Jeśli spojrzeć na ofertę wypełniaczy, to od kilku lat, zarówno w materiałach reklamowych, jak i na szkoleniach, jako sposób ich wprowadzania promuje się kaniulę. Ponieważ mam w tej sprawie inne stanowisko niż większość lekarzy, napiszę o zaletach i wadach podawania kaniulą i igłą.

Kaniule są zakończone tępo, a otwór mają z boku.  (fot. Medical Broker)

Kaniule są zakończone tępo, a otwór mają z boku. (fot. Medical Broker)

Kaniula i igła
Na początek podstawowe wyjaśnienie, czym się jedno różni od drugiego. Igła to rurka w środku pusta, ale na końcu ścięta, przez co ostro zakończona, może się więc wbijać w skórę i przekłuwać/przecinać tkankę. Za pomocą igły można podawać różne preparaty. Kaniula natomiast też jest rurką pustą w środku, ale na końcu nie jest ścięta, nie ma ostrego brzegu (mówi się na nią „tępa igła”), a otwór, przez który można podawać preparat, znajduje się z boku.

Zaleta (jedyna) kaniuli
Promocja zalet kaniuli idzie w tym kierunku, że kaniula jest bezpieczna, bo nie tnie tkanek, tylko je rozpycha, dzięki temu mniej jest siniaków, niż po zabiegach wykonywanych igłą, a pacjent lepiej wygląda. Trudno z tym polemizować, bo to prawda. Pytanie jednak brzmi, czego pacjent oczekuje od zabiegu? Czy na pewno jego główne oczekiwanie jest takie, by mieć mniej siniaków, czy może jednak, by zabieg był skuteczny, estetycznie i precyzyjnie wykonany, a efekt był naturalny i długo się utrzymywał? Zła wiadomość jest bowiem taka, że nie da się tych dobrych efektów do końca pogodzić z użyciem kaniuli. Jedyną zaletą kaniuli jest mniejsza liczba siniaków, a to za mało, by głosić peany na jej cześć. Ma ona za to trochę wad.

Precyzja zabiegu
Wadą kaniuli jest właśnie to, co podaje się za zaletę, że nie tnie tkanek, tylko je rozpycha. Przy takiej technice nie da się precyzyjnie wykonać zabiegu. Kaniula będzie szła tam, gdzie jest mniejszy opór, a nie tam, gdzie chciałby lekarz, nie wykonamy nią więc zabiegu aż tak precyzyjnie. Igła, gdy natrafi na twardszą tkankę, to ją po prostu przetnie, a kaniula będzie szukać drogi obok. W przypadku zabiegów wypełniania u osób starszych to może nie mieć znaczenia, bo tkanki są i tak luźno położone, objawy starzenia są już wyraźnie widoczne, podajemy zazwyczaj spore ilości preparatów, więc i tak po zabiegu taka osoba dużo młodziej wygląda z racji podania sporej ilości preparatu i uzupełnienia ubytków. Jednak u osób młodszych (20+, 30+), które wykonują sobie delikatne korekty, będzie to miało znaczenie. Kaniulą nie da się, moim zdaniem, dobrze wykonać zabiegów na tak młodych twarzach, szczególnie robiąc mikrokorekty czy zabiegi upiększenia twarzy, korekty proporcji, bo przy nich podaje się niewielkie ilości preparatu i ważne jest, aby podać go precyzyjnie.

Uszkodzenie tkanek – jakie jest lepsze?
Promując kaniule ze względu na rozpychanie przez nie tkanek, w odróżnieniu od cięcia przez igły, podkreśla się, że to rozpychanie, a tak naprawdę rozrywanie, jest dla tkanek mniejszym złem. Jest to kompletna nieprawda. Wystarczy pomyśleć o ranie szarpanej (np. od drutu) i ranie ciętej (np. od noża). Wiadomo, że ta druga goi się lepiej. Tak samo w przypadku igły i kaniuli. Igła to rana cięta, kaniula – szarpana, destrukcja tkanek jest o wiele większa. Taka rana (szarpana), wywołuje zwłóknienia, (tkanka jest w takich miejscach sztywniejsza).
Istnieją zabiegi płytkiego wypełniania kwasem hialuronowym (dość rzadkim), dedykowane raczej młodym osobom, przy których jako zachętę podaje się informację, że HA podawany jest kaniulą, metodą wachlarzową (wbija się kaniulę w jednym miejscu i potem z tego miejsca przesuwa się ją promieniście pod skórą wypełniając prawie cały policzek mikroilościami, ale na dużej powierzchni). Pacjent wygląda po nich świetnie, ale niestety po paru miesiącach często orientuje się, że twarz nabiera pewnej sztuczności. Czemu tak się dzieje? Z tych ran szarpanych porobiły się tkance zwłóknienia, przez co całe policzki są sztywniejsze.
Kiedy się ogląda nieruchomą twarz lub jej statyczne zdjęcie, to wygląda ona dobrze, ale przy mimice traci już swoją naturalność.

Dlaczego promuje się kaniule
Powód jest banalny – chodzi o pieniądze. Igła kosztuje kilkadziesiąt groszy. Kaniula używana w stomatologii, np. do płukania zębodołów, kilka złotych. Kaniula do zastosowań w medycynie estetycznej już kilkadziesiąt. Głoszenie wyższości kaniuli nad igłą jest więc głównie w interesie producentów i sprzedawców kaniul.
Jest też inny powód (choć w gruncie rzeczy podobny, bo też o pieniądze chodzi). Ponieważ kaniula nie jest precyzyjna tak jak igła, podaje się nią trochę więcej preparatu, co producentom jest na rękę, bo mogą sprzedać go więcej.
Przy tej okazji przypominam, że młody wygląd to kwestia przede wszystkim proporcji twarzy, więc odmładzanie nie zależy od ilości podanego preparatu, ale podania we właściwe miejsce.

Podsumowanie
Igła jest w moim przekonaniu lepsza do kaniuli, bo można nią precyzyjnie podać preparat, a także dlatego, że powoduje dużo mniejszą destrukcję tkanki pod skórą. Niech każdy lekarz robi jak uważa, ale chciałbym, żeby przynajmniej pacjenci mieli pełną jasność co do wad i zalet igieł i kaniuli, i żeby wiedzieli, jakiego efektu oczekują od zabiegu – czy mniej wkłuć i siniaków, czy precyzyjniejszy zabieg. Z tego, co widzę, większość osób zachwala kaniule, ale podpiera się przy tym fałszywymi argumentami (prawdopodobnie z braku wiedzy czy zastanowienia). Ja kaniul prawie w ogóle nie stosuję. Warto też powiedzieć jedną rzecz –kaniula nie gwarantuje, że siniaki w ogóle się nie zrobią.

Miałem niedawno rozmowę z przedstawicielką jednej z firm, która to osoba opisując szkolenie prowadzone przez zagranicznego szkoleniowca, mówiła w zadziwieniu, że lekarz, który je prowadził, wszystkie zabiegi wykonuje igłą.

Share this article