Temat przewodnika szybkiego reagowania na powikłania po kwasie hialuronowym budzi duże zainteresowanie. W maju publikacja na ten temat ukazała się w „Mieście Kobiet”

Artykuł z przewodnikiem szybkiego reagowania w najnowszym numerze Miasta Kobiet

Artykuł z przewodnikiem szybkiego reagowania w najnowszym numerze Miasta Kobiet

Kwas hialuronowy – przewodnik szybkiego reagowania na powikłania

Kwas hialuronowy to jeden z najpopularniejszych preparatów w medycynie estetycznej. Uznawany jest za łatwy w stosowaniu i bezpieczny. Jednak po pladze powikłań w rezultacie zabiegów kwasem hialuronowym, do jakich doszło w ostatnich miesiącach, czas chyba zweryfikować to przekonanie. Warto także stworzyć poradnik szybkiego reagowania, gdy po zabiegu dzieje się coś niepokojącego, gdyż czas ma ogromne znaczenie

PRAWDZIWE PRZYPADKI

Dostaję tygodniowo po kilkanaście maili, opisujących przypadki powikłań. Przychodzą też do mnie pacjentki, które ratuję po nieudanych zabiegach w innych gabinetach. Oto trzy przykłady.

Przypadek pierwszy – po kwasie jak po pobiciu
Stała pacjentka. Przychodzi do mnie mniej więcej raz na pół roku na minimalne korekty twarzy. Ostatnio była we wrześniu, a niedawno wpisała się ponownie, ale tym razem nie na zabieg, tylko na konsultację. Gdy weszła, nie potrafiłem skojarzyć jej z nikim, kogo bym znał. Wyglądała jak po ciężkim pobiciu – twarz miała zapuchniętą, z nierównymi obrzękami. Od słowa do słowa i okazało się, że to jest jednak moja stała pacjentka, więc wyjąłem jej zdjęcia sprzed pół roku i przeżyłem szok. Nie miałem prawa jej poznać! Pacjentka opowiedziała, że ma dentystkę, do której ona i cała jej rodzina chodzi od dwudziestu lat, i do której ma zaufanie. Przy ostatniej wizycie dentystka powiedziała jej, że teraz zajmuje się także medycyną estetyczną, i zapytała, czy nie zechciałaby sobie czegoś wstrzyknąć. Pacjentka się zgodziła, a efekt mogłem zobaczyć, gdy zjawiła się w moim gabinecie. Wyglądała naprawdę źle. Nie była niestety w stanie powiedzieć, jaki kwas jej podano. Wiedziała tylko tyle, że pochodził z butelki. To dziwne, bo standardowo kwas hialuronowy jest sprzedawany w strzykawkach, na które tylko nakłada się igłę i można przystąpić do zabiegu. W butelkach sprzedaje się raczej kwasy do mezoterapii (ale taki wchłonął by się w przeciągu maksymalnie kilku dni), albo też preparaty z niepewnego źródła. Pacjentka nie miała natomiast wątpliwości, ile kwasu jej podano – 5 ml. Największym problemem było jednak to, w jaki sposób go podano, a zrobiono to źle, nie w tych miejscach, gdzie należało, i na niewłaściwej głębokości. Zapytałem, ile zapłaciła. Zabieg przy użyciu 5 ml kwasu kosztował ją nieznacznie mniej, niż u mnie za 1 ml. Taka cena oznacza jedno – preparat nie pochodził z wiarygodnego źródła.
Na początek wstrzyknąłem pacjentce preparat rozpuszczający, a ponieważ nie można rozpuścić takiej ilości kwasu hialuronowego na jeden raz, umówiłem się z nią na kolejną wizytę. Oszczędność pacjentki na zabiegu była pozorna, gdyż dużo więcej będzie musiała zapłacić za pozbycie się efektów tej „okazji” i za doprowadzenie twarzy do normalnego stanu.

Przypadek drugi – wałki pod oczami
Pacjentka, lat 50+, zgłosiła się do mnie po ratunek. Wcześniej poszła do jakiegoś gabinetu medycyny estetycznej z problemem zmarszczek pod oczami. Ktoś podał jej w zmarszczki gęsty kwas hialuronowy. W efekcie, zamiast wyprostowanych zmarszczek, pani ma pod oczami wałeczki. Wypełnianie zmarszczek w okolicach oczu to nie zawsze prosta sprawa, i nie zawsze daje dobry efekt. Skóra jest tam cienka. Jak ktoś jest w miarę młody, to nie ma takiego problemu, ale u pacjentów w wieku 50+ skóra w tej okolicy jest wiotka, ścieńczała, tkanka podskórna jest w zaniku, i podawanie kwasu w zmarszczki mija się z celem (nie tylko gęstego, ale i rzadkiego, przy którym po prostu nie będzie widać efektu).
W tym przypadku mamy więc do czynienia z typowym nieodpowiednim dobraniem metody do problemu. Dlaczego lekarz, do którego pacjentka poszła, nie przyjrzał się problemowi szerzej i nie zaproponował innej terapii? Może do niczego innego nie był przygotowany (są lekarze, którzy „odmładzanie” sprowadzają jedynie do stosowania dwóch preparatów: kwasu hialuronowego i botoksu), a może zabrakło mu wiedzy. Co ciekawe, powiedział pacjentce, że wałki rozejdą się jej po 2-3 tygodniach. Nie rozeszły się jednak, co jest oczywiste.

Przypadek trzeci – usta jak po użądleniu
W trybie bardzo pilnym zgłosiła do mnie dziewczyna znajomego, która kilka godzin wcześniej wykonała sobie w jakimś gabinecie zabieg powiększania ust kwasem hialuronowym. Nie był to jej pierwszy zabieg tego typu. Robiła go już wcześniej i była zadowolona, a teraz, po rocznej przerwie, poszła ponownie, ale wybrała inny gabinet niż dotychczas. Zabieg robiła rano, ok. godz. dziewiątej, u mnie zjawiła się w południe. W ciągu zaledwie trzech godzin doszło u niej do niezwykle intensywnej, gwałtownej reakcji alergicznej na kwas hialuronowy, która skończyła się tym, że warga zrobiła się olbrzymia. Nadwrażliwość na kwas zdarza się, ale prawie zawsze ma spokojny, stopniowy przebieg, na ogół rozłożony w czasie (narasta w ciągu kilku dni lub kilku tygodni). Tutaj stało się inaczej. Usta były napuchnięte, czerwone, niezwykle bolesne. Kobieta nie dała się dotknąć, a trzeba było z nimi coś zrobić. W pierwszej kolejności musiałem więc znieczulić grube włókna nerwowe na twarzy, żeby pacjentka dała sobie dotknąć ust, bo przecież musiałem jej rozpuścić podany kwas. Standardowe znieczulenie, jak do powiększenia ust, niestety nie działało. Otrzymała też doustnie odpowiednie leki. I na szczęście udało się dosyć szybko opanować sytuację i przywrócić wargę do w miarę normalnego stanu.
Próbowaliśmy dojść, co mogło się stać. Podobno był to dobry preparat, z wyższej półki cenowej, co mnie zdziwiło, tym bardziej, że pacjentka robiła zabieg u kosmetyczki, a te pracują na ogół na tańszych preparatach. Ale zabieg, mimo iż wykonany drogim preparatem, był tani, mniej więcej o połowę tańszy, niż zabieg wykonywany tym konkretnym preparatem w innych gabinetach. I to budzi podejrzenia, bo przy tej cenie zabiegu zarobek kosmetyczki musiał być mikroskopijny, więc z ekonomicznego punktu widzenia zabieg był dla gabinetu nie za bardzo opłacalny. Może kosmetyczka kupiła preparat w jakiejś super promocyjnej cenie, w dobrej wierze, że jest to porządny HA, a tymczasem była to podróbka? Niestety, podróbki są dostępne.

SKĄD SIĘ BIORĄ POWIKŁANIA
Rok czy dwa lata temu większość powikłań po HA wynikała ze złego sposobu podania kwasu. Obecnie ich przyczyną coraz częściej jest nietolerancja HA, objawiająca się reakcjami alergicznymi/nadwrażliwością, stanami zapalnymi, zwłóknieniami i bardzo nieestetycznym wyglądem. Ale nie tylko. Są też inne powody.
1. Zabiegi wykonują osoby niekompetentne, które proponują pacjentowi zabieg HA, gdy nie ma do niego wskazań, a co gorsze, gdy są oczywiste przeciwwskazania.
2. Stosowany kwas hialuronowy jest coraz niższej jakości. Nie sam kwas jest winny, ale skłonność gabinetów do oszczędzania. Kiedyś było kilkunastu producentów i większość z nich produkowała dobre kwasy, było też wiadomo, które z nich są dobre, a które nie. Dziś rynek się rozrósł, za grosze przez Internet można kupić kwas hialuronowy takich firm, o których istnieniu nigdy nie słyszałem, i które być może w ogóle nie mają certyfikatów. A nawet jeśli się kupuje niby oryginalny kwas znanej firmy, ale robi się to w niepewnym miejscu, to tak naprawdę nie wiadomo, czy nie jest on podróbką.
3. Zapomina się o tym, że nie każdemu można wszystko wstrzyknąć. Ważna jest też ilość podawanego kwasu, głębokość i wiele innych czynników.

PRZEWODNIK SZYBKIEGO REAGOWANIA
W przewodniku skupię się na tym, co robić, gdy po zabiegu modelowania ust kwasem hialuronowym coś pójdzie nie tak, bo to właśnie w tym przypadku dochodzi do najczęstszych i najdrastyczniejszych powikłań.
1. Normalne jest, że po zabiegu robi się obrzęk i mogą być siniaki (wynika to z mocnego unaczynienia tkanek). Jednak opuchlizna, z którą pacjent wychodzi z gabinetu, nie powinna się już powiększać w domu. Jeśli pacjent przychodzi do domu i widzi, że opuchlizna jest większa, a po kolejnej godzinie warga puchnie jeszcze bardziej, to nie powinien masować, rozgrzewać, ani czekać, aż samo się rozejdzie, bo w ten sposób nie rozwiąże problemu, tylko musi NIEZWŁOCZNIE udać się do kompetentnego lekarza, żeby szybko rozpuścił kwas. Najlepiej byłoby pójść do osoby, która nam zrobiła zabieg. Niestety, powszechną praktyką w wielu gabinetach jest chowanie głowy w piasek. Przekonują pacjenta, żeby poczekał, albo w ogóle odsyłają go, niech szuka pomocy gdzie indziej. Jeśli zabieg wykonała kosmetyczka, to w przypadku powikłań zazwyczaj w ogóle nie ma co na nią liczyć, bo kosmetyczki boją się podawać hialuronidazę (ta może dawać reakcje alergiczne). Proponuję też w ogóle nie słuchać lekarzy, którzy pocieszają, że wystarczy poczekać, aż samo zniknie, radzą masować itp. Nie wolno czekać. Samo nie zniknie, trzeba błyskawicznie usunąć kwas z ust.
2. Jeśli opuchlizna, z którą opuściliśmy gabinet, utrzymuje się ponad tydzień, to także należy udać się do specjalisty. Obrzęk standardowo znika po około 4-5 dniach. Dłuższe utrzymywanie się obrzęku może świadczyć o tym, że nie ma co prawda ostrej reakcji alergicznej, ale jest nadwrażliwość lub początki infekcji.
3. Jeśli od zabiegu minęło około dwóch tygodni i daje się wymacać palcami zarówno miejsca miękkie jak i twarde, albo pojawia się pieczenie lub ból, którego wcześniej nie było – należy od razu udać się do lekarza.
4. Trzymajmy się zasady, że jeśli po zabiegu już się nam polepszyło – opuchlizna zeszła lub zmniejszyła się, a usta zaczęły wyglądać dobrze – a potem coś się pogarsza, to nie wolno czekać, aż sytuacja sama się ustabilizuje, tylko trzeba się udać do lekarza, bo to oznacza, że zaczęło się dziać coś niepożądanego, np. późna reakcja nadwrażliwości albo infekcja. Nie warto lekceważyć żadnego z tych objawów, bo zmiany mogą być trudne do odwrócenia lub wręcz nieodwracalne. Usta są bardzo delikatną tkanką, łatwo się naciągają, mogą się w nich zrobić zwłóknienia, i przywrócenie ich do stanu sprzed powikłania może się okazać bardzo trudne.

Share this article