Przyjmuje się, że jeśli ktoś jest chory, to nie wykonuje się u niego zabiegów medycyny estetycznej. Co jednak zrobić, gdy ktoś jest chory przewlekle? Czy to oznacza, że jest na stałe pozbawiony możliwości poprawiania urody? Byłoby to o tyle jeszcze niesprawiedliwe, że akurat u takich osób choroba często wpływa na przyspieszenie procesów starzenia, albo pojawienie się defektów więc tym bardziej potrzebują pomocy lekarza medycyny estetycznej.

Choroby ostre sa traktowane jako bezwzgledne przeciwskazaine do wykonywania zabiegów medycyny esteycznej (fot. Fotolia)

Choroby ostre są traktowane jako bezwzględne przeciwwskazanie do wykonywania zabiegów medycyny estetycznej (fot. Fotolia)

Zacznijmy od tego, że osoby przewlekle chore mogą korzystać z zabiegów medycyny estetycznej, i to pomimo powszechnego przekonania, że jest inaczej, które sprawia, że te osoby z góry rezygnują z zabiegów. Natomiast wykonującym zabiegi zdarza się przejawiać dwie szkodliwe postawy: albo podchodzą do chorób zbyt ostrożnie, albo na odwrót – zbyt lekko. Lekarze z założenia dmuchają na zimne i często nie wykonują zabiegów, chociaż mogliby (jedynym wyjątkiem jest kwas hialuronowy, który wykonują, przyjmując założenie, że jest bezpieczny, bo biozgodny z własnym kwasem pacjenta, i to akurat nie jest dobry pomysł). Dla odmiany kosmetyczki wykonują zabiegi bez wahania, często w ogóle o choroby nie pytając. A więc lekarz nie robi, choć mógłby, a kosmetyczka robi, choć nie powinna.

Przeciwwskazania do zabiegów dzielimy na względne (można wykonywać zabiegi pod pewnymi warunkami) i bezwzględne (nie ma od nich wyjątków). Z kolei choroby dzielimy na ostre i przewlekłe. A jak to wygląda w praktyce?

Choroby ostre

Choroby ostre, np. grypa, angina, zapalenie płuc, itp. traktuje się jako bezwzględne przeciwwskazanie do wykonywania zabiegów. Najważniejszym powodem jest to, że w czasie tych chorób cały układ odpornościowy jest zaangażowany w zwalczanie infekcji, i gdybyśmy dołożyli do tego zabieg, to układ odpornościowy zostałby jeszcze bardziej osłabiony (z założenia zabieg medycyny estetycznej powoduje uraz, który potrzebuje reakcji układu odpornościowego). Z jednej strony więc tkanki poddane zabiegowi regenerowałyby się gorzej, a z drugiej istniałoby ryzyko infekcji związanej z zabiegiem, rosnące przy osłabionym układzie odpornościowym, a co jeszcze gorsze odwrócenie uwagi układu odpornościowego od głównej choroby (np. grypy), co mogło by mieć w efekcie poważne konsekwencje zdrowotne. Dlatego po takich chorobach zaleca się odczekać tydzień lub dwa i dopiero potem iść na zabieg. Wyjątkiem są choroby typu ospa czy malaria, po których układ odpornościowy jest bardzo osłabiony i potrzebuje 2-3 miesięcy, aby zacząć normalnie funkcjonować.

Choroby nowotworowe

Na pierwszy rzut oka choroby nowotworowe stanowią bezwzględne przeciwwskazanie, ale okazuje się, że nie do końca. Wiadomo, że w fazie aktywnej choroby czy leczenia absolutnie nie można wykonywać zabiegów. Ale w fazie remisji? Do tej pory nie do końca wiadomo, jaki dokładnie jest mechanizm powstawania przerzutów i w związku z tym nie wiadomo też, czy i w jaki sposób zabiegi medycyny estetycznej mają wpływ na choroby nowotworowe. Kiedyś przyjmowało się, że jeśli przez 5 lat nie ma nawrotu choroby, to pacjent jest bezpieczny. Teraz podchodzi się do tego inaczej – choroba nowotworowa jest chorobą przewlekłą, na całe życie. Ale ponieważ diagnostyka jest coraz bardziej zaawansowana i precyzyjna można przyjąć, że to do pacjenta należy decyzja, czy chce wykonać zabieg medycyny estetycznej, i w jakim czasie. Nie ma bowiem pewnych danych na temat, czy taki zabieg ma jakiekolwiek wpływ. A pacjenci po ciężkim leczeniu onkologicznym mają mnóstwo defektów estetycznych, blizny, przerzedzone włosy, czy ścieńczała skóra po radioterapii. I to jest często bardzo obciążające psychicznie, a dobra kondycja psychiczna jest bardzo ważna. Nie zapominajmy jednak, że pozostaje czynnik psychologiczny, bo jeśli za jakiś czas, np. za pół roku czy rok, pacjent będzie miał przerzuty, to czy nie będzie sobie wyrzucał, że np. zdecydował się na jakiś zabieg, i choć sam zabieg mógł nie mieć na przerzuty żadnego wpływu, to jednak wyrzuty sumienia mogą się pojawić. Wielu onkologów nie chce podejmować decyzji za pacjenta, ja też tak rozmawiam z pacjentami onkologicznymi, którzy przychodzą do mnie po pomoc w poprawie problemów estetycznych. Moim zdaniem zabiegi medycyny estetycznej, ponieważ są robione miejscowo, nie powodują zbyt dużego urazu w skali całego ciała i nie mają wpływu na choroby nowotworowe. Najprawdopodobniej więc można je wykonywać, choć wiadomo też, że dmucha się na zimne i nikt nie da pacjentowi gwarancji, dlatego to musi być jego świadoma decyzja.
Zdarzają się też bardzo nietypowe sytuacje. Kiedyś wykonywałem zabiegi pacjentce z nowotworem w fazie czynnej, bo bardzo jej na tym zależało. Ponieważ dla mnie ta sytuacja miała też wymiar etyczny (mam świadomość, że w fazie czynnej absolutnie nie wykonuje się zabiegów), dyskutowałem nie tylko z nią, ale z wieloma innym specjalistami. Jej nowotwór był nieuleczalny, ale pacjentka była w mocno zaawansowanym wieku i chciała dobrze wyglądać. Była osobą publiczną, znaną, i chciała do końca prowadzić aktywne życie. Wykonywałem jej zabiegi typu botoks, nici czy kwas hialuronowy.

Ciąża i karmienie piersią

Wiadomo, że ciąża to nie choroba, ale podejmuję ten temat, bo stan ciąży traktuje się jako z góry wykluczający zabiegi medycyny estetycznej. Prawda jest taka, że można byłoby wiele z nich wykonywać, ale nie robi się tego na wszelki wypadek, bo nie ma badań, które mogłyby obiektywnie stwierdzić ich wpływ na stan pacjentki. I znów pojawia się aspekt psychologiczny. Chodzi o to, żeby w razie pojawienia się jakichkolwiek komplikacji kobieta nie zarzucała sobie, że coś się stało z powodu zabiegu, i nie zastanawiała się nad tym, nie robiła sobie z tego powodu wyrzutów, a także nie ciągała lekarzy po sądach. Jestem tak mocno przekonany o tym, że u kobiet w ciąży można wykonywać część zabiegów, że dwa miesiące przed porodem robiłem swojej żonie depilację laserową bikini. A więc jeśli nie robi się w gabinetach takich zabiegów, to głównie dlatego, aby w razie czego mieć święty spokój.
Dostaję też mnóstwo maili z pytaniami, czy można wykonywać zabiegi w czasie karmienia piersią, bo i to często traktuje się jako przeciwwskazanie. Odpowiadam, że sam robię u kobiet karmiących nawet zabiegi na rozstępy na piersiach, bo nie ma powodów do przeciwwskazań. Organizm wytwarza pokarm niezależnie od zabiegu, dlatego nie ma powodu obawiać się o ustanie laktacji. Na przykład w czasie zabiegu na rozstępy znieczulamy miejscowo skórę maścią, i takie znieczulenie może się w niewielkiej ilości przedostać do krwi, a z krwi jakaś odrobina do mleka, ale ta ilość jest niewielka i jednorazowa. Niektórzy uważają, że zabieg może jakoś wpłynąć na zaburzenie laktacji, ale nie ma na to żadnych dowodów.

Choroby przewlekłe

Hashimoto
Zacznijmy od Hashimoto, bo choroba ta stanowi duży problem szczególnie dla kobiet. Hashimoto to zapalenie tarczycy o podłożu autoimmunologicznym. Składają się na nią dwa komponenty – zapalenie tarczycy (powodujące, że gruczoł nie wydziela hormonów) i autoimmunologiczność, czyli autoagresja organizmu. Najnowsze dane statystyczne mówią, że w Polsce występuje ona u 470 tys. osób, czyli u ok. 1,2 proc. populacji. Hashimoto to choroba przewlekła, która ma niekorzystny wpływ na procesy urodowe, np. przyspiesza starzenie się skóry i osłabia włosy. Pisałem już na blogu, że choroby tarczycy nie są bezwzględnym przeciwwskazaniem do zabiegów. Tyle tylko, że niektóre zabiegi są na sto procent bezpieczne, a inne pozostają na granicy podwyższonego ryzyka albo po prostu dają nieco słabszy efekt.
Trzeba oczywiście rozróżnić stan niewyregulowanej choroby i stan choroby ustabilizowanej. Zanim się przystąpi do zabiegów, trzeba w pierwszej kolejności zbadać parametry tarczycy i układu immunologicznego. Chodzi o badania, oceniające nadreaktywność układu odpornościowego oraz funkcje tarczycy (czyli poziom hormonów). Zabiegi dopasowuje się do wyników badań. Jeśli ktoś ma uregulowany poziom hormonów, to na pewno można mu zawsze robić zabiegi biostymulujące, czyli takie, które stymulują pracę własnych komórek, np. zabiegi laserowe, HIFU czy radiofrekwencja. W przypadku zabiegów laserowych zawsze będą skuteczne zabiegi na naczynka czy przebarwienia, natomiast zabiegi laserem frakcyjnym mogą mieć nieco niższą skuteczność niż u osób zdrowych. Wszystkie natomiast są bezpieczne, bo uraz w czasie zabiegu (uszkodzenie skóry, aby mogły się wzbudzić procesy regeneracji) jest krótkotrwały i nie ma ryzyka autoagresji.
Inaczej jest, gdy coś wstrzykujemy do skóry, dlatego przy hashimoto raczej nie podajemy w ten sposób żadnych preparatów. W praktyce zdarza się, że wstrzykuje się kwas hialuronowy, ale wówczas przed zabiegiem wykonuje się odpowiednie badania krwi i trzeba uświadomić pacjenta, że zachodzi sytuacja podwyższonego ryzyka.
Z założenia też nie wstrzykuje się takim osobom substancji biostymulujących (typu Sculptra czy Ellance), a jeśli już, to na ryzyko pacjenta. Rzeczywiście, miałem pojedyncze przypadki, zaledwie kilka w roku, że to robiłem, i nic się nie działo ale w każdym przypadku pacjent był świadomy ewentualnego ryzyka
Natomiast ani osobom z Hashimoto, ani z chorobami autoimmunologicznymi absolutnie nie powinno się wstrzykiwać stałych implantów, np. na bazie akrylu
Generalnie wszystkie zabiegi związane z podawaniem jakiegoś preparatu do skóry wiążą się z wprowadzeniem do organizmu ciała obcego (np. kwasu hialuronowego, nici, biostymulatora), które tkwi w skórze kilka miesięcy i w każdym momencie może pobudzić układ odpornościowy; a ten atakuje własne tkanki organizmu, traktując je jak obce, i chce się ich pozbyć. Przy chorobach o podłożu autoimmunologicznym wstrzyknięte preparaty mogą być potraktowane jak coś super obcego, np. drzazga, i organizm będzie się chciał szybko ich pozbyć, tworząc stan zapalny. Drugie ryzyko jest takie, że może się rozregulować cały układ odpornościowy, choć nie jest ono wielkie, bo 1 gram substancji biozgodnej na cały organizm to drobiazg. Jednym słowem, boimy się nie tyle problemów ogólnoustrojowych, co bardziej miejscowych w rodzaju autoagresji, stanu zapalnego, albo że pojawi się grudka lub zwłóknienie.

Cukrzyca
Przy cukrzycy możemy robić właściwie wszystko, ale nie zapominając o tym, że cukrzyca typu I może mieć nieco autoimmunologiczne podłoże. Wykonując zabiegi u osób z cukrzycą trzeba pamiętać o tym, że gojenie będzie przebiegać wolniej, więc na wszelki wypadek trzeba będzie przez kilka dni podawać antybiotyk przy bardziej inwazyjnych zabiegach. Efekty zabiegów u osób z cukrzycą będą też minimalnie słabsze niż u osób zdrowych. To samo dotyczy też osób, które nałogowo palą.

Inne choroby
Wszystkie zabiegi możemy wykonywać przy nadciśnieniu, u osób z implantami zębowymi, aparatami ortodontycznymi, protezami metalowymi, a także z rozrusznikiem serca.
Słyszy się czasem, że jeśli pacjent ma rozrusznik serca, śrubę albo płytkę metalową w nodze, to nie można mu robić zabiegu RF. To jest prawdą jedynie w odniesieniu do RF monopolarnej, przy której pacjent ma przyklejoną do ciała lub trzyma w ręce elektrodę uziemniającą. Prąd płynie po linii najmniejszego oporu, ale jaka jest ta linia najmniejszego oporu w organizmie, nie mamy nad tym kontroli. Możemy natomiast bez obaw robić RF bipolarną albo RF mikroigłową, przy której prąd płynie od jednej igły do drugiej.
Istnieją ograniczenia w wykonywaniu zabiegów, gdy ktoś bierze leki na krzepliwość krwi. Rośnie wówczas ryzyko powstania siniaków, będą one też większe. Dzieje się tak dlatego, że wielkość siniaka zależy od ilości krwi, która wypływa z naczynka, a to z kolei od tego, jak szybko płynie krew, jak duża jest dziura i jak szybko tworzy się skrzep. Jeśli więc ktoś ma z tym problem, dobrze byłoby odstawić leki na kilka dni przed zabiegiem, o ile jest to możliwe.

Jednym słowem osoby z przewlekłymi chorobami nie muszą rezygnować z upiększających zabiegów. Sugeruję jednak znaleźć doświadczonego lekarza (koniecznie lekarza!), który dobrze oceni stan zdrowotny pacjenta i dobrze dopasuje zabiegi.

Share this article