Mój artykuł o korygowaniu nosa wywołał duży odzew. Wśród listów od czytelnika bloga dostałem też opis przypadku, który traktuję jako pretekst do opowiedzenia o dwoistej konsystencji kwasu hialuronowego.

zabiegi kwasem hialuronowym na nos

Kwas hialuronowy może się na nosie rozpłynąć na boki (fot. Fotolia)

Kobieta, która do mnie napisała miała nierówny grzbiet nosa, dlatego zdecydowała się na korektę kwasem hialuronowym. Po zabiegu nos wyglądał bardzo ładnie, ale po kilku tygodniach efekt zniknął. Wykonała zabieg ponownie i sytuacja się powtórzyła: znowu bardzo dobry efekt, ale szybko znikający. Użyty do zabiegu kwas był dobrej jakości. Lekarka wykonująca zabieg wyjaśniła kobiecie, że widocznie taka jest jej indywidualna predyspozycja.
Dodam, że taka sytuacja zdarza się też czasem przy wypełnieniu bruzd nosowo-wargowych kwasem hialuronowym.
Jak to więc jest? Czy to normalna sytuacja? Czy naprawdę kwas może tak szybko się wchłonąć?
Odpowiedź brzmi: TAK – czasem tak się dzieje, że po kilku tygodniach nie widać efektu, i NIE – kwas usieciowany nie wchłania się tak szybko, on „znika” w zupełnie innym mechanizmie.

Metabolizm kontra obce ciało

Kwas usieciowany, stosowany do wypełniania ust, bruzd nosowo-wargowych czy korygowania nosa, utrzymuje się od 3 do 8 miesięcy, a ten czas jest uzależniony od predyspozycji organizmu, od jego metabolizmu (np. im wolniejszy metabolizm, im mniej ruchu – tym wolniej kwas się wchłania). Metabolizm może przyspieszyć wskutek samego już wprowadzenia kwasu, który co prawda sam w sobie nie jest ciałem obcym, ale ma dodatki, np. do sieciowania, które nie są immunologicznie obojętne dla organizmu. W miejscu podania kwasu aktywność tkankowa może się więc zwiększyć, aby przyspieszyć jego eliminację. Niemniej jednak ta różnica nigdy nie jest taka, żeby skrócić obecność kwasu z 6 miesięcy do np. 3 tygodni.
Co więc się mogło wydarzyć u kobiety, która do mnie napisała? Moim zdaniem są trzy prawdopodobne scenariusze. Albo był nieodpowiedni kwas (ale nie w sensie jakości, tylko gęstości), albo była zła technika, albo przypadek nie kwalifikował się do podawania kwasu w ogóle.

Między galaretką a kisielem

Aby to wyjaśnić, konieczne jest opowiedzenie o tym, że kwas hialuronowy ma pewna cechę, tzw. dużą wiskoelastyczność, która jest jego zaleta, ale może też być wadą.
Kwas hialuronowy jest żelem o konsystencji pomiędzy galaretką a kisielem, czyli trochę jest galaretowaty, a trochę się rozciąga. Żeby było jeszcze ciekawiej, jego konsystencja zależy ciśnienia, jakim jest poddawany, czyli na przykład od siły ucisku. Jak nie jest zbyt uciskany to zachowuje się jak galaretka, jak jest uciskany – bardziej jak kisiel.
Ta dwoistość natury jest dużą zaletą. Dzięki niej kwas może być wkładany do strzykawki w technicznie prosty sposób od szerokiej strony tłoczka (jako „galaretka”), a że pod wpływem ciśnienia przybiera postać kisielu, więc można go pod skórę podawać igłą (a cienka igła to mniejsze ryzyko siniaka), a w tkance znowu zmienia się w galaretkę.
Ale… to co jest zaletą w niektórych przypadkach może stać się wadą.
Jeśli wykonujemy zabieg modelowania nosa, to wprowadzamy kwas między skórę a chrząstkę, która jest twarda. W dodatku jest tam „ciasno”. Normalnie jak wykonujemy zabiegi z kwasem hialuronowym, są to na ogół zabiegi wypełniające ubytki otoczony miękką tkanką z każdej strony, a tutaj jest krzywa chrząstka i skóra „przytwierdzona” do niej, a my korygujemy to rozpychając kwasem przestrzeń między nimi. A że chrząstka jest twarda, po podaniu kwasu tworzy się tam relatywnie większe ciśnienie. Jak podajemy kwas w usta, czy policzki, mamy wszędzie miękką tkankę, więc nie ma tam takiego ciśnienia.
Bezpośrednio po podaniu możemy więc mieć dobry efekt, dodatkowo też przez niewielki obrzęk, ale jak obrzęk zejdzie, a to ciśnienie utrzymuje się i jest wspomagane mimiką, albo okularami, albo uciskiem podczas snu, to nawet mikrosekundowe przyciśnięcia mogą sprawić, że kwas zmienia konsystencję z galaretowatej na kisielowatą i rozpływa się na boki. Znika, ale nie dlatego, że się wchłania, on jest cały czas, tylko nie w tym miejscu, co trzeba.
Podobna sytuacja może się zdarzyć przy podawaniu kwasu w bruzdy nosowo-wargowe, gdyż tam mamy mnóstwo mięśni i powięzi które „schodzą” się w bruździe i mogą powodować nacisk i zwiększone ciśnienie na kwas. Tam, gdzie ten nacisk jest największy kwas może się rozpłynąć, „uciec” na boki.
To może być odpowiedź na to, co się wydarzyło u pacjentki.
Czy jest jakieś rozwiązanie?
Najlepiej byłoby dawać w te okolice jak najgęstszy kwas hialuronowy. Z drugiej jednak strony trudno jest gęstym kwasem uzyskać tak dobry efekt estetyczny jak kwasem średniousieciowanym. Nie da się zbyt gęstym HA uzyskać równej linii. I to jest jedna z przyczyn, dla której wolę w takich zabiegach używać biostymulatora, a nie kwasu hialuronowego.

Biostymulator się nie rozpłynie

Biostymulatorów używam o wiele częściej niż kwasu hialuronowego do wszelkich zabiegów wypełniających i modelujących. W tym konkretnym przypadku też by się sprawdził. Najlepszy byłby polikaprolakton (Ellanse), bo jest gęstszy od kwasu hialuronowego i niewrażliwy na ciśnienie – nie zmienia pod jego wpływem swojej konsystencji, raz podany w konkretne miejsce nie rozpływa się. Ellanse daje ładniejszy efekt i dodatkowo stymuluje kolagen, a więc rezultat, który osiągamy jest trwalszy niż podanie kwasu hialuronowego, który się wchłonie po paru miesiącach. Jeśli ktoś miał podany w bruzdę nosowo-wargową kwas hialuronowy i on się nie utrzymał, to też rozwiązaniem jest Ellanse.
Jest tylko jeden minus, biostymulator nie wybacza błędów. Trzeba nim zrobić zabieg o wiele lepiej, o wiele dokładniej, niż kwasem hialuronowym, który zawsze można pouciskać, żeby się ułożył.

Kwas a wiek

Gdyby analizować kwestię ciśnienia i ucisku kwasu hialuronowego oraz jego rozpływania w zależności od wieku to tutaj też nie ma prostej recepty. Teoretycznie ryzyko, że ucisk będzie silniejszy, występuje u młodej osoby, ale z drugiej strony, u osób starszych co prawa są większe luzy między tkankami, ale za to kwas łatwiej może przesuwać się pod wpływem siły ciężkości, bo są „puste” przestrzenie. Trochę to oczywiście zależy to od anatomii, miejsca podania i od tego jak duża jest korekta. Na pewno im większy problem, tym większe ryzyko.

Share this article