Wiele razy pisałem już o tym, jakie efekty można uzyskać korzystając z zabiegu HIFU. Dziś dla odmiany napiszę, do czego HIFU na pewno nie jest albo słabo działa.

Dostrzegając ogromne zalety HIFU warto też pamiętać o ograniczeniach tej metody (fot. arch. własne)

Dostrzegając ogromne zalety HIFU warto też pamiętać o ograniczeniach tej metody (fot. arch. własne)

Hit czy kit?

Coraz więcej osób i gabinetów nakręca się na to, że HIFU jest nieinwazyjnym i cudownym zabiegiem. To pierwsze nie jest prawdą, a co do cudów, to owszem, ale w ograniczonym zakresie. Tymczasem próbuje się wmówić klientom, że HIFU jest cudem na wszystko, co jest wciskaniem kitu (opłacalnym dla gabinetów, bo zabieg jest drogi) i sprawia, że wokół skądinąd świetnej technologii tworzy się coraz gorsza opinia, bo jest niewłaściwie wykorzystywana. Z tego niewłaściwego wykorzystywania pojawiają się powikłania (blizny, przebarwienia, opadnięcia zamiast liftingu) lub w najlepszym przypadku – nie ma efektu. W rzeczywistości HIFU to naprawdę bardzo dobre urządzenie, tylko trzeba wiedzieć, jak z niego korzystać.
Stosuję HIFU od 4 lat. Na początku, jak w przypadku każdej nowości, byłem ostrożny, sprawdzałem zakres jego możliwości, skuteczność i bezpieczeństwo. I teraz stosuję HIFU tylko i wyłącznie jako zabieg liftingujący. Przy czym nie jako liftingujący skórę, ale powięzie, czyli można powiedzieć, że jest to lifting głęboki (a uniesienie czy napięcie skóry pojawia się wtórnie). W teorii można wykorzystywać HIFU do poprawy jakości skóry (używa się wtedy płycej działających końcówek), ale to nie jest bezpieczny zabieg (o czym na końcu), nie jest też aż tak skuteczny (na poprawę jakości skóry jest kilka skuteczniejszych metod) i ja go nie stosuję.

Nie widać, ale jest

Przypomnę, że HIFU działa poprzez punktowe, kontrolowane poparzenie tkanki na pewnej głębokości, z pozostawieniem tkanki powyżej (powierzchownie) nietkniętej/nieuszkodzonej. To co jest plusem zabiegu, czyli, że tego poparzenia/uszkodzenia skóry nie widać (i nie ma okresu rekonwalescencji po zabiegu, jak np. po laserze ablacyjnym), jest zarazem jego minusem, bo sprawia, że wykonujący zabieg lekceważą jego inwazyjność.
Działanie dystrybutorów urządzeń HIFU wobec właścicieli gabinetów jest oczywiste: mówi się im, że to super zabieg, na którym będą dużo zarabiać. Przy czym sprzedaje się w tej chwili urządzenia coraz gorszej jakości, które kosztują mniej więcej tyle co dwa, trzy kartridże do urządzenia HIFU, którego na przykład ja używam.
Jednym słowem bardzo łatwo oszukać, wciskając byle jakie urządzenie – producent (lub dystrybutor) lekarza, a lekarz pacjenta, bo… nie widać tego, co się dzieje w tkance w trakcie i po zabiegu. Na przykład producenci na papierze określają parametry urządzenia, ale ono tak naprawdę ich nie spełnia, jednak trudno to sprawdzić. Nie ma jak zweryfikować powtarzalności strzałów i tego, czy mają zasięg 3 mm czy 4,5 mm.
Co gorsza, zachęca się kosmetyczki do zakupu tego urządzenia, mówiąc im, że jest proste, bezpieczne i nie daje powikłań. Powtórzę – HIFU to naprawdę jeden z bardziej agresywnych zabiegów i to że, nie widać poparzeń nie znaczy, że ich nie ma. Użycie go w niewłaściwych rękach sprawia, że albo nie ma efektów zabiegów albo są, ale w postaci powikłań (blizny, przebarwienia, opadająca skóra).
Zdarzyła mi się klientka, która powiedziała, że miała gdzieś tam HIFU zrobione trzykrotnie w tygodniowym odstępie i zapłaciła za zabiegi tysiąc złotych. Naprawdę, nie ma takiej możliwości, żeby w takiej cenie wykonać zabieg sensownym urządzeniem HIFU, a co więcej, nie wolno wręcz tak agresywnych zabiegów robić co tydzień. Ona miała, nic się nie stało, ale też nie było efektu, co w sumie należy potraktować jako szczęście pacjentki, bo przy HIFU wykonanym prawidłowo i z prawidłową „mocą” miałaby uszkodzoną twarz.

Na co HIFU nie zadziała

Wracam do głównego wątku – przy jakich problemach HIFU się dziś proponuje, a na co na pewno się nie nadaje. Otóż HIFU proponuje się na: zmarszczki na czole, naczynka, przebarwienia, lifting biustu, cellulit. I na to wszystko HIFU nie ma prawa działać. Nie istnieją takie mechanizmy fizjologiczne. To tak jakby założyć komuś słuchawkę na uszy, opaskę na oczy i wieźć samochodem udając, że jest to samolot.

HIFU nie działa na zmarszczki, a już na pewno na głębokie zmarszczki na czole. Może
jedynie zadziałać tylko w mechanizmie naciągnięcia skóry. Bo jak ma na zmarszczki zadziałać? Wyobraźmy sobie, że pozaginamy kartkę z zeszytu i damy ją do przeciągnięcia w drukarce. Kartka się wyprostuje, ale to nie znaczy, że zagięcia znikną.

HIFU nie działa na naczynka. Jeśli ktoś proponuje HIFU na naczynka, zapytajmy najpierw na jakiej głębokości mają być położone te naczynka. Czy na każdej głębokości i w każdym miejscu? Jeśli na takiej samej, to czy znajdzie się takie naczynko, które jest położone dokładnie na głębokości 1,5 mm czy 3 mm, tak jak działa HIFU, i co się dzieje z tymi, które są pomiędzy. Co więcej HIU robi kuleczki uszkodzenia co 1-2 mm, więc nie wiem, jak ktoś potrafi trafić w konkretne naczynko. Jeśli te pytania nie dały do myślenia, to napiszę wprost, że jak działamy na naczynka laserem, to laser niejako „wyszukuje” naczynko (kierując się kolorem hemoglobiny) i na nie działa, a HIFU może działać na ślepo, na określoną głębokość i tyle.

HIFU nie zadziała na przebarwienia z trzech powodów. Raz, że są one zazwyczaj płytko (1-2 mm), a HIFU ma sens przy stosowaniu na większej głębokości. Teoretycznie możemy zadziałać HIFU na głębokości 1 mm i usunąć przebarwienia razem ze skórą, ale umówmy się, że są lepsze metody. Dwa, HIFU robi w skórze „kratkę” i odległości między obszarami działania i zdrową skórą są większe niż w laserze frakcyjnym, a przebarwienia raczej nie mają struktury regularnej szachownicy. Trzy, energia HIFU „nie widzi” brązowej skóry (w odróżnieniu od wiązki lasera, który właśnie przez brązowe komórki jest pochłaniana), ona będzie się skupiała na ściśle określonej głębokości 1,5 mm i może akurat trafić w przebarwienie lub nie. W laserze widać dokładnie gdzie się trafi, a w HIFU nie, gdyż zmiana dzieje się w środku, a naskórek pozostaje nienaruszony.
Jest też kwestia dokładności, czy też raczej jej braku. Końcówka kartridża ma powierzchnię 2 cm2 i ze środka wychodzi impuls na pół mm. Bardzo trudno jest takim urządzeniem strzelić idealnie tam, gdzie się chce. Dla zabiegów liftingujących taka precyzja jest wystarczająca i bezpieczna, ale przy innych już niekoniecznie.

HIFU na lifting biustu? Owszem, można powiedzieć, że dzięki HIFU uniesiemy biust pół centymetra, może nawet półtora centymetr. Tylko jak komuś opada biust to nie sądzę, żeby uniesienie go o centymetr było zadowalające.

HIFU miało być hitem na cellulit i rozpuszczanie tkanki tłuszczowej w celu wyszczuplenia, sam na to liczyłem, ale się nie sprawdziło. Co do wyszczuplenie – uraz przy tego typu zabiegach jest tak duży, że owszem rozpuszcza tkankę tłuszczową, ale jednocześnie robi zwłóknienia, więc chociaż tłuszcz nie wróci, a średnica w obwodach się zmniejszy, to może być kiepski efekt estetyczny. Co do cellulitu to w ogóle ten zabieg nie ma sensu. W mechanizmie rozpuszczania tkanki tłuszczowej nie zlikwidujemy cellulitu, bo zabieg robimy punktowo, czyli fragment się uszkadza, fragment zostaje, będzie więc górka i dolina, a nie gładka powierzchnia.

Co nam zatem pozostaje? To co wspomniałem na początku – lifting, czyli podniesienie policzków czy chomików. Jest to naprawdę bardzo skuteczna metoda. Czasem stosuję HIFU na ciało na wiotką skórę na brzuchu, nogach czy ramionach, ale wyłącznie w terapii łączonej z innymi metodami.

Dlaczego nie używam końcówki na 1,5 mm

Nie stosuję HIFU na sprężystość czy pogrubienie skóry. W teorii możemy wziąć końcówkę na półtora milimetra i ona – powtarzam, że teoretycznie – by działała w skórze. Ale HIFU jest nieprecyzyjne. Przykładamy końcówkę do skóry, a twarz nie jest płaska jak powierzchnia stołu. Poza tym twarz jest smarowana żelem, którego nie może być ani za dużo ani za mało. Jeśli w zabiegu, teoretycznie na półtora milimetra, pójdzie coś nieprecyzyjnie to impuls skupi się nie w skórze właściwej, ale płycej, wtedy efektem będzie blizna, a nie polepszenie jakości skóry. Więc po zabiegach na 1,5 mm najczęściej są albo pacjenci z bliznami albo, co się najczęściej zdarza, żeby uniknąć takich powikłań, dla bezpieczeństwa ustawiane są bardzo słabe parametry, co powoduje niewielki efekt zabiegu.

Reasumując, HIFU jest idealne na unoszenie skóry, a pozostałe zabiegi z jego udziałem możemy sobie darować.

Share this article