzy przy powikłaniach nie mają dokąd pójść po pomoc. Kosmetyczki mówią, że nic nie poradzą, bo nie wiedzą, co mogłyby zrobić, i odsyłają do lekarzy medycyny estetycznej. A ci mówią – niech poprawia ten, kto popsuł.

Oszczędność na niby
Jest tajemnicą poliszynela, że często pacjentki wybierają zabiegi u kosmetyczki z powodu oszczędności. Rzecz w tym jednak, że jest to oszczędność pozorna. Fakt, na zabieg wydaje się mniej, za to bardzo dużo kosztuje usuwanie powikłań.  Przykład: miałem pacjentkę, która zrobiła sobie zabieg powiększania ust za 500 zł, a kilka godzin później zjawiła się u mnie z ogromnym obrzękiem. Doprowadzałem jej usta do stanu sprzed zabiegu przez trzy miesiące. Potem wykonałem zabieg wypełniania, bez powikłań, było więc oczywiste, że pacjentka nie jest uczulona na HA, tylko poprzedni zabieg został wykonany źle lub niewłaściwym preparatem. Niestety, co miało pacjentkę kosztować 500 zł, kosztowało ostatecznie 3 tys. zł.
Z kolei po stronie kosmetyczek chęć zysku jest tak duża, że sięgają po zabiegi, których nie powinny robić. A już na pewno nie wtedy, gdy są przeciwwskazania medyczne. Tych kosmetyczki za bardzo nie są w stanie ocenić. Każdemu można pomalować paznokcie, ale już nie każdemu można zrobić zabieg medycyny estetycznej. Często też stosują tańsze preparaty i urządzenia, bo w końcu za darmo nikt nie pracuje. Znowu przywołam przykład HIFU, którym zabieg wydaje się taki łatwy, przyjemny i bezpieczny, a wcale taki nie jest, z czego kosmetyczki najwyraźniej nie zdają sobie sprawy. Zwłaszcza, że ostatnio pojawiły się aparaty do HIFU, które kosztują niewiele więcej niż kartridż do mojego urządzenia do tego zabiegu.

Osoby z powikłaniami zapraszam do mnie. Stara się pomagać na ile potrafię. Także ich kosmetyczki. Doceniam fakt, że te ostatnie potrafią się przyznać do błędu i szukają pomocy, nie pozostawiając pacjentki samej.

Share this article