Czym jest idealne ciało? Nie da się tego zdefiniować. Nie można też jednoznacznie ustalić, jakiej wielkości biust jest najdoskonalszy, jaki wzrost jest idealny, czy lepsza jest blondynka czy brunetka. To kwestia umowna, kwestia gustu, a także wzorców kulturowych. Kiedyś piękno kojarzone było z zaokrąglonymi kształtami, raczej z Wenus z Milo, niż z anorektycznym typem urody. Nawet cellulit, dziś tak skrupulatnie usuwany ze zdjęć, przedstawiano w rzeźbach jako coś normalnego. Trend na wyszczuplanie trwa od 50 lat, a zawdzięczamy go rozwojowi technologii i mediów.

Nie ma czegoś takiego jak ciało idealne (fot. Fotolia)

Nie ma czegoś takiego jak ciało idealne (fot. Fotolia)

Moimi pacjentkami są modelki, fotomodelki i aktorki, i zapewniam was, że nie mają idealnych ciał. Kiedy widzimy te kobiety na zdjęciach, są umalowane, dobrze ubrane i jeszcze dodatkowo udoskonalone w photoshopie. Tak przerobione ciała nie odzwierciedlają rzeczywistości, i prawdę mówiąc, nie budzą też emocji, nie są to ciała, które najbardziej by się lubiło. Czasem słyszę od pacjentki, która wie, że moją pacjentką jest też jakaś konkretna gwiazda: „Ach, ja to bym chciała wyglądać tak jak ona!”. Tymczasem wcale nie wygląda gorzej. Tyle że tamtą widzi już zrobioną na imprezę lub przepuszczoną przez program graficzny.

Jestem przeciwnikiem idealizowania urody, bo to prowadzi to do kompleksów. Nawet najpiękniejsza kobieta jest w stanie wpaść w kompleksy pod wpływem wzorców lansowanych przez media. Przychodzą do mnie młode dziewczyny i narzekają, że mają brzydką cerę w porównaniu z…, i tu wymieniają tę, tę i jeszcze tamtą. Albo, że za grube kolana, lub krzywy nos. Przychodzą wytrenowane, szczupłe dziewczyny i chcą liposukcji, inne mają na twarzy parę jasnych włosków i wpadają w rozpacz. Znamienne, że są to mankamenty, które zauważają tylko one same. Płaczą, że mają cellulit, że tu blizna, tam nitka rozstępu, a prawda jest taka, że trzeba naprawdę dobrze się przyjrzeć, żeby to dostrzec, laik na pewno tego nie zauważy. W dodatku, gdy mi to pokazują, są zakłopotane, czerwienią się, jakby wstydziły się tych wyimaginowanych skaz na urodzie.

Mam na przykład pacjentkę w wieku ok. 30 lat, ładną, która studiuje medycynę, więc spotyka różnych ludzi – młodych, starych, chorych. I ta dziewczyna wpadła w kompleksy związane z urodą, co chwila wymyśla sobie jakieś defekty. Niestety, takie skłonności wzmacniane są przez reklamy zabiegów, pokazujące modelki i obiecujące, że jednym zabiegiem, w jeden dzień lub najdalej tydzień można usunąć wszelkie mankamenty urody. Niby wiemy, że to nieprawda, niby rozumiemy, że pokazuje się nam modelkę, w dodatku młodą, która najprawdopodobniej nie poddawała się jeszcze żadnym zabiegom medycyny estetycznej, a jednak dajemy się wkręcić. Jasne, w mediach dobrze jest pokazywać estetykę ciała. Może nie ubrane w bikini kobiety z 50 kg nadwagi, czy z ciałem pooranym bliznami, ale jest przecież cała masa normalnych ciał. I co? W mediach nie ma na nie miejsca.

Spotykam też pozytywne przypadki. Już kiedyś wspominałem o tym, jak ważne jest dla skuteczności zabiegu pozytywne nastawienie do terapii i życia w ogóle. Notabene, od pewnego czasu wypytuję o te rzeczy moich pacjentów, bo na ich podstawie mogę naprawdę dużo powiedzieć o powodzeniu zabiegów. I oto przyszła kiedyś do mnie kobieta z córką będącą w klasie maturalnej. Córka miała szramy na twarzy po wypadku samochodowym i rozmawialiśmy o tym, na ile da się je poprawić. Musiałem je uprzedzić, że blizny całkiem nie znikną. Zaskoczyło mnie, że osobą, która najbardziej się tym przejęła, była matka. Córka wyglądała na zadowoloną z  życia i mówiła, że spoko, wystarczy jej tyle, ile jestem w stanie poprawić.

Nie dajmy więc sobą manipulować. Skoro media chcą uprawiać kult ciała modelek ocierających się o anoreksję, to niech to robią. Czy te ciała są seksowne? Moim zdaniem nie. To, co się pokazuje w mediach, w reklamach, jest odklejone od rzeczywistości. Nawet z punktu widzenia fizjologii kobieta nie powinna być aż tak wychudzona, potrzebuje tkanki tłuszczowej dla zdrowia, inaczej będzie miała choćby zaburzenia miesiączkowania. Musimy też na przykład rozumieć oczywistość pewnych procesów, i tak nie można się spodziewać, żeby kobieta po ciąży miała równie jędrny biust jak ta, która nigdy nie rodziła.

A wracając do ideałów – żyjemy trochę w cyrku. Z jednej strony pisze się dużo o tym, że zdjęcia zamieszczane w mediach społecznościowych są zmanipulowane, i że tak być nie powinno, a z drugiej sam Fb prowadzi politykę zmierzającą do budowania wyidealizowanego obrazu świata. Jego regulamin stanowi np., że w reklamie nie można pokazać ani ciała doskonałego, ani skrajnie „niepożądanego”. Wszyscy wiemy, że mimo takiego zapisu te pierwsze pokazywane są non stop, ale chcielibyście się pewnie dowiedzieć, co to jest ciało niepożądane? Chodzi o „ludzi prezentujących swoje fałdy lub cellulit”. Pokazywanie ich w reklamach jest niedozwolone, albowiem takie reklamy „sprawiają, że odbiorcy mają o sobie złe mniemanie”.

Niby wiadomo, że reklamy sprzedają marzenia. Niby wiemy, że to, co widzimy lub słyszymy, to nie do końca prawda, że to jakaś konwencja, ale myślimy sobie po cichu: „A może jednak coś to da, chociaż trochę”. Widzimy w reklamie idealnie gładką twarz, i kupujemy ją choć wiemy, że to manipulacja.

Niestety często manipulacją jest też to, co robią gabinety medycyny estetycznej, prezentujące zdjęcia przed i po zabiegach, jako rękojmię ich skuteczności. Zdjęcia, które się do tego celu wykorzystuje, z reguły nie są w ogóle zrobione w gabinecie, który je pokazuje – są dostarczane przez dystrybutora z produktem, w ramach pakietu promocyjnego, i w rezultacie może się okazać, że kilkanaście lub kilkadziesiąt gabinetów promuje swoje zabiegi, posługując się tymi samymi fotografiami. Co więcej, nikt nie wie, co naprawdę przedstawiają; czy i jakie zabiegi wykonano pokazanym na nich osobom, a jeśli nawet, to ile było tych zabiegów i jakim sprzętem je wykonano. Niedawno miałem taki przypadek – firma, w której ofercie można znaleźć całkiem sensowny sprzęt, i od której czasem kupuję urządzenia, wprowadzając na rynek nowy laser, promowała go zdjęciami „przed” i „po”, którymi już kilka lat wcześniej promowała inny laser. Cóż, dystrybutor zrobi wszystko, żeby sprzedać urządzenie, które ma w ofercie.

Jeśli chodzi o ścisłość, to obraz ciała zafałszowują też same aparaty fotograficzne. Mam z tym problem, bo gdy robię zdjęcie, szczególnie przed zabiegiem, chciałbym pokazać w ostry sposób to, co mam poprawić. Nie da się, mankamenty, z którymi przychodzą do mnie pacjentki, zawsze wychodzą na zdjęciach lepiej niż w rzeczywistości. Dopytywałem specjalistów od fotografii, co zrobić, by zdjęcia wyciągały niedoskonałości, ale nikt nie potrafi mi pomóc, bo wszyscy wiedzą jedynie, co trzeba zrobić, żeby fotografowane osoby wyglądały piękniej.

Apeluję – nie dajmy się zwariować. Jakikolwiek byłby kult ciała, jakikolwiek kanon urody obowiązywałby, nie wolno negatywnie postrzegać własnego ciała i dokładać sobie z powodu stresu, jaki to powoduje. Medycyną estetyczną można osiągnąć cuda, ale nie ma sensu ścigać się z photoshopem.

Share this article