Na ogół pisząc o zabiegach medycyny estetycznej, o ich działaniu, skuteczności, bezpieczeństwie, zakładamy, że wykonujemy je zdrowym ludziom. Ale czy to znaczy, że dyskwalifikujemy ludzi chorych? Nie, bo gdyby tak było, to pewnie nie mogłaby z nich korzystać połowa społeczeństwa.

hashimoto a medycyna estetyczna

Czy kobiety z Hashimoto mogą poddawać się zabiegom medycyny estetycznej? (fot. Fotolia)

Skupię się dziś na zabiegach medycyny estetycznej w kontekście osób cierpiących na niedoczynność tarczycy – jedną z chorób przewlekłych, którą, jak się szacuje, ma bardzo dużo kobiet, przy czym wiele z nich w ogóle o tym nie wie, dotyczy to w szczególności Hashimoto, czyli niedoczynności tarczycy o podłożu autoimmunologicznym. Pamiętam swoją pierwszą pacjentkę na kwas hialuronowy, dobrą znajomą, której dawno temu, podczas kursu robiłem wypełnienie bruzd nosowo-wargowych. Wykorzystałem wówczas zaledwie ok. 1 ml kwasu hialuronowego. Po dwóch tygodniach zadzwoniła do mnie z informacją, że w miejscach, w których miała podany kwas, pojawiły się grudki. Okazało się, że ma chorobę Hashimoto, o której wcześniej nie wiedziała. Oczywiście poradziliśmy sobie z problemem, rozpuszczając kwas i stosując ultradźwięki, ale pacjentka nie uzyskała poprawy wyglądu estetycznego, na którym jej zależało.

Ponieważ obecnie chyba 1/3 pacjentek do mnie przychodzących ma niedoczynność tarczycy (obecnie pytam o to każdą kobietę), a jednocześnie endokrynolodzy nie potrafią w jednoznaczny sposób doradzić im jakie zabiegi estetyczne można, a jakich nie można wykonywać, postanowiłem napisać kilka zdań wyjaśnienia, co można, co warto, a czego lepiej nie robić.

Niedoczynność tarczycy o podłożu autoimmunologicznym to choroba, która tak jak każda niedoczynność tarczycy powoduje ospałość, wolniejszą przemianę materii i wolniejszą pracę komórek, ale też, co bardzo ważne, w chorobie tej występuje nadwrażliwość układu odpornościowego, który ma problem z właściwym rozpoznawaniem, co jest własne, a co nie, i reaguje w sposób nieprzewidywalny. W kontekście zabiegów medycyny estetycznej w najgorszej sytuacji są te osoby, które nie wiedzą, że mają Hashimoto. Z tych, które wiedzą, jedne szukają informacji na ten temat i są przekonane, że należy się wystrzegać wszystkich zabiegów, inne, mniej światłe i nieświadome zagrożeń, są przekonane, że nie ma żadnych ograniczeń. I jedne i drugie są w błędzie – zabiegi estetyczne można stosować, tyle tylko, że trzeba je mądrze dobierać. Gdyby było inaczej, to spora część kobiet mogłaby poprawiać stan swojej skóry jedynie stosując maseczki i pilingi, a z rzeczy mocniejszych miałyby do dyspozycji jedynie botoks.

Wyobraźmy sobie np. wypełnienie kwasem hialuronowym. Kwas jest co prawda materiałem biozgodnym, ale jednak zawiera śladowe pozostałości substancji stosowanych w procesie jego wytwarzania. Po wprowadzeniu do tkanki pacjenta z Hashimoto kwas może nie wywołać żadnej reakcji, jak u zdrowej osoby – ale może zdarzyć się, że spowoduje nadreaktywność i organizm zacznie go traktować jako ciało obce. Wówczas powstanie stan zapalny i w efekcie grudki. To samo dotyczy np. nici liftingujących, które chociaż również biozgodne, mogą być potraktowane jako ciało obce i wywołać stan zapalny. Podobnie dzieje się przy wszelkich innych preparatach, które wprowadzamy do tkanki i tam pozostają przez jakiś czas. Z kolei przy metodach regeneracyjnych, takich jak RF mikroigłowa, laser frakcyjny, czy hifu, których działanie opiera się na stymulacji własnych tkanek pacjenta, problem polega na tym, że na pacjenta z Hashimoto działają one słabiej, niż na zdrowego, gdyż jego komórki u osoby z Hasmimoto są trochę „leniwe”.

Zatem, na jakie zabiegi może liczyć pacjent z autoimmunologiczną niedoczynnością tarczycy i jak ma się do nich przygotować? Przede wszystkim, żeby skutecznie i bezpiecznie poddać się zabiegom estetycznym musi ustabilizować poziom hormonów. Potem, gdy już potrzebuje wypełniaczy, sugerowałbym mimo wszystko kwas hialuronowy. Jak wspomniałem wcześniej, może on spowodować komplikacje (grudki), ale wcale nie musi. Przy kontrolowanym Hashimoto warto więc zaryzykować. Gdyby się okazało, że dochodzi do niepożądanej reakcji, można go przecież rozpuścić i w ten sposób usunąć z organizmu, czego nie da się zrobić z innymi produktami np. kwasem l-polimlekowym, hydroksyapatytem wapnia czy polikaprolaktonem. To samo dotyczy nici. Gdyby doszło do nadreaktywności, nie ma sposobu, aby je usunąć ze skóry.

Zasadniczo jednak bardziej polecane są metody regeneracyjne, czyli RF mikroigłowa, laser frakcyjny i hifu. Owszem, odpowiedź skóry na te zabiegi nie będzie tak silna jak u osób zdrowych, ale jakaś jednak będzie. A z drugiej strony nie ma ryzyka powstawania grudek i niepożądanych zwłóknień, jak przy wypełniaczach, bo nic nie wstrzykujemy, nie podajemy, uraz termiczny skóry trwa dosłownie setne części sekundy, a to za krótko, żeby układ odpornościowy zareagował nadwrażliwością. Warto tylko mieć świadomość, że aby osiągnąć ten sam efekt, co u osoby zdrowej, trzeba większej liczby zabiegów (robi się je też rzadziej), więc i oczekiwanie na finalny efekt trwa dłużej. Dobra wiadomość jest taka, że istnieje metoda, która może przyspieszyć działanie zabiegów regeneracyjnych. To osocze bogatopłytkowe. Jest ono pozyskiwane z własnej krwi pacjenta, nie wprowadzamy więc do organizmu niczego obcego i nie ma obaw o nadreaktywność. Osoczem warto wykonać jeden do trzech zabiegów w celu przygotowania skóry, zmobilizowania jej do pracy i zmotywowania leniwych komórek do lepszej pracy. Dopiero wówczas wprowadzamy właściwe zabiegi regenerujące. Z mojego doświadczenia praktycznego wynika, że umiejętne dobranie metod regeneracyjnych i połączenie ich z osoczem bogatopłytkowym daje takie same efekty estetyczne jak u osób zdrowych, chociaż zazwyczaj trzeba wykonać jeden zabieg więcej niż u osoby zdrowej (na przykład 3 zamiast dwóch). Trzeba też trochę dłużej poczekać na efekty.

Hashimoto stawia wiele ograniczeń. Dlatego tak ważne jest, aby nie stawiał ich gabinet. Pacjentka z Hashimoto, planując zabiegi medycyny estetycznej, powinna unikać gabinetów, dysponujących ograniczoną liczbą metod. W takim gabinecie lekarz, choć wie, że to, czym dysponuje, może pacjentce zaszkodzić, może też uleć pokusie, aby zaryzykować licząc na to, że do powikłań jednak nie dojdzie. Pamiętajmy, że jeśli do nich dojdzie, największą przegraną będzie sama pacjentka.

 

 

 

 

Share this article