Coraz więcej artykułów w mediach powstaje na temat HIFU. Również na blogu wracam raz po raz do tego zabiegu, doceniając jego wyjątkowość. Zarazem jednak zawsze powtarzam, że jego super skuteczność zależy o tego, jakim sprzętem się lekarz posługuje, czy jest w stanie uzyskać na nim odpowiednie parametry i przede wszystkim, czy potrafi się nim posługiwać, czyli świadomie robi to, co robi, czy też, skoro sprzęt ma głowicę, to po prostu przykłada ją do skóry, i tyle.

Gdy ktoś źle używa HIFU może zdarzyć się to, co się zdarzyć nie powinno, czyli opadanie twarzy (fot. Fotolia)

Gdy ktoś źle używa HIFU może zdarzyć się to, co się zdarzyć nie powinno, czyli opadanie twarzy (fot. Fotolia)

Już kilka lat temu pisałem na blogu o tym, że w kiepskich rękach HIFU może być bardzo niebezpieczne. To niebezpieczeństwo wynika z tego, że po zabiegu nie zostają na skórze żadne ślady, więc niektórym osobom wykonującym zabieg (chciałbym napisać „lekarzom”, ale niestety jest coraz więcej kosmetyczek, które zabierają się za HIFU) wydaje się, że jest on super bezpieczny i nic złego nie może się stać. Co więcej, poważnym problemem jest to, że skoro nie widać, to nie widać też, że zabieg jest robiony źle! To bagatelizowanie jest grzechem głównym wykonujących ten zabieg i prowadzi do szkód, trudnych do naprawienia.

Ostatni rok przyniósł bardzo duże przyspieszenie jeśli chodzi o rozwój HIFU, coraz więcej gabinetów kupiło urządzenie, ale z liczbą wykonanych zabiegów wzrosła liczba powikłań. Najczęstsze z nich to skóra opadająca wskutek zaniku podskórnej tkanki tłuszczowej. Jak lekarz wie, co chce osiągnąć zabiegiem, i w jakim stanie jest skóra/tkanki twarzy, to takie coś nie ma prawa się zdarzyć. A jednak praktyka pokazuje, że się zdarza. Dostaję coraz większą liczbę maili od osób, u których zanik wystąpił. Ostatnio była u mnie kobieta, której się to przytrafiło. Prawdopodobnie wykonano jej zabieg, stosując niewłaściwą głębokość lub źle dobraną liczbę „strzałów”. Pocieszenie może przynieść fakt, że utrata tłuszczu i opadanie skóry nie następuje od razu, tylko stopniowo, więc ten drastyczny efekt nie pojawia się z dnia na dzień, a także, że można zanikające tkanki odtworzyć, tyle tylko, że wymaga to kolejnych zabiegów, a tym samym czasu i pieniędzy. A przecież nie po to się idzie na zabieg odmładzający, żeby przez kolejne pół roku płacić duże pieniądze za odwracanie jego efektów.

Innym poważnym powikłaniem, które może się zdarzyć, jest uszkodzenie nerwów. Będę o nim pisał dokładniej w przyszłym miesiącu, bo właśnie trafiła do mnie pacjentka z tym problemem. Jak zaznaczałem wcześniej, HIFU to zabieg nieselektywny, czyli uszkadza to co jest w miejscu koncentrowania się ultradźwięków. Jeśli będą to włókna nerwowe, to zostaną one uszkodzone. A na ile zabieg jest silny świadczy fakt, że urządzenia HIFU stosowane są z sukcesem w usuwaniu nowotworowych guzów litych. Dlatego ważna jest uwaga i świadome wykonywanie zabiegu oraz znajomość anatomii.

Ktoś może powiedzieć, ze takie rzeczy zdarzają się rzadko. Owszem, ale im więcej będzie zabiegów wykonywanych z taką beztroską, tym więcej może być takich przypadków. Podkreślam, HIFU to nie zabawka, to nie jest zabieg, w którym ot tak przejeżdża się głowicą po twarzy i jest cudownie, bo działanie jest mocne, a skóra nie wymaga rekonwalescencji. To, że nie widać na wierzchu, nie oznacza, że zabieg jest łagodny – zmiany, które zachodzą wewnątrz tkanek, są bardzo inwazyjne, bo dochodzi do bardzo mocnego poparzenia skóry na określonej głębokości. Jeśli więc zadziała się HIFU głęboko, na tkankę tłuszczową, to ona się rozpuści, jak się zadziała na warstwę powięzi, to zostaną one uszkodzone, jak się zadziała na nerw, to będzie paraliż. Potrzebna jest więc naprawdę bardzo dobra znajomość anatomii, fizjologii oraz… pokora. Jak zauważyłem, mniej krzywdy można zrobić laserem frakcyjnym ablacyjnym, bo stosujący go lekarze, wiedząc i widząc, że rana skóry po zabiegu jest znacząca, mają przy tym zabiegu dużo pokory.

Wniosek dla lekarzy i kosmetyczek jest taki, że zanim wezmą się za HIFU, powinni sobie uświadomić, że są na twarzy niebezpieczne rejony, i w niektórych z nich zabieg trzeba robić płycej, a inne bezwzględnie omijać.

Share this article